Uwaga, Barbórka idzie! Dlaczego tuż przed świętem pod ziemią dochodzi do tragedii?
Ależ ten czas leci. Zanim się obejrzymy, znowu spotkamy się na Barbórce. Oby tak się stało, bo przyszłości nie znamy. Dlatego zachowajcie w ciągu tych najbliższych tygodni wyjątkową czujność przy robocie.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Jest taka legenda, że to właśnie przed górniczym świętem nasza patronka św. Barbara schodzi pod ziemię, by dokonać wyboru tych, którzy dołączą do jej służby na tamtym świecie.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Ależ ten czas leci. Zanim się obejrzymy, znowu spotkamy się na Barbórce. Oby tak się stało, bo przyszłości nie znamy. Dlatego zachowajcie w ciągu tych najbliższych tygodni wyjątkową czujność przy robocie.
Święta Barbara schodzi pod ziemię? Wyścig z czasem i presja planów
Jest taka legenda, że to właśnie przed górniczym świętem nasza patronka św. Barbara schodzi pod ziemię, by dokonać wyboru tych, którzy dołączą do jej służby na tamtym świecie. Dlatego w okresie przedbarbórkowym dochodzi do większej liczby wypadków. Statystyki Wyższego Urzędu Górniczego z ostatnich 20 lat wcale tak jednoznacznie o tym nie świadczą, za to w psychice górników ten lęk jest silnie zakorzeniony. Każda tragedia w okresie bezpośrednio przed Barbórką potęguje to wrażenie.
Swego czasu wymieniłem kilka zdań na ten temat z Wacławem Czerkawskim, byłym wiceszefem ZZ Górników w Polsce, a następnie przewodniczącym Rady Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Zwracał uwagę, że ewentualny wzrost niebezpiecznych sytuacji pod koniec roku wynika z bardziej prozaicznych przyczyn – pośpiechu i presji na wykonanie rocznych planów wydobywczych, co zwykle sprzyja rutynie i błędom ludzkim. Szybkie zakończenie zadań przed świętem i wolnymi dniami sprzyja omijaniu procedur bezpieczeństwa. Tak było zawsze.
Poza tym intensywna praca przez cały rok obciąża pracowników fizycznie i psychicznie. Do tego dochodzi rozkojarzenie i ciągłe myślenie o tym, ile mi wypłacą i co za to kupię dzieciakom na Mikołaja, albo jak zorganizuję święta. Pamiętacie tragedię w Halembie? 21 listopada 2006 r., podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią, z powodu zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym, po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, zabijając 23 górników. 27 listopada 2018 r. w ZG Rudna na poziomie 1200 m, podczas szlamowania przecinki P-13 ładowarka LKP-0903 śmiertelnie potrąciła górnika, który przebywał przy ociosie południowo-zachodnim chodnika. Całkiem niedawno temu, 28 listopada 2023 r., w ZG Sobieski na poziomie 500 doszło do rozerwania rurociągu podsadzkowego. Czterech górników zginęło.
Tragedie na kopalniach i błąd na zmianie rannej. Przejmujące wspomnienie
Pamiętam, jak na mojej kopalni mieliśmy któregoś roku bardzo dobrą statystykę bezpieczeństwa pracy. I przyszedł listopad. Na jednej ze ścian prowadzone było wydobycie kombajnem typu KGE-750F, współpracującym z przenośnikiem zgrzebłowym typu Rybnik 850. Przy chodniku 6b wykonana była wnęka o długości 2,0 m, przez którą przechodził front ściany. W związku z pogorszonymi warunkami stropowymi, w rejonie skrzyżowania ściany z chodnikiem 6b, strop był klejony i zabezpieczany stropnicami drewnianymi o długości 5,0 m, zakładanymi wzdłuż ociosu ścianowego, na obudowie z prostek o profilu V, które zabudowane były na stropnicach trzech skrajnych sekcji typu Fazos.
Na rannej zmianie skierowałem do ściany zespół 14 górników, w tym trzech do wykonania obudowy w rejonie skrzyżowania ściany z chodnikiem 6b. Wśród nich był Rysiek. Bardzo sumienny facet. Można było na nim polegać. Cała zmiana aż rwała się do roboty. Po nikim nie było widać zmęczenia. Tak było zawsze przed Barbórką. Każdy myślał o premii, humory dopisywały. Po urobieniu około 66 m frontu ściany kombajn dojechał do tego chodnika, następnie został wycofany w rejon sekcji nr 159 i tam zatrzymany. W pewnym momencie Rysiek, zatrudniony w rejonie skrzyżowania, wszedł do ściany, chyba w celu wysunięcia prostki, w kierunku ociosu ścianowego, znad sekcji nr 164. W tym czasie nastąpił opad skał stropowych i przemieszczenie się stropnic drewnianych o długości 5 m, które przygniotły go do spągu. Został częściowo przysypany opadającymi skałami stropowymi. Uwolniliśmy go po 10 minutach, ale było już za późno.
Rysiek odszedł, a Barbórkę odwołano. A tyle było przestróg, ostrzeżeń, próśb o zachowanie ostrożności. Źle mi się ta jesień kojarzy we wspomnieniach. Dlatego jeszcze raz Wam mówię – pilnujcie się