W Lubelskiem dziewczęta idą do szkół górniczych

Dziewczęta rozpoczną w tym roku po raz pierwszy naukę w technikum góniczym na Lubelszczyźnie. Dwie szkoły mają mnóstwo chętnych do kształcenia się w zawodzie, któremu przyszłość na wschodzie kraju gwaratnuje najlepsza polska kopalnia "Bodanka".

 

Klasy kształcące w zawodach związanych z górnictwem mają na Lubelszczyźnie dwie placówki: Zespół Szkół w Ostrowie Lubelskim (kształci w kierunku technik górnictwa podziemnego, technik mechanik ze specjalnością maszyny i urządzenia górnicze oraz górnik eksploatacji podziemnej), a Zespół Szkół Górniczych w Łęcznej techników górnictwa podziemnego oraz techników obróbki kopalin stałych - opisuje "Kurier Lubelski".

 

- Nie mamy problemu z niżem demograficznym - informuje Arkadiusz Marucha, dyrektor ZSG w Łęcznej. - W naszej szkole ilość przyjętych uczniów nie maleje, lecz wzrasta. W tym roku utworzyliśmy klasę kształcącą w nowym zawodzie - technik obróbki kopalin stałych. Osoby, które go ukończą, mogą pracować w kopalni, ale nie pod ziemią, tylko na powierzchni.

- Do tej klasy przyjmujemy również dziewczyny - mówi dyrektor cytowany w portalu wp.pl. - W tej chwili na liście są trzy.

 

ZSG w Łęcznej ani szkoła w Ostrowie Lubelskim nie miały kłopotów z naborem do klas kształcących przyszłych techników górnictwa podziemnego.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.