Ustalenie przyczyn tragedii w kopalni Borynia potrwa jeszcze kilka miesięcy
W środę komisja zebrała się na swym drugim posiedzeniu.
Na razie nic nie wskazuje, by do tragedii w kopalni Borynia miały przyczynić się ludzkie błędy lub nieprawidłowości.
Pole wydobywcze, w którym doszło do katastrofy, nadal pozostaje odizolowane od pozostałych wyrobisk tamami przeciwwybuchowymi.
Przewodniczący komisji, wiceprezes WUG Piotra Litwa podkreśla: - Pięć-sześć miesięcy to najkrótszy czas otamowania rejonu, by móc myśleć o ponownym jego otwarciu. Tak wynika z naszych dotychczasowych doświadczeń.
Dlatego, o ile sytuacja w miejscu katastrofy radykalnie się nie zmieni, we wrześniu szef komisji zawnioskuje o przedłużenie czasu potrzebnego na jej działanie.
Komisja WUG zleciła wykonanie ekspertyzy mającej określić, kiedy i na jakich warunkach będzie można otworzyć wyrobisko, aby bezpiecznie do niego wejść. Kiedy będzie to możliwe, ratownicy mają zabrać czujnik, który tam został, a który być może pozwoli ustalić przyczyny tragedii.
Trwają badania używanego w kopalni sprzętu – m.in. lamp, odzieży roboczej górników, a także używanych przez nich do prac pod ziemią klejów, płócien itp. Chodzi o sprawdzenie, czy któraś z tych rzeczy mogła przyczynić się do pojawienia się iskry, zapalającej metan. Według Edyty Tomaszewskiej, dotychczasowe badania większości z tych elementów nie potwierdziły takiej możliwości.