Pierwszoligowa drużyna z Mysłowic ma już swoje osiągnięcia – jest mistrzem Polski II ligi

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Zawodnicy: Dawid Dudek – ślusarz, Dominik Styczeń – górnik, Albert Sorek – kierownik oddziału i Adam Babiuch – górnik

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

+9 Zobacz galerię

Galeria
(12 zdjęć)

Jeden mecz tylko przegrali w drugiej lidze. Ze wszystkich drużyn pokazali największy charakter. Przeciwnicy myśleli, że nie dadzą rady. Oni pokazali siłę walki. Drużyna powstała cztery lata temu, ma amatorski skład i po dwóch latach intensywnych treningów i wygranych meczów weszła do pierwszej ligi.

W składzie drużyny jest kilku górników, między innymi z kopalni Mysłowice-Wesoła oraz KWK Murcki-Staszic: Dawid Dudek – ślusarz, Dominik Styczeń – górnik, Albert Sorek – kierownik oddziału i Adam Babiuch – górnik.

– To było duże osiągnięcie, była to decyzja: albo wchodzimy do I ligi, albo drużyna może się rozpaść. Stwierdziliśmy, że spróbujemy – wspomina Adam.

– I się opłaciło – mówią wspólnym głosem z dumą rugbyści.

– Ciężka praca, bo wszystkie mecze trzeba było wygrać. Dwa mecze z Watahą były twarde, wymęczone. W maju pierwszy mecz przegraliśmy 40 do 0. Za jedno zagranie można zdobyć od 5 do 7 punktów za jedną bramkę. Dużo, ale tak naprawdę zdobyć 5 przyłożeń w meczu to może być nawet ok. 10 minut. Mecz trwa 80 minut. Wiadomo, porażką jest do zera przegrać, ale wyniki bywają różne – opowiada Albert.

Z ich drużyny dwóch zawodników zostało powołanych do kadry narodowej U-20. To Adrian Szula i Arkadiusz Czech.

– Sport ten pomaga rozładować całe napięcie po pracy w kopalni, w drużynie panuje iście domowa atmosfera i duże poczucie humoru. Jeden drugiego w drużynie motywuje. Koledzy wskazali, jak ćwiczyć na siłowni. Klimat rodzinny to duży plus – uśmiecha się Dawid.

– Jak się pracuje na kopalni, trzeba mieć dobre poczucie humoru i spory dystans do siebie, jest to specyficzna praca i ciężka, żart to jest jeden ze sposobów na radzenie sobie ze stresem w pracy. Jak się jest na dole, to trzeba czymś zająć głowę, więc żarty są na porządku dziennym w kopalni.

Są to kopalnie metanowe, mało bezpieczne. Ludzie, którzy nie mieli styczności, myślą, że jest to fabryka czekoladek, a to naprawdę jest trudna praca. Jak robią wycieczki na dół, to zabierają ich do miejsc opylonych i czystych. Dlatego ludzie mają mylny pogląd na temat górnictwa – opowiadają zawodnicy.

Jak rozpoczęła się ich kariera w zespole? Skąd pomysł na rugby?

– Byłem na spacerze z żoną i zobaczyłem afisz, że szukają do drużyny zawodników i poszedłem, 1,5 roku grałem, potem miałem chwilę przerwy, a teraz znowu wróciłem – wspomina Dawid.

– Moja przygoda z rugby zaczęła się od reklamy na portalu społecznościowym. Widziałem reklamę Hegemona, jak jeszcze trenowali obok Stadionu Śląskiego. Już cztery lata siedzę w rugby i nie żałuję, warunki swoje mam – mówi Albert.

Zaletą tego sportu jest to, że osoba w każdej wadze znajdzie miejsce dla siebie. Można się trochę poszarpać, poprzepychać.

– Ważna w tym jest regularność, 3-4 razy w tygodniu trenują, biegają, szarpią się – mówi Albert. – Czasami ciężko zgrać wszystkich, by pasowało, każdy z nas pracuje, i to czasem na zmiany.

Nie jest to gra zawodowa, nie mają z tego pieniędzy. W drużynie oprócz górników znajdziemy inne zawody, np. lekarza, prawnika. Zimą trenują dwa razy w tygodniu, wynajmują halę. Jak jest ciepło, jest lepiej, bo mogą grać na swoim boisku w Mysłowicach-Wesołej.

– Czasami bywało tak, że na trening przychodziło się prosto z pracy albo po treningu do pracy, zjazd na dół i 6 km do przodka, na nogach i powrót, wagonikiem to można nawet zrobić krótką drzemkę – mówi Adam. On ma najwięcej samozaparcia, bo pracuje najczęściej na nocki.

Na boisko wchodzą bez żadnych ochraniaczy na ciele, wyjątkiem są te na zęby. – Jak człowiek jest dobrze rozgrzany, to minimalizuje się urazy. W rugby nie da się grać na pięćdziesiąt procent. Jeśli gramy, to na sto procent, jest spięcie i koncentracja, wtedy minimalizuje się kontuzje. Ale oczywiście nie uniknęliśmy ich – wspomina Albert.

Sezon rozpoczynają już 11 marca. Pierwszy mecz zagrają u siebie z Legią Warszawa. Plan jest taki, by utrzymać się w pierwszej lidze.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.

Jakie zostały ślady po postindustrialnych zabytkach Bytomia?

Przełom XX i XXI wieku to ogromne zmiany w Bytomiu związane z transformacją gospodarczą. Wiele zakładów przemysłowych, jak: kopalnie, huty, elektrociepłownie oraz inne zakłady produkcyjne zostało zlikwidowanych. Część obiektów bezpowrotnie wyburzono, jednak spora część została zachowana,  jak: EC Szombierki, szyb Krystyna czy budynki po dawnych zakładach Orzeł Biały oraz kopalniach Rozbark i Bolko. 

Bytomskie perełki postindustrialu na znaczkach pocztowych

Elektrociepłownia Szombierki – jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków przemysłowych Górnego Śląska oraz wizerunek najstarszej, nieprzerwanie czynnej bytomskiej kolei wąskotorowej, trafiły na znaczki i pocztówki. Można je już zakupić w sklepie internetowym Poczty Polskiej.