Tyscy hokeiści grają dla Grutha

Hokeiści GKS Tychy po raz piąty z rzędu walczą w finale play-off. W 2005 r. zdobyli pierwszy tytuł mistrza Polski, pokonując w decydującej rozgrywce Unię Oświęcim. W kolejnych finałach nie było już tak różowo, ale teraz, w spotkaniach z Cracovią, ma nastąpić przełom. Wprawdzie po dwóch meczach jest 2:0 dla rywali, ale tyszanie wierzą, że odwrócą losy rywalizacji i obiecują, że tytuł zadedykują Henrykowi Gruthowi.

Piwne miasto to kolebka gwiazd rodzimego hokeja. Tutaj zaczynali swoje wielkie kariery Mariusz Czerkawski, Krzysztof Oliwa i wspomniany Gruth. Oliwa, znany głównie ze swoich bokserskich walorów, zdobył nawet Puchar Stanleya. Ale w Tychach więcej się mówi o osiągnięciach Grutha, który nie wywalczył takich sukcesów za granicą, natomiast w krajowym hokeju był niekwestionowanym rekordzistą.

– Trudno mnie porównywać do Mariusza czy też Krzyśka. Ja po prostu nie miałem możliwości wyjazdu do zagranicznego klubu w tak młodym wieku jak oni – zauważa Gruth, który ze swojej szwajcarskiej perspektywy śledzi finałowe potyczki play-off swoich następców z „Pasami”. – Chłopaki, wywalczcie ten tytuł również dla mnie. To także moje marzenie – zapewnia pan Henryk, który nigdy nie był mistrzem Polski. W 1988 r. tyski zespół pod wodzą trenera Jerzego Pawłowskiego wywalczył wicemistrzostwo kraju i to było wszystko, czym Gruth mógł się pochwalić, jeśli chodzi o ligę.

– Ja wyjechałem do ZSC Zurych dopiero wtedy, gdy miałem 28 lat. I tak zrobiono dla mnie duży wyjątek – ciągnie wątek swojego późnego wyjazdu do ligi zagranicznej. – Wyjechałem za zasługi. Tak wtedy uzasadniano udzielenie zgody komuś, kto chciał jechać za granicę i miał w karierze konkretne osiągnięcia. Teraz mogę tylko żałować, że w młodszym wieku nie dostałem szansy wyjazdu na zachód. A wracając do Czerkawskiego i Oliwy, to oni bardzo mocno zaznaczyli swoją obecność w NHL, ale jednocześnie nie mogli zrobić w reprezentacji takiej kariery, jaka była moim udziałem. Po prostu nie mieli na to czasu, rozgrywki NHL kolidowały bowiem z terminami występów naszej reprezentacji.

Gruth w biało-czerwonych barwach wystąpił aż 248 razy, zdobywając dla niej 54 bramki. Tak bogatej metryczki nie ma żaden inny polski hokeista. W latach 1982–1994 był kapitanem reprezentacji, zaliczając aż 4 igrzyska olimpijskie. Zagrał w Lake Placide, Sarajewie, Calgary i Albertville. W 1988 i 1992 r. był chorążym naszej ekipy olimpijskiej. Po zawieszeniu łyżew na kołku został trenerem, trafiając od razu do boksu kadry narodowej. Był asystentem szkoleniowca reprezentacji Władimira Safonowa, jednak bardzo szybko zraził się do polskiego hokeja. Fachowcy widzieli go w roli pierwszego trenera kadry, ale Gruth miał spore grono oponentów w PZHL.

– Niektórzy widzieli mnie trenerem reprezentacji, ale w obecnej sytuacji jest to niemożliwe. Marzy mi się praca z polską kadrą, ale nie w takich warunkach organizacyjnych, jakie mamy teraz – zaznacza stanowczo Gruth, który realizuje się w ZSC Zurych, gdzie zarabia dobre pieniądze i ma spokojną pracę. W 2006 r. jako pierwszy i jedyny do tej pory Polak został przyjęty do Galerii Sław Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF) w Toronto. W połowie stycznia pod dachem przebudowanego lodowiska w Tychach zawisła ogromna replika koszulki Grutha.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Z kopalni na tatami

Jan Mąsior pracuje na co dzień w Południowym Koncernie Węglowym, w Zakładzie Górniczym Janina. W Dziale BHP dba o bezpieczeństwo pracowników kopalni. Po godzinach od ponad trzech dekad rozwija swoją sportową drogę w Karate Kyokushin. I osiąga sukcesy!

O transformacji, terenach pogórniczych i dziedzictwie Śląska

W Rydułtowach miała miejsce II edycja wystawy fotograficznej, w tym roku pod nazwą „Ratownicy górniczy – siła współpracy, odwaga zmiany”. Wydarzenie było zrealizowane w ramach działania „Jo był uratowany”.

Książka na wakacje: „Moi przyjaciele”. O pewnym obrazie z widokiem na molo

To książka w sam raz na nadchodzące wakacje, gdy większości z nas kojarzą się one wyłącznie z morzem. Chociaż jednak nie. To książka dobra na każdą porę roku, bo zawsze jest dobrze przeczytać o ponadczasowej przyjaźni, takiej na dobre i na złe. Fredrik Backman, autor książki „Moi przyjaciele”, zaprasza na wędrówkę śladami losów czwórki przyjaciół z nie zawsze szczęśliwym zakończeniem.

MUSZLOWNIK 2026 KZM 25

Punkowe granie w górniczym parku. Oto Muszlownik Murcki Festiwal na zdjęciach!

Za nami XV Muszlownik Murcki Festiwal, czyli wydarzenie, które na stałe wpisało się w kalendarz kulturalny dzielnicy. Byliśmy tam i my - z aparatem!