Wielkanocności w powszedniości. O najważniejszym dla chrześcijan okresie w roku
Triduum Paschalne w sposób szczególny przybliża ostatnie chwile życia Jezusa Chrystusa na Ziemi: Jego mękę, ukrzyżowanie, śmierć i zmartwychwstanie. Te dni stanowią najważniejsze wydarzenie w roku liturgicznym Kościoła. Poprosiliśmy ks. Piotra Brząkalika, emerytowanego proboszcza, publicystę i rekolekcjonistę, o wprowadzenie nas w ten wyjątkowy czas.
Wielki Tydzień to dla chrześcijan najważniejszy okres w roku
Triduum Paschalne w sposób szczególny przybliża ostatnie chwile życia Jezusa Chrystusa na Ziemi: Jego mękę, ukrzyżowanie, śmierć i zmartwychwstanie. Te dni stanowią najważniejsze wydarzenie w roku liturgicznym Kościoła. Poprosiliśmy ks. Piotra Brząkalika, emerytowanego proboszcza, publicystę i rekolekcjonistę, o wprowadzenie nas w ten wyjątkowy czas.
Wielki Piątek to czas refleksji
W Wielki Piątek słyszymy kolejny fragment mowy pożegnalnej Jezusa. To bardzo osobiste słowa powiedziane tuż przed męką. Są pełne czułości, ale też wyraźnej troski o uczniów. Jezus wie, że nie są jeszcze gotowi na wszystko. „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie”. To bardzo ludzkie słowa. Pełne zrozumienia i cierpliwości. Każdy z nas zna to uczucie: „jeszcze nie jestem gotowy”. Czasem życie przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. I Jezus to rozumie. To pokazuje też, że prawda nie zawsze przychodzi tak od razu. Do pewnych rzeczy musimy dorosnąć. Nie wszystko rozumiemy od razu. Do prawdy się dojrzewa, tak jak dojrzewamy w doświadczeniu, w cierpliwości, w czasie. Czasem mamy wrażenie, że niektóre rzeczy nie mają sensu. Kohelet mówi to wprost: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”.
Podobnie pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Czasem trzeba przejść długą drogę, by dojść do tego, co bliskie”. Jezus nie odsłania wszystkiego od razu. Bo nas zna – wie, że zbyt wiele naraz może nas przytłoczyć. Ale obiecuje Ducha – Kogoś, kto będzie przy nas w tym procesie, krok po kroku. I znając ich i nasze serca, nie mówi wszystkiego od razu i naraz. Daje czas. Czas, byśmy dojrzewali do prawdy, tak jak dojrzewa w ziemi to przysłowiowe ziarno. I choć czasem czujemy się zagubieni na tej drodze, to Duch Święty posłany jest po to, żeby nas poprowadzić.
Dla nas żyjących w codziennym zgiełku, często w pośpiechu i presji, Duch Święty często wydaje się kimś odległym. Kohelet zauważy, że „człowiek nie wie, co będzie, i jak to się stanie, kto mu to oznajmi?”. I właśnie dlatego potrzebujemy Ducha, bo sami nie ogarniemy wszystkiego. Czasem zdaje nam się, jakby życie wymykało się spod kontroli.
Zofia Nałkowska napisała kiedyś, że „człowiek nie jest po to, aby zrozumieć życie, ale aby je przeżyć”. Jasne, nie każda prawda jest wygodna. Czasem prowadzi przez ból, przez konieczność przyznania się do winy, przez przebaczenie. Ale to Duch Święty prowadzi do prawdy – nie tej, która rani, ale tej, która uzdrawia. Kohelet zauważy, że „im więcej mądrości, tym więcej cierpienia”.
Coś w tym jest. Poznanie siebie, swoich słabości, przeszłości często boli. A Duch Święty nie prowadzi do prawdy po to, byśmy się bali, ale po to, byśmy byli wolni. Nie daje gotowych odpowiedzi. Daje światło, byśmy żyli z sensem, nawet jeśli nie wszystko rozumiemy. Jezus obiecuje nam Ducha, który będzie naszym przewodnikiem w tym gąszczu informacji, stresów i niepewności. I potrzebujemy Go bardziej, niż nam się wydaje. I zacytuję jeszcze Lewisa: „Bóg szepcze do nas w naszych radościach, przemawia w sumieniu, a woła w naszym cierpieniu”. Czas zadbać o wrażliwość ucha, bo tylko wtedy usłyszymy ten szept. Na Niedzielę Zmartwychwstania skorzystam zaś z myśli Benedykta XVI. Bo są one fundamentalnie ważne.
Na pytanie, czym jest Zmartwychwstanie Jezusa, Benedykt odpowiada tak: „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, a także wasza wiara. Okazuje się bowiem, że byliśmy fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstaną, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Tymi słowami w liście do Koryntian święty Paweł jasno i dobitnie pokazuje znaczenie Zmartwychwstania Jezusa dla istoty chrześcijaństwa. Prawdziwość świadectwa, że Chrystus powstał z martwych, decyduje o istnieniu lub nieistnieniu wiary chrześcijańskiej”.
To jest jego fundament. Na nim jest zbudowane. Może więc czas już najwyższy, żeby odpowiedzialności za słabnące na naszych oczach chrześcijaństwo nie szukać li tylko w sile wrogości, ile we własnej słabości, pytając się o prawdziwość mojego świadectwa, że Chrystus prawdziwie zmartwychwstał.
Z nauki Jezusa wybieramy to, co nam pasuje
A dalej pisze tak: „Jeśli się usunie tę prawdę z tradycji chrześcijańskiej, z pewnością można zawsze zestawić całą serię godnych uwagi idei dotyczących Boga i człowieka, jego istoty i powinności – stworzyć swoistą religijną koncepcję świata – jednak wiara chrześcijańska będzie wtedy martwa. Jezus nadal pozostanie religijną osobistością, która poniosła porażkę; będzie ona wielka nawet w swej porażce i może nas zmuszać do refleksji. Będzie miał jednak wymiar wyłącznie ludzki, a miarą Jego autorytetu będzie przekonująca siła Jego orędzia. Nie stanowi już żadnego kryterium; jest nim wówczas tylko nasza osobista ocena, zgodnie z którą z Jego spuścizny wybieramy to tylko, co wydaje się nam pożyteczne. To zaś znaczy, że jesteśmy zdani na siebie samych. Ostatnią instancją jest nasz własny osąd”.
I to, myślę, dzieje się na naszych oczach. Jezus ma już dla nas tylko ludzkie znaczenie, coraz rzadziej jest punktem odniesienia, a z tego, co nauczał, wybieramy to, co nam pasuje i jest przydatne.
I jeszcze za Benedyktem: „Coś rzeczywiście nowego, coś, co zmienia świat i sytuację człowieka, stało się wtedy tylko, jeśli Jezus rzeczywiście zmartwychwstał. Dlatego w naszych dociekaniach dotyczących postaci Jezusa zmartwychwstanie stanowi punkt decydujący. Od Zmartwychwstania zależy to, czy Jezus tylko był, czy też również jest. W «tak» lub «nie», jako odpowiedzi na to pytanie, chodzi nie o jedno wydarzenie obok wielu innych, lecz o postać Jezusa jako taką”.
No właśnie, to od tego, czy Jezus dla mnie tylko „był” czy też „jest”, zależy żywotność nie tylko mojego chrześcijaństwa.
Notował: Kajetan Berezowski