Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.30 PLN (-1.67%)

KGHM Polska Miedź S.A.

302.80 PLN (-0.41%)

ORLEN S.A.

132.92 PLN (+0.58%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.65 PLN (-1.43%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.47 PLN (+1.63%)

Enea S.A.

22.00 PLN (+0.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

25.25 PLN (+1.00%)

Złoto

4 638.04 USD (-0.08%)

Srebro

76.36 USD (+2.25%)

Ropa naftowa

108.33 USD (-2.82%)

Gaz ziemny

2.79 USD (+1.31%)

Miedź

5.97 USD (-0.95%)

Węgiel kamienny

114.35 USD (-0.61%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.30 PLN (-1.67%)

KGHM Polska Miedź S.A.

302.80 PLN (-0.41%)

ORLEN S.A.

132.92 PLN (+0.58%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.65 PLN (-1.43%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.47 PLN (+1.63%)

Enea S.A.

22.00 PLN (+0.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

25.25 PLN (+1.00%)

Złoto

4 638.04 USD (-0.08%)

Srebro

76.36 USD (+2.25%)

Ropa naftowa

108.33 USD (-2.82%)

Gaz ziemny

2.79 USD (+1.31%)

Miedź

5.97 USD (-0.95%)

Węgiel kamienny

114.35 USD (-0.61%)

W kajdankach spod gradu strzał

14 namiot K3 AMB

fot: Archiwum Mieczysława Bieńka

Tędy przetoczyło się tsunami - Mieczysław Bieniek pod prowizorycznym namiotem

fot: Archiwum Mieczysława Bieńka

Na Andamany i Nikobary, archipelag w Zatoce Bengalskiej, Mieczysław Bieniek chyba nie wróci. A już na pewno nie przez najbliższe pięć lat. Został stamtąd deportowany w kajdankach na rękach. W paszporcie ma odciśniętą pieczęć z zakazem wjazdu na taki okres. A wszystko z powodu... ciekawości plemienia Jarawa.

Coraz trudniej znaleźć takie miejsca ziemskiego globu, gdzie emerytowanego górnika z kopalni „Wieczorek” jeszcze nie było. Po każdej ze swoich wypraw zagląda do naszej redakcji z niesamowitymi opowieściami i kolekcją fascynujących zdjęć. Tym razem wrócił po prawie trzech miesiącach, przepędzonych w Indiach,
Bangladeszu, Bhutanie i na Andamanach. I – jak poprzednio – sprawił nam niemały kłopot. No bo jak pomieścić na tej stronie kilkugodzinną opowieść z takiej podróży?

– Na Andamany, obok ciekawości ludu Jarawa, który całkowicie zdołał oprzeć się cywilizacji i kontaktom z białym człowiekiem, gnała mnie chęć obejrzenia śladów tragicznego tsunami, jakie przetoczyło się w 2004 r. przez wyspy tego tropikalnego raju. Liczyłem też na „ustrzelenie” aparatem bengalskiego tygrysa. Bhutan, zwany Królestwem Smoka, wabił tajemniczością. Bezwzględnie przestrzegana polityka izolacjonizmu powodowała, że do niedawna kraj ten był praktycznie nieosiągalny dla cudzoziemców. Ale najważniejszym celem było zanurzenie się w Bangladeszu – wymienia powody wyprawy w ten zakątek ziemi.

Pudża w Gangesie

Koniec stycznia. Bieniek, via Londyn, ląduje w Delhi. W drodze na dwa dni zatrzymuje się w Varanasi.
– To jedno z najświętszych miejsc w Indiach, odwiedzane co roku przez miliony pielgrzymów, aby odbyć oczyszczającą kąpiel pudża w Gangesie. Ale oprócz rytualnych ablucji i medytacji na tutejsze ghaty (schody do rzeki) przybywają też kondukty pogrzebowe, aby dokonać kremacji zmarłych. To spotkanie życia i śmierci w jednym miejscu dostarcza niesamowitych przeżyć. Mnie szczególnie zmroził widok nie spalonych zwłok w Gangesie, obgryzanych przez psy. Pytam policjanta, dlaczego ten nieszczęśnik nie został spalony. – Trędowaty – odparł krótko.

