Trzy grupy energetyczne chcą wypowiedzieć kopalniom umowy na dostawę węgla
Cymes polega na tym, że kontrakty będą wypowiadać innym państwowym firmom. I nie ma większego znaczenia, że górnictwo podlega resortowi gospodarki. Dla postronnego obserwatora przekaz jest jasny: właściciel szczuje jedną swoją firmę na drugą - napisał Łukasz Ruciński na łamach \"Rz\".
Choć świerzbi ręka, nie ma sensu po raz kolejny pisać o wyższości własności prywatnej nad państwową. Zwłaszcza że w tym przypadku rząd paradoksalnie wprowadza między państwowymi firmami element twardej rynkowej gry. Nie świadczy to jednak o jego zamiłowaniu do zasad liberalnej gospodarki, ale o bezradności w godzeniu sprzecznych interesów. Bezradności tym bardziej kłującej w oczy, że ujawnianej przez samych ministrów, których wypowiedzi dla mediów świadczą dobitnie, że rząd sam ze sobą dogadać się nie umie.
Spór na linii energetyka – kopalnie jest tylko kolejnym tego przykładem. Aby nie szukać daleko, weźmy przykład opcji. W piątek wicepremier Pawlak oznajmił, że trzeba uchwalić ustawę unieważniającą transakcje opcyjne. Tego samego dnia premier Tusk stwierdził, że nie ma ku temu podstaw. I co? Nic – wicepremier dalej przygotowuje ustawę - stwierdził komentator \"Rz\".
\"Rzeczpospolita\" podsumowuje: \"Zależy nam na tym, żeby w oczach zachodnich inwestorów uchodzić za kraj godny zaufania i stabilny. Ministerialny wielogłos w sprawach gospodarczych daje efekt wręcz odwrotny. Granicą pluralizmu w rządzie powinien być próg Kancelarii Premiera.\"
Czytaj więcej:
Prezesi grup energetycznych apelują do górnictwa o tańszy węgiel