Węglokoks: umowa z PKP Cargo przedłużona

fot: Jarosław Galusek/ARC

Polskie górnictwo zmaga się z trudnościami związanymi z transportem surowca

fot: Jarosław Galusek/ARC

W ciągu najbliższych pięciu lat PKP Cargo nadal będzie przewozić węgiel na zlecenie Węglokoksu. Obowiązująca umowa o współpracy obu firm została przedłużona do 31 grudnia 2018 r. Strony przedłużyły obowiązującą umowę zawartą w 2008 r. na lata 2014-2018.

- Nasza współpraca liczy już kilkadziesiąt lat i oceniamy ją jako bardzo owocną i efektywną. Aneksowana umowa stanowi kontynuację naszej współpracy z firmą, która jest najbardziej wszechstronnym i komplementarnym przewoźnikiem w Polsce, co pozwoli zabezpieczyć usługi logistyczne dla ok. 130 relacji przewozowych rocznie w eksporcie polskiego węgla i tym samym spełnić oczekiwania naszych kontrahentów w tym zakresie - mówi Jerzy Podsiadło, prezes Węglokoksu.

W opinii Łukasza Boronia, prezesa PKO Cargo, współpraca z Węglokoksem ma spółki kluczowe znaczenie.

- Przedłużając ten duży, wieloletni kontrakt możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość - komentuje prezes Boroń.

PKP Cargo przewozi na zlecenie producentów i dystrybutorów ok. 50 mln t węgla rocznie. Jest największym przewoźnikiem paliw stałych w Polsce. W ostatnich tygodniach spółka zwiększyła liczbę wagonów, które przekazano do dyspozycji partnerów handlowych.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.