Jednodniowy wolontariusz

W Kalkucie Bieniek raz jeszcze styka się z ludźmi, dotkniętymi tą straszliwą chorobą.
– Spotkałem tu dwójkę Polaków – Martę i Adama. Przed laty wyjechali do Stanów Zjednoczonych, dorobili się. Postanowili zadośćuczynić losowi jako wolontariusze w ośrodku matki Teresy. Namówili i mnie, abym popracował z nimi przynajmniej jeden dzień. Ośrodek, to może zbyt szumnie powiedziane. Tak naprawdę była to umieralnia pozbieranych z ulic nędzników. Oprócz sióstr ze Zgromadzenia Matki Teresy opiekują się nimi wolontariusze z całego świata. Asystowałem przy myciu, przebierałem pościel, zmieniałem opatrunki i pampersy. No, i zwyczajnie trzymałem trędowatych za rękę. Nie bałem się choroby, nie czułem też jakiegokolwiek obrzydzenia. Byłem przecież ratownikiem górniczym, a poza tym niejedno już widziałem. W Kalkucie bardziej lękałem się, czy, zamiast ulgi w cierpieniu, swoim nieprzygotowaniem nie wyrządzę trędowatym krzywdy.

Z Kalkuty Bieniek dobija do stolicy Andamanów – Port Blair. Aby dotrzeć do wysp, spustoszonych przez tsunami, musi zaokrętować się na prom. Tym razem pomagają mu tupet i bezczelność, nabyte w poprzednich wyprawach.
– Statek lada chwila ma odpłynąć, a tu gigantyczna kolejka i nie ma biletów. Co robić? Patrzę, pośród nieprawdopodobnej ilości walizek i tobołów stoi Hinduska. Nie proszony chwytam dwie walizy i gnam po trapie. Bileter pomyślał pewnie, że jestem tragarzem i machnął ręką.

Ślady tsunami

W docelowym porcie Ak Pur podróżnik z Katowic poznaje grupkę Holendrów i Niemców.
– Z liści bananowców urządzamy obóz na plaży. Łowimy ryby, polujemy na kraby. Wokół ślady tsunami: sterczące kikuty palm kokosowych, gigantyczne korzenie, omywane falami Oceanu Indyjskiego. Gdzieniegdzie tkwiące w wodzie resztki domów. Po 10 dniach umykam przed pchłami piaskowymi. To miniaturowe, wyjątkowo paskudne bydlę nie gryzie, tylko wyszarpuje ciało. Skóra najpierw pokrywa się wysypką, a potem otwartymi ranami. Szpital, antybiotyki... Uciekam na wyspę Neill.

Niegościnni Jarawa

– Jarawa to plemię należące do ludów negroidalnych (czarnoskórych – red.), żyjące w odizolowanych rezerwatach. Pozostaje w całkowitej zgodzie z naturą, stroniąc od cywilizacji. Człowiek z zewnątrz praktycznie nie ma szansy ich zobaczenia. Istnieje całkowity zakaz kontaktów z tym plemieniem. Pokusa była więc wielka. Raz dziennie przez terytorium Jarawa jedzie autobus w asyście uzbrojonych po zęby żołnierzy. Stajemy na pierwszym punkcie kontrolnym. Pstrykam parę zdjęć, a tu z dżungli sypnęło gradem strzał! Ni stąd, ni zowąd nadjeżdża wojskowy dżip. Odbierają mi aparat, zakuwają w kajdanki i odwożą do Port Blair. Deportacja do Kalkuty i wilczy bilet w paszporcie. Tak kończy się moja przygoda z Jarawa.

Niepomarańczowi

Na kłopoty z przedostaniem się do Bhutanu Mieczysław Bieniek przygotował się zawczasu. Do Królestwa Smoka postanowił przedrzeć się wtopiony w grupę wyznawców Hare Kriszna, boga ognia, niebios i słońca. Wcześniej „wyhodował” na głowie kosmyk włosów i obstalował sobie pomarańczowy strój, który miał go upodobnić do krisznowców.

– Błąd. Wszyscy byli odziani na biało w niebieskie paski. Ale i tak udało mi się przemycić – śmieje się Bieniek.

