Piwne miasto to kolebka gwiazd rodzimego hokeja. Tutaj zaczynali swoje wielkie kariery Mariusz Czerkawski, Krzysztof Oliwa i wspomniany Gruth. Oliwa, znany głównie ze swoich bokserskich walorów, zdobył nawet Puchar Stanleya. Ale w Tychach więcej się mówi o osiągnięciach Grutha, który nie wywalczył takich sukcesów za granicą, natomiast w krajowym hokeju był niekwestionowanym rekordzistą.
– Trudno mnie porównywać do Mariusza czy też Krzyśka. Ja po prostu nie miałem możliwości wyjazdu do zagranicznego klubu w tak młodym wieku jak oni – zauważa Gruth, który ze swojej szwajcarskiej perspektywy śledzi finałowe potyczki play-off swoich następców z „Pasami”. – Chłopaki, wywalczcie ten tytuł również dla mnie. To także moje marzenie – zapewnia pan Henryk, który nigdy nie był mistrzem Polski. W 1988 r. tyski zespół pod wodzą trenera Jerzego Pawłowskiego wywalczył wicemistrzostwo kraju i to było wszystko, czym Gruth mógł się pochwalić, jeśli chodzi o ligę.
– Ja wyjechałem do ZSC Zurych dopiero wtedy, gdy miałem 28 lat. I tak zrobiono dla mnie duży wyjątek – ciągnie wątek swojego późnego wyjazdu do ligi zagranicznej. – Wyjechałem za zasługi. Tak wtedy uzasadniano udzielenie zgody komuś, kto chciał jechać za granicę i miał w karierze konkretne osiągnięcia. Teraz mogę tylko żałować, że w młodszym wieku nie dostałem szansy wyjazdu na zachód. A wracając do Czerkawskiego i Oliwy, to oni bardzo mocno zaznaczyli swoją obecność w NHL, ale jednocześnie nie mogli zrobić w reprezentacji takiej kariery, jaka była moim udziałem. Po prostu nie mieli na to czasu, rozgrywki NHL kolidowały bowiem z terminami występów naszej reprezentacji.
Gruth w biało-czerwonych barwach wystąpił aż 248 razy, zdobywając dla niej 54 bramki. Tak bogatej metryczki nie ma żaden inny polski hokeista. W latach 1982–1994 był kapitanem reprezentacji, zaliczając aż 4 igrzyska olimpijskie. Zagrał w Lake Placide, Sarajewie, Calgary i Albertville. W 1988 i 1992 r. był chorążym naszej ekipy olimpijskiej. Po zawieszeniu łyżew na kołku został trenerem, trafiając od razu do boksu kadry narodowej. Był asystentem szkoleniowca reprezentacji Władimira Safonowa, jednak bardzo szybko zraził się do polskiego hokeja. Fachowcy widzieli go w roli pierwszego trenera kadry, ale Gruth miał spore grono oponentów w PZHL.
– Niektórzy widzieli mnie trenerem reprezentacji, ale w obecnej sytuacji jest to niemożliwe. Marzy mi się praca z polską kadrą, ale nie w takich warunkach organizacyjnych, jakie mamy teraz – zaznacza stanowczo Gruth, który realizuje się w ZSC Zurych, gdzie zarabia dobre pieniądze i ma spokojną pracę. W 2006 r. jako pierwszy i jedyny do tej pory Polak został przyjęty do Galerii Sław Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF) w Toronto. W połowie stycznia pod dachem przebudowanego lodowiska w Tychach zawisła ogromna replika koszulki Grutha.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.