W finale marzeń, za jaki uznano spotkanie reprezentacji Kanady i USA, oglądaliśmy hokej z innej bajki. Wygrali po dogrywce (3:2) hokeiści „Klonowego Liścia”, którzy spełnili marzenia wszystkich Kanadyjczyków, dla których ten sport jest świętością.
Bohaterem ostatniej akcji okazał się największy gwiazdor Kanady, Sidney Crosby, który dał Kanadzie najbardziej upragniony złoty medal tegorocznych igrzysk. - Jestem niezwykle dumny z faktu, że wygraliśmy turniej olimpijski. Dla nas to była sprawa narodowa, zaś samo zwycięstwo nad USA ważniejsze, niż wygranie rozgrywek NHL – mówił po dramatycznym finale Crosby, który nie był jednak pierwszoplanową postacią finału. Kanadyjczycy nie mieli zresztą wyrazistego lidera, mieli natomiast bardzo wyrównaną drużynę, która nie posiadała słabych punktów. - Przed meczem finałowym typowałem wynik 3:1 dla Kanady, która miała zwycięskiego gola strzelić w ostatnich sekundach, do pustej bramki. Amerykanie rzeczywiście wycofali bramkarza i mieli pustą bramkę, ale zamiast stracić, to jednak strzelili wyrównującą bramkę. No i bardzo dobrze, pomyliłem się wprawdzie w swoim typowaniu, ale w zamian była dogrywka i dodatkowe emocje. Wygrał mimo wszystko lepszy zespół – mówił w swoim komentarzu telewizyjnym Mariusz Czerkawski, który zachowywał do końca obiektywizm, obsypując komplementami oba zespoły.
Na tegorocznych igrzyskach obydwa zespoły spotkały się w ostatnim meczu swojej grupy, decydującym o bezpośrednim awansie do 1/4 finału z pierwszej pozycji. Wygrali wówczas Amerykanie 5:3. Kanadyjczycy jednak w następnych spotkaniach udowodnili, że są głównymi faworytami do złota, a w wielkim finale wzięli rewanż. Obu zespołom należą się jednak brawa za wspaniałe widowisko, którym uraczyli światową widownię.
Hokeiści Kanady wywalczyli ósme mistrzostwo olimpijskie w historii. Tyle samo tytułów ma Rosja (siedem tytułów jako ZSRR, a raz jako Wspólnota Niepodległych Państw).