Trzeba zabiegać o ucznia nie tylko w regionie
Szkoły, które mają klasy o profilu górniczym powinny się starać pozyskać uczniów nie tylko w regionach, gdzie są kopalnie, ale w całej Polsce - twierdzi prof. Józef Dubiński, dyrektora naczelnego Głównego Instytutu Górnictwa, w rozmowie z dziennikarką \"Trybuny Górniczej\".
Kilka lat temu podawał Pan dokładny termin, kiedy w kopalniach zabraknie techników i inżynierów. Czy teraz potrafi Pan przewidzieć, kiedy ta luka pokoleniowa zostanie zapełniona?
Podczas restrukturyzacji z górnictwa odeszło ponad 100 tysięcy ludzi. Nie trzeba być wielkim ekspertem, by wyliczyć, kiedy i ile osób nabędzie uprawnienia do emerytury. Dlatego prognoza wystąpienia braków kadrowych w poszczególnych kopalniach była stosunkowo prosta do wyliczenia. Obecnie nie da się jednak przewidzieć, kiedy pozyskamy do górnictwa odpowiednią liczbę wysoko wykwalifikowanych pracowników. Do obsługi urządzeń i maszyn, bardzo skomplikowanych i o wielomilionowej wartości, nie wystarczą dobre chęci i siła rąk.
Niestety, zainteresowanie młodzieży kształceniem w zawodach potrzebnych w kopalniach jest bardzo małe. Nawet synowie czy wnukowie górników nie chcą myśleć o pracy pod ziemią. Podczas przeprowadzanego przez doktora Tausza badania wśród gimnazjalistów Jastrzębia Zdrój, miasta które wyrosło na węglu, tylko jeden uczeń zadeklarował, że chciałby być inżynierem górnictwa. Dziś młodzi ludzie otwarcie mówią, że wolą patrzeć na słoneczko, a dookoła mają dużo ciekawszych ofert, ich zdaniem, niż praca w kopalni. Co prawda płace w górnictwie szybciej rosną niż w innych branżach gospodarki, ale obecnie jest boom w budownictwie. Każdy fach daje dziś realną szansę na znalezienie pracy i niezłe zarobki, a warunki zatrudnienia pod ziemią do przyjemnych nie należą.
Minister nauki i szkolnictwa wyższego w ubiegłym tygodniu przedstawiła koncepcję tak zwanych zamawianych kierunków studiów technicznych i matematyczno-przyrodniczych, których studenci dostaną ekstra stypendia. Czy bodźcami finansowymi należy rozbudzać także zainteresowanie gimnazjalistów podejmowaniem nauki w technikach czy zawodówkach górniczych?
Na Śląsku była tradycja, która nakazywała chłopcom szybko wykształcić się i zdobyć zawód, który daje gwarancję pracy. To ma swoje psychologiczne skutki także teraz. Górniczy etos został mocno nadszarpnięty nie tylko przez restrukturyzację i likwidację kopalń. Kampania towarzysząca redukcji zatrudnienia obdzierała z prestiżu zawód górniczy. W kapitalizmie kapitalne znaczenie ma prawo podaży i popytu. Dlatego podzielam pogląd, że niezbędne gospodarce krajowej kierunki kształcenia należy powiązać z zachętami finansowymi dla młodzieży.
Nawet, jeżeli wielu z tych ludzi po zdobyciu matury nie podejmie pracy w kopalni, to jednak większość z nich zwiąże swą przyszłość zawodową z górnictwem. Choć nie każda złotówka zainwestowana w kształcenie ucznia zwróci się, ale i tak bilans będzie dodatni. Kiedyś w Polsce były stypendia fundowane, ten system jest praktykowany także w innych państwach. Sądzę, że spółki węglowe będą musiały sięgnąć po te instrumenty werbowania młodzieży do górnictwa.
Werbunek kojarzy się z wyrwaniem ludzi z całej Polski i ściganiem ich na Śląsk obietnicami mieszkań i niebotycznych zarobków. Chyba nie o to Panu chodzi?
Nie łudźmy się, że zrobimy nabór do klas górniczych w jednym regionie, na Śląsku. Załamany został cały system kształcenia zawodowego. Problem z pozyskaniem młodych specjalistów ma nie tylko górnictwo. Trzeba zatem sprostać konkurencji. Nie wystarczy podpisać umowy ze szkołami. Konieczna jest szeroka, ekspansywna i pomysłowa kampania promocyjna kształcenia w zawodach górniczych. Przedstawiciele firm węglowych muszę jeździć po szkołach w całej Polsce i przedstawiać młodzieży rzetelną ofertę.