W Będzinie posadzono buki na cześć ofiar katastrofy i posła Dolniaka

Zamek bedzin ARC

fot: ARC

Na wzgórzu zamkowym w Będzinie posadzono dwa buki ku pamięci posła Grzegorza Dolniaka i ofiar katastrofy pod Smoleńskiem

fot: ARC

W sobotę 24 kwietnia na zboczu Góry Zamkowej w Będzinie posadzono dwa dorodne buki. Jak dowiedział się portal nettg.pl za pośrednictwem Telewizji „Silesia”, jeden z nich ma uczcić pamięć ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, drugi – osobę posła Grzegorza Dolniaka.

Uroczystość odbyła się w samo południe, zaś wspomniane buki - zostały oznaczone granitowymi tabliczkami z nazwami tych drzew i nazwiskami ofiar wypadku. W tę niezwykłą akcję zaangażował się prezydent Będzina Radosław Baran, a także starosta powiatu będzińskiego, Towarzystwo Przyjaciół Będzina, Stowarzyszenie „Nasz Będzin” oraz Stowarzyszenie na rzecz Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego „Moje miasto”.

Jedno drzewo jest poświęcone pamięci „96 ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem", a drugie zostało nazwane „Grzegorz" i ma być świadectwem pamięci o Grzegorzu Dolniaku, pośle na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, mieszkańcu Będzina, który stracił życie w tej katastrofie.

- Grzegorz był ambasadorem Będzina, był po prostu naszym bohaterem. Nikt i nic go już nie zastąpi. Musimy teraz wykonać zadania, które Grzegorz miał do wykonania – powiedział o śp. Grzegorzu Dolniaku w trakcie wcześniejszych uroczystości pogrzebowych prezydent Będzina, Radosław Baran.

Czytaj też:
Beskidy: Luteranie posadzili buki ku pamięci ofiar katastrofy

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.