Węgiel tak, atom niekoniecznie

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

- Unia narzuca cele, ale środki można przeznaczyć na modernizację naszych mocy wytwórczych, które z przestarzałych zmienią się w nowoczesne, efektywniejsze, które będą działać przez kilkadziesiąt lat i w niesamowity sposób przyczynią się do zmniejszenia emisji CO2 - uważa Bogdan Marcinkiewicz

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Przez cały czas nasi oponenci - "zieloni" czy socjaliści - zarzucali nam, że nie realizujemy tego, co zostało narzucone. My jednak z uporem maniaka staraliśmy się tłumaczyć, że chodzi o miejsca pracy, rozwój gospodarczy i przemysłowy i o to, by przemysł nie wyniósł się na wschód czy do USA - stwierdza w rozmowie z Trybuną Górniczą BOGDAN MARCINKIEWICZ, eurodeputowany...

Kończy się powoli kadencja europarlamentu. Jakby ją Pan podsumował z punktu widzenia człowieka, który reprezentuje Śląsk?
Od początku swojej kadencji zastanawiałem się, jak reprezentować tych, którzy mnie wybrali, i jednocześnie realizować mandat polityczny. Postanowiłem więc, że pracy politycznej będzie bardzo mało, bo nie jestem zawodowym politykiem. Skupiłem się więc na pracy merytorycznej. Przyszedłem z branży węglowo-gazowej. Na tym się znam i na tej płaszczyźnie postanowiłem się skupić.

No właśnie. Pana kadencji towarzyszyły różne wydarzenia, także cykliczne, takie jak np. Europejskie Dni Węgla, które w stolicy Europy starały się zwracać uwagę na tematy niekoniecznie popularne, takie jak górnictwo czy przemysł oparty na węglu. Jaka okazała się skuteczność tych inicjatyw? Co nam to dało?
Parlament Europejski to miejsce, w którym ścierają się ze sobą różne spostrzeżenia, opinie, ale jest też miejscem, w którym wykuwane jest prawo, konsultowane później z Komisją Europejską i Radą. Wszystko, co się tu działo, było konsekwencją zdarzeń jeszcze z poprzedniej kadencji, takich jak m.in. wdrożenie pakietu klimatycznego. Przez cały czas nasi oponenci - "zieloni" czy socjaliści - zarzucali nam, że nie realizujemy tego, co zostało narzucone. My jednak z uporem maniaka staraliśmy się tłumaczyć, że chodzi o miejsca pracy, rozwój gospodarczy i przemysłowy i o to, by przemysł nie wyniósł się na wschód czy do USA. Aby się przed tym bronić, musimy mieć niską cenę energii. A mamy przecież atrybuty w postaci surowców. Ostatnie pięć lat pokazało, że np. Niemcy - na początku sceptyczni - teraz patrzą już głównie na surowce, intensywnie budują elektrownie węglowe, bo mają tego węgla dużo.

My też mamy surowce na wyciągnięcie ręki, a mimo to wisi nad nami widmo unijnych zobowiązań, które mogą w ten przemysł uderzyć. Jak możemy się przed tym obronić?
Cały czas się bronimy. W parlamencie, w Radzie. To po pierwsze. Po drugie nasze wydobycie jest coraz bardziej kosztowne, coraz głębsze, ale mamy te surowce. Kłania się tu plan zoptymalizowania pracy spółek wydobywczych i energetycznych w Polsce. Przydałby się taki duży narodowy plan. Mamy środki unijne, które można zainwestować w takie przedsięwzięcia. Unia narzuca cele, ale środki można przeznaczyć na modernizację naszych mocy wytwórczych, które z przestarzałych zmienią się w nowoczesne, efektywniejsze, które będą działać przez kilkadziesiąt lat i w niesamowity sposób przyczynią się do zmniejszenia emisji CO2.

A jak to mogłoby pójść w parze z energetyką jądrową? Parę dni temu rząd przyjął program i wszystko wskazuje na to, że prędzej czy później powstanie u nas elektrownia atomowa.
Jestem tymi decyzjami trochę zdziwiony. Wspomniani Niemcy likwidują u siebie elektrownie jądrowe, a u nas pojawia się taka sprawa. To jest długotrwały proces, aby zaprojektować, wybudować i uruchomić taką elektrownię. Jeśli nam się to uda w ciągu najbliższych 20 lat i tak powstanie u nas tylko jedna taka elektrownia. Boję się, że jeśli przy tym będziemy - co musimy zrobić - modernizować naszą energetykę węglową, realizować plany dotyczące gazu łupkowego, to braknie nam środków na pokrycie zobowiązań na tych trzech polach. To pochłania straszne ilości pieniędzy, choć może rząd ma plan, skąd takie pieniądze wziąć. Podsumowując: uważam, że węgiel tak, łupki tak, bo sprawa się rozwija, ale atom - tak sobie, bo potrzebne są na to duże środki, a w dodatku nie mamy w tej materii doświadczenia.

Podkreśla Pan konieczność inwestowania w rozwój branży węglowej w Polsce, jednak nowy rok zaczął się dla niej raczej kiepsko. Jedna ze spółek - Kompania Węglowa boryka się z dużymi trudnościami. Jak Pan widziałby najbliższy rok dla polskiego górnictwa?
Uważam, że wszyscy uczestnicy procesu powinni przeprowadzić dogłębną analizę i dojść do jakiegoś konsensusu. Na pewno da się to połączyć ze środkami unijnymi, które mamy w najbliższej perspektywie. Można je pozyskać np. na kwestie związane z energetycznym wykorzystaniem metanu. Uważam też, że przy dużym zaangażowaniu ministerstw skarbu i gospodarki trzeba podjąć kroki naprawcze, modernizacyjne. W perspektywie kilku lat może skończyć się to wejściem na giełdę, aby pozyskiwać kolejne środki na inwestycje. Trzeba też ustabilizować trochę rynek podażowo-popytowy. Bo dlaczego ma być tak, że produkujemy węgiel, który leży na zwałach, a polskie elektrownie biorą go, nie wiadomo skąd. Skoro jest tu wspólny właściciel, to dlaczego tego nie zrobić? Mogą powstać wieloletnie umowy korzystne dla obu stron.

Sugeruje Pan tutaj porozumienie, współpracę między resortami gospodarki i skarbu?
Nie. Raczej biznesową, handlową współpracę między spółkami. Oczywiście musi być akceptacja polityczna i towarzyszący jej jednoznaczny sygnał, ale jest wolny rynek i dlaczego nie można chronić się nawzajem?

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.