W takich wyścigach więcej zależy czasami od głowy niż od nóg – mawiają wytrawni kolarze

1616141439 kalkowski mariusz

fot: Archiwum domowe

Mariusz Kalkowski objechał Majorkę wzdłuż i wszerz

fot: Archiwum domowe

Rower za dziesiątki tysięcy złotych nie wystarczy, żeby móc ścigać się po szosach z najlepszymi. Liczą się przede wszystkim umiejętności. A te zdobywa się na treningach. Mariusz Kalkowski, na co dzień sztygar, kierownik Oddziału Wierceń w kopalni Bolesław Śmiały, trenuje kolarstwo od 10 lat. Ten sport wciąż go fascynuje.

Zdarza się, że coś w naszym życiu jest dziełem przypadku. Podoba się nam, więc chcemy z tym zostać na dłużej. Dla Mariusza Kalkowskiego takim przypadkiem było uczestnictwo w tzw. ustawce kolarskiej IC w Katowicach. Przed laty organizowane były co tydzień, a brali w nich udział cykliści przygotowujący się do występów w różnych imprezach. Z ul. Mickiewicza wyruszali w trasę na południe województwa śląskiego.

– To był ten pierwszy raz. Już wtedy od kilku lat uprawiałem kolarstwo, ale to spotkanie odkryło dla mnie ten sport na nowo – wspomina cyklista z Mikołowa. 

Jazda w grupie
Niedługo potem miał już w rękach licencję „masters” Polskiego Związku Kolarskiego dla amatorów. Uprawnia ona do startów w imprezach organizowanych lub kontrolowanych przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI) lub Federacje Narodowe (PZKol), które są członkami UCI.

– Zaczęła mnie fascynować jazda w grupie. Wstąpiłem do klubu PM Bike Racing Team w Katowicach i niebawem rozpocząłem pierwsze starty. Poznałem trudy imprez, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Najpopularniejszym rodzajem zawodów kolarskich są wyścigi jednodniowe na dystansach od 40 do 140 km – opowiada o swej pasji Mariusz Kalkowski.

Wyścigi mają różny charakter. W jednych liczy się czas dojazdu do mety. Kolarze wyruszają na trasę jeden po drugim w 2-3-minutowych odstępach. Kolejność docierania do celu nie gra tu roli, bowiem liczy się czas. W innych zawodach trzeba się ścigać. Ten wygrywa, kto na mecie zamelduje się pierwszy. Są wreszcie zawody zaczynające się od jednoczesnego startu wszystkich zawodników. Kolarze pokonują wspólnie większą część trasy zwartą grupą, czyli peletonem. I tu również wygrywa ten, który będzie na mecie najszybciej, ale nie tylko. Istnieje bowiem jeszcze klasyfikacja drużynowa. I tu w grę wchodzi już coś więcej niż wytrenowanie i kondycja.

– Kolarze jadący w takich zawodach tworzą zespoły, wspierają się nawzajem i starają się wypracować jak najlepszą pozycję w peletonie swemu liderowi. Przed takim wyścigiem trzeba się naradzić, pogłówkować, jaką zastosować strategię, kogo wybrać na lidera. Na dobrą sprawę w każdych zawodach liderem może być inny członek tego samego teamu. Wszystko zależy od warunków na trasie i samej trasy wyścigu. Wiadomo, jeden radzi sobie dobrze na równym terenie, inny na wzniesieniach. Jedzie się na lidera, czyli najlepszego sprintera w zespole – opowiada Kalkowski.

W takich wyścigach więcej zależy czasami od głowy niż od nóg – mawiają wytrawni kolarze. Po prostu, każdy wyścig trzeba umieć „czytać”, obserwować rozwój sytuacji na trasie, nieustanie kalkulować, no i przede wszystkim potrafić porozumieć się z pozostałymi zawodnikami swojej drużyny bez słów. 

Wszystko zależy od taktyki
– Obserwując transmisję z wyścigów kolarskich można zauważyć, że zawodnicy starają się chować za plecami pozostałych. Na szosie większość wysiłku zawodnika idzie na pokonywanie oporów powietrza, a nie grawitacji i oporów toczenia. W taki sposób oszczędza się siły. Nieustanne przyspieszanie, zwalnianie, to wszystko należy do przyjętej taktyki. I w końcu przychodzi ten moment, żeby nacisnąć na pedał, sformować minipeleton i wyprowadzić lidera do zwycięstwa – wyjaśnia cyklista z Łazisk.

