USA: Google sponsoruje farmy wiatrowe

Wiatrowa google

fot: Google Inc.

Farmy mają generować 169,5 MW energii, co wystarczy do zasilenia 55 tys. domów

fot: Google Inc.

Spółka Google Inc. przeznaczyła 38,8 mln dolarów na budowę dwóch farm wiatrowych w Północnej Dakocie w USA.

- Farmy mają generować 169,5 MW energii, co wystarczy do zasilenia 55 tys. domów – informuje Google. Za projekt urządzeń odpowiedzialna jest spółka General Electric, a wykonawcą będzie firma NexEra Energy Resources.

Równiny w Północnej Dakocie uważane są za jedne z najlepszych źródeł wiatru. Zdaniem wykonawców projektu nie ma potrzeby tworzenia dodatkowej infrastruktury dla dwóch farm wiatrowych. Obecne urządzenia przesyłowe są w stanie przekazać moc na pobliskie obszary.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Polska i Niemcy udostępnią 60 tys. Biletów Przyjaźni dla młodych podróżnych

Resort infrastruktury oraz Federalne Ministerstwo Transportu Niemiec uruchamiają kolejowy Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni, z którego będzie mogło skorzystać 60 tys. młodych osób w wieku od 18 do 27 lat. Każdy z krajów udostępni po 30 tys. biletów - poinformowało w środę polskie ministerstwo.

Mateusz Pindel, prezes WFOŚiGW w Katowicach: Spółdzielnie energetyczne budują bezpieczeństwo lokalnych społeczności

Przedstawicieli samorządów, świata nauki, instytucji publicznych oraz biznesu spotkali się na I Forum Spółdzielni Energetycznych i Liderów Transformacji w województwie śląskim. - Spółdzielnie energetyczne budują bezpieczeństwo lokalnych społeczności – podkreślił Mateusz Pindel, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Polacy w średnim wieku zadłużeni na 28 mld zł

Polacy w średnim wieku, czyli osoby między 36. a 59. rokiem życia, mają 28 mld zł zaległości - wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Zdecydowana większość długów stanowią zaległe alimenty.

ZUS ostrzega: Dostałeś takiego SMS-a? Natychmiast zgłoś go pod numer 8080!

Mieszkaniec Zielonej Góry wykazał się wzorową czujnością, gdy otrzymał na swój telefon podejrzany SMS z linkiem do rzekomego portalu eZUS. Zamiast kliknąć w odnośnik, udał się do najbliższej placówki ZUS, gdzie urzędnicy potwierdzili próbę wyłudzenia danych. Taka postawa ochroniła jego dane i być może uratowała oszczędności. Powinna być przykładem dla wszystkich obywateli.