W Gdyni zwodowano nowoczesną jednostkę ratowniczą

Jeden z najnowocześniejszych statków ratowniczych w Europie zwodowano i ochrzczono w piątek w Stoczni Marynarki Wojennej SA w Gdyni. Pierwszy statek typu SAR-3000 należy do Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. Otrzymał imię "Orkan".

Prezes Stoczni Marynarki Wojennej SA Roman Kraiński powiedział, że to jeden z najnowocześniejszych statków tego typu w Europie. Kadłub i nadbudówki są wykonane ze stopów aluminium, co pozwala na zmniejszenie ciężaru jednostki. Jednocześnie odpowiednie wzmocnienia kadłuba pozwala na żeglugę w pokruszonym lodzie.

Teraz "Orkan" będzie wyposażany, także w stoczni MW. Do eksploatacji ma być przekazany jesienią. Ma być wykorzystywany przez Morską Służbę Poszukiwania i Ratownictwa na Morzu Bałtyckim.

Prezes zapewnił, że "Orkan" będzie przystosowany do prowadzenia akcji w każdych warunkach hydrologiczno-meteorologicznych. - Jednostka jest tak skonstruowana, że podniesie się nawet po przewróceniu, a w czasie sztormu może wykonać obrót o 360 stopni - dodał.

Statek o długości niespełna 37 m i szerokości ponad 8 m na pokład może podjąć jednorazowo 150 osób. Wyposażony będzie w urządzenia do poszukiwania rozbitków - m.in. w trzy silne reflektory o mocy 1000 W każdy i system termo-noktowizyjny. Na statku będzie też możliwość udzielenia specjalistycznej pomocy medycznej ciężko poszkodowanym.

- W wolnej Polsce to chyba pierwszy statek zbudowany w polskiej stoczni dla polskiego armatora i według polskiej dokumentacji - zaznaczył prezes stoczni.

Poinformował, że stocznia zbuduje jeszcze jeden taki statek. Natomiast trzecia jednostka z tej serii będzie zbudowana w Stoczni Północnej w Gdańsku.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.