W świątyni Hare Kriszna wraz z wyznawcami przez dwa dni śpiewa, tańczy, medytuje i przyrządza niewyszukane posiłki z soczewicy, fasoli i bananów. Przygodnym dżipem z dwudziestką pasażerów w środku i na dachu dociera do stolicy królestwa – Thimpu.
– Bhutan jest górzystym krajem we wschodniej części Himalajów. Dwadzieścia wierzchołków przekracza 7 tys. m n.p.m. Przejechanie Królestwa Smoka wymaga od wędrowca mocnych nerwów. Nieprzypadkowo główny tutejszy szlak jest nazywany „niebiańskim traktem stu tysięcy zakrętów”. Moje nerwy nie zostały jednak z tego powodu wystawione na próbę. Trafiłem na porę monsunową i góry były całkowicie spowite mgłą.

Taniec czarnych kapeluszy

We wkomponowanym w zbocze góry, warownym klasztorze na przedmieściach Thimphu Bieniek trafia na uroczystość przyjęcia nowych mnichów. Cały dzień pstryka zdjęcia klasztornych pomieszczeń i obrzędów, w tym tańców, które oczyszczają i chronią ziemię przed demonicznymi duchami.
– Widziałem m.in. taniec czarnych kapeluszy. Tancerze byli przyodziani w widowiskowe kostiumy. Ich twarze były zakryte maskami, przedstawiającymi zwierzęta, gniewne bóstwa, szkielety. Koniec tańca jest obwieszczany charakterystycznymi dźwiękami, wydobywającymi się z długich trąb dunczen. Wieczorem przełożony mnichów pyta, skąd jestem? Gdy dowiaduje się, że nie mam wizy, mówi: „Uciekaj, rozpytują o ciebie żołnierze”. Zaopatrzył mnie w garść ryżu na liściu banana, otworzył okno i pouczył, jak ominąć posterunki. Wieję. Szczęśliwy, bo mam setki zdjęć.

Teraz Bangladesz, ale to już temat na zupełnie inną opowieść...

W galerii: (zdjęcia z archwium Mieczysława Bieńka)
1) Thimphu. Taniec czarnych kapeluszy;
2) Fantastyczne maski przedstawiają gniewne bóstwa;
3) Varanasi. Spotkanie życia i śmierci.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Po kopalniach w Bytomiu zostały wspomnienia i zdjęcia...

Jeszcze w latach 90. XX wieku w krajobrazie Bytomia dominowały kominy zakładów przemysłowych i produkcyjnych, które tworzyły trzon bytomskiej gospodarki. Dzisiaj po większości zakładów jak: huty, elektrownie, kopalnie węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, a także karbidowni, browaru i wielu innych zakładach pozostały tylko wspomnienie i zdjęcia. Historię nieczynnych już zakładów przemysłowych i produkcyjnych przedstawił podczas prelekcji „Dawne Zakłady Przemysłowe i Produkcyjne na terenie Bytomia” bytomski historyk Tomasz Sanecki.

Plaża, która zachwyca i wypoczynek, który zostaje w pamięci – poznaj uroki Jarosławca

Są takie miejsca nad polskim morzem, do których chce się wracać. Pachną sosnowym lasem, szumią falami, kuszą spacerami o zachodzie słońca i dają to, czego w codziennym zabieganiu najbardziej nam brakuje, czyli prawdziwy odpoczynek. Jednym z takich miejsc jest Jarosławiec, malownicza nadbałtycka miejscowość, która od kilku lat zachwyca turystów nie tylko klimatem rodzinnego kurortu, ale też niezwykłą plażą znaną jako „polski Dubaj”.

Pętla Cieńkowska w Wiśle – atrakcja dla całej rodziny

Czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby odpocząć. Krótka podróż, zmiana otoczenia, świeże powietrze i widok na góry potrafią skutecznie oderwać od codziennego tempa. Wisła Malinka i Pętla Cieńkowska to propozycja dla tych, którzy chcą choć na chwilę zostawić za sobą hałas ulic, obowiązki i miejski pośpiech, a jednocześnie nie planować dalekiej, wymagającej wyprawy.

Nasz region gospodarzem Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce w 2028 roku

Na Superauto.pl Stadionie Śląskim odbyła się konferencja prasowa dotycząca organizacji Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce w 2028 roku. - Mistrzostwa Europy na tej pięknej arenie stają się faktem - powiedział Piotr Borys, sekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki.