Według statystyk poprawia się stan bezpieczeństwa w górnictwie

fot: Maciej Dorosiński

W czasie przejścia przez fragment wyrobiska szkoleniowego musieli w pełnym rynsztunku wykonywać prace konieczne w czasie akcji ratowniczej

fot: Maciej Dorosiński

Osiem wypadków śmiertelnych wydarzyło się w polskim górnictwie od początku 2020 r. Nadzór górniczy analizuje poszczególne przypadki. Wiadomo już, co było przyczyną tych tragicznych zdarzeń.

Według statystyk poprawia się stan bezpieczeństwa w polskim górnictwie węgla kamiennego. Od początku br. odnotowano tam 4 wypadki, których konsekwencją była śmierć pracownika. Dla porównania w analogicznym okresie ub.r. zdarzyło się ich aż 15. Do czterech kolejnych wypadków śmiertelnych doszło w ZG Rudna, Drahle III, KWB Turów i ZG Lubin, a więc w górnictwie miedziowym i odkrywkowym. W tym ostatnim zakładzie ślusarz wszedł do łyżki ładowarki przystosowanej do robót z podniesioną łyżką. Jednak osprzęt wymagany do wykonywania takich robót nie był zamontowany. Po podniesieniu łyżki przez operatora został on dociśnięty do stropu, doznając obrażeń głowy. 

Więcej ciężkich
W całym polskim górnictwie zdarzyło się ponadto 11 wypadków ciężkich, a to oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu ub.r. o cztery. W zakładach eksploatujących węgiel kamienny statystyka wymienia 4 wypadki ciężkie, o jeden mniej niż rok temu o tej porze. Kolejne 4 wypadki ciężkie miały miejsce w należącym do KGHM ZG Polkowice-Sieroszowice. Tu zła passa zaczęła się już w marcu br. W chodniku na poziomie 450 operator przebywający na platformie kotwiarki podczas kotwienia najprawdopodobniej został uderzony wygiętą żerdzią wiertniczą, wysuniętą z wierconego pierwszego przyociosowego otworu i wyrzucony z kosza wiertacza w kierunku organu roboczego. W maju spawacz spadł z rusztowania i doznał ciężkich obrażeń wewnętrznych. Miesiąc później sztygar prowadzący zmianę w komorze przeglądowo-naprawczej samojezdnych maszyn górniczych polecił operatorowi pobrać z narzędziowni komory rezerwowej gaśnicę śniegową. W trakcie załadunku gaśnica stoczyła się na spąg, a gwałtownie przemieszczający się zawór wraz z wężem i prądownicą uderzył operatora w okolice oka. Nadzór górniczy policzył również wypadki ogółem, obejmujące śmiertelne, ciężkie i powodujące czasową niezdolność do pracy. Ub.r. zamknął się liczbą 2326, a do lipca 2019 r. odnotowano ich 1342. Tymczasem w ciągu siedmiu miesięcy br. wydarzyło się 1105 wypadków.

Pogarsza się niestety stan bezpieczeństwa w zakładach odkrywkowych. W KWB Turów operator koparki i zwałowarki poniósł śmierć, ponieważ z niewyjaśnionych przyczyn udał się w kierunku koła czerpakowego pod osłonę zsuwni. Został uderzony spadającą bryłą. W kopalni Drahle III operator będącego w ruchu przenośnika taśmowego został przeciągnięty pod wibratorem, doznając śmiertelnych obrażeń. Mało tego, w krwi poszkodowanego stwierdzono 2,3 promila alkoholu. Ciężki wypadek odnotowano w kopalni wapienia Raciszyn II w Kielcach. Prawa ręka operatora przenośnika taśmowego została pochwycona przez mechanizm urządzenia.

Przeglądając protokoły z wizji lokalnych można wysnuć kolejny wniosek, że większość tragicznych zdarzeń, do których dojść nie powinno, miała swoją przyczynę w złej organizacji pracy, lekceważeniu przepisów bhp i braku odpowiedniego nadzoru nad prowadzonymi robotami. Jest jeszcze jeden powód, mianowicie niedostateczne kwalifikacje osób dozoru ruchu. 

Zła organizacja pracy
– Znowelizowane prawo geologiczno-górnicze, które weszło w życie w 2012 r., umożliwia przyznawanie kwalifikacji pracownikom przez przedsiębiorców. Dawniej zaś każdy kandydat na osobę dozoru w odkrywkowych i otworowych zakładach górniczych musiał przejść przez gęste sito egzaminów. W podziemnych zakładach górniczych sytuacja jest o wiele lepsza. Tam jednak dawne przepisy zostały utrzymane. Z kolei duże koncerny, takie jak np. KGHM, powołały komisje egzaminacyjne i starają się sprawdzać wiedzę kandydatów do pracy w dozorze – wskazuje Krzysztof Król, wiceprezes WUG.

Prezes Wyższego Urzędu Górniczego zapowiedział już skierowanie do Ministerstwa Aktywów Państwowych propozycji zmiany przepisów w tym względzie. Eksperci z WUG zwracają ponadto uwagę na konieczność objęcia nadzorem ośrodków szkolenia kształcących operatorów maszyn i urządzeń. Nie wszystkie bowiem potrafią wyposażyć uczestników kursów specjalistycznych w dostateczną wiedzę, umożliwiającą efektywne i bezpieczne nadzorowanie oraz prowadzenie robót górniczych.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.