Z góry jednak przestrzega wszystkich zainteresowanych kolarstwem szosowym, że nie jest to sport łatwy.

– Kolarstwo często boli. I to dosłownie. Od wysiłku wpompowanego w zawody boli często całe ciało. Z tym należy się pogodzić. To już nie jest rekreacja, ale niemalże wyczyn. Trzeba regularnie trenować przynajmniej tak jak ja – pięć razy w tygodniu. Rocznie jest to ok. 500 godzin poświęconych treningom, a w przeliczeniu od 12 tys. do 15 tys. kilometrów przejechanych na rowerze. Jednak forma nie bierze się z samego jeżdżenia, bo gdyby tak było, to mistrzami byliby listonosze. Każdy kolarz musi odwiedzać regularnie siłownię. Wskazane jest, aby stale poprawiać swój balans mięśniowy. Odpowiednio zaplanowany program pracy z ciężarami zwiększa siłę nóg, ale też zapobiega kontuzjom. Sprzęt to już kolejny problem. Najlepiej, żeby rower był lekki, sztywny, na osprzęcie minimum Shimano 105 – zachęca Mariusz Kalkowski. 

Wybrać się do raju
Jeśli ktoś rzeczywiście zainteresowany jest kolarstwem szosowym, powinien choć raz wybrać się na Majorkę. To wymarzony raj dla cyklistów.

– Majorka jest ulubionym miejscem zawodowców i miłośników rowerowych wycieczek. W tydzień zrobiłem tam 1000 km. Objechałem całą wyspę. Krajobrazy są wspaniałe, ale niektóre trasy bardzo wymagające. Można zafundować sobie wspinaczkę na najwyższy szczyt Majorki – Puig Major. Wszystko jest blisko, góry i morze. Gdy znudzi się jazda po górach, nic nie staje na przeszkodzie, aby wybrać tereny płaskie. Jazda po nich zdaje się nie mieć końca. Kolarstwo szosowe to wspaniała sprawa. Nic tylko wsiadać na rower i trenować – zachęca Mariusz Kalkowski. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1755669760 powstaniaslaskie

Narodowy Dzień Powstań Śląskich - to górnicy walczyli o Polskę

Kiedy mówi się o Powstaniach Śląskich, zwykle pada kilka nazwisk dowódców i polityków. Ale siłą, która przeważyła szalę w latach 1919-1921, byli ci, którzy na co dzień zjeżdżali pod ziemię. Górnicy. Bez nich nie byłoby powstań, a Śląsk prawdopodobnie zostałby po niemieckiej stronie. Narodowy Dzień Powstań Śląskich został ustanowiony w 2022 roku, by uczcić pamięć uczestników trzech powstań śląskich z lat 1919–1921. To właśnie 20 czerwca 1922 roku, po zakończeniu sporów granicznych, Wojsko Polskie wkroczyło na te ziemie.

Górnicy i hutnicy na filmach sprzed 60 lat. Mamy je! Warto zobaczyć!

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć film zmontowany z archiwalnych nagrań TVP 3, zachęcamy do oglądania! Ma ponad 7 minut, nosi tytuł „Twarze Przemysłu” i był pokazywany podczas tegorocznej Industriady w Muzeum Miejskim „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej.

Polska i Niemcy udostępnią 60 tys. Biletów Przyjaźni dla młodych podróżnych

Resort infrastruktury oraz Federalne Ministerstwo Transportu Niemiec uruchamiają kolejowy Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni, z którego będzie mogło skorzystać 60 tys. młodych osób w wieku od 18 do 27 lat. Każdy z krajów udostępni po 30 tys. biletów - poinformowało w środę polskie ministerstwo.

Fotografie z kopalń, hut, fabryki obrabiarek i wielu innych zakładów. Warto je zobaczyć!

Jeśli ktoś ma wolne popołudnie albo weekend, polecamy wycieczkę do Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej. Można tam zwiedzić nie tylko kopalnię ćwiczebną z lat 20. ubiegłego wieku, ale i świetną wystawę „Razem dla przemysłu. Oblicza dąbrowskich zakładów w fotografii i designie”. Wystawa na pewno będzie czynna przez całe wakacje.