Trzeba być wytrzymałym na ból, zacisnąć zęby i przeć do przodu za wszelką cenę

1582194087 maleszewski 3 arc

fot: ARCHIWUM DOMOWE

Górnik Marcin Maleszewski, choć w sportach walki odnosi sukcesy, to nie rezygnuje z pracy w kopalni

fot: ARCHIWUM DOMOWE

Marcin Maleszewski swoją sportową przygodę rozpoczął przed dziesięciu laty od muay thai, czyli boksu tajskiego, oraz kick-boxingu, które ćwiczył w rybnickim klubie Absortio Gym. W grudniu ub.r. został zawodowcem. Z górniczej profesji jednak nie zrezygnował.

Ciosu można spodziewać się dosłownie z każdej strony. Dlatego siła i refleks to w tym sporcie cechy jak najbardziej pożądane. Jeśli się ich nie ma, lepiej nie myśleć o walce na ringu. A poza tym?

– Trzeba być wytrzymałym na ból, zacisnąć zęby i przeć do przodu za wszelką cenę. Rzuty, ciosy pięściami, kopnięcia, dźwignie i duszenia są jak najbardziej dozwolone. Zabronione są za to techniki stwarzające niebezpieczeństwo dla zdrowia, ale życie jest życiem, zawsze coś się może zdarzyć. Ja już miałem złamany nos, kontuzję kolana, naderwane więzadła i skręcone kostki. Bywa, że po walce tu i tam coś bardzo boli, lecz o żadnych zwolnieniach z pracy nie ma mowy. Muszę zacisnąć zęby i bladym świtem wstawać do roboty. Nie poddaję się, walczę dalej – śmieje się Marcin. 

Szychta i treningi
Skrót MMA (ang. mixed martial arts) oznacza mieszane sztuki walki. Zawodnicy walczą ze sobą używając elementów boksu, kick-boxingu i boksu tajskiego, rzadziej karate czy taekwondo. Same pojedynki zaś odbywają się na ringach bokserskich o różnych kształtach, otoczonych siatką zapobiegającą wypadaniu zawodników poza wyznaczone pole walki. Potocznie nazywa się je klatkami.

Dwa lata temu Marcin Maleszewski zatrudnił się w kopalni Chwałowice. Pracuje na przygotówkach. Rano zjeżdża na dół, a po szychcie wsiada w samochód i rusza do Katowic na trening.

W grudniu ub.r. przeszedł na zawodowstwo. Dokładnie 13 grudnia wystąpił na gali przygotowanej przez irlandzką organizację Celtic Gladiator w Olsztynie. Wcześniej na ringu harował po kilka godzin dziennie, szykując siły i taktykę na doświadczonego rywala. Psychologiczny ciężar walki był ogromny. Przegrana w debiucie to plama na honorze, mogłaby nawet oznaczać powrót do amatorki. Na ringu stanął oko w oko z Piotrem Pokorskim, reprezentantem klubu Mameda Khalidova. Ruszył do boju od pierwszej sekundy. W czwartej minucie walki było już wszystko jasne. Dźwignia prosta założona na staw łokciowy rywala wystarczyła, żeby sędzia podniósł jego rękę do góry. 

Trzynasty dzień okazał się dobry
– Miałem dobry dzień. Nie przypuszczałem nawet, że pójdzie mi tak łatwo. Nazajutrz przeczytałem w gazecie, że o lepszym debiucie trudno było marzyć. Cieszy mnie to, bo wkładam w ten sport całe moje życie. Z pracy w kopalni jednak nie zrezygnuję. To nie jest takie zawodowstwo, jakby ktoś sobie myślał. Człowiek musi mieć jakieś zabezpieczenie finansowe na życie. Ja zjeżdżam na dół, idę do ściany i wiem, że mogę liczyć na wypłatę. Byle sponsor może wyłożyć jakieś środki, a gdy zdarzy się kontuzja, to się pożegnamy. A przecież nie o to chodzi – opowiada sportowiec z Czerwionki-Leszczyn.

Młody mistrz mieszanych sztuk walki przyznaje jednak, że pierwsze miesiące pracy w chwałowickiej kopalni wcale do łatwych nie należały. Miał – jak powiada – trudności z aklimatyzacją. 

Nie było zmiłuj
– Tak się tylko wydaje, że jak facet ma mięśnie, bo ćwiczy, to jest w stanie kombajny na dole przenosić gołymi rękami, ale prawda jest taka, że z roboty wracałem zmęczony. Nic mi się nie chciało, a tu trzeba było jechać na trening i nie było zmiłuj. Albo trening i kariera, albo koniec ze sportową przygodą – taką miałem alternatywę. Powiedziałem sobie twardo, że muszę trenować dalej i tak też uczyniłem – opowiada.

Przyznaje jednak, że praca fizyczna na przygotówkach wzmocniła siłę jego uścisku. Przekonało się o tym już kilku zawodników, z którymi starł się w tzw. klinczu, czyli uścisku. To dobry moment na osłabienie przeciwnika i szybkie zakończenie walki w stójce lub parterze.

Tak więc po dziesięciu latach Marcin Maleszewski zdjął ochraniacze na piszczele i kask. Jako zawodowiec nie musi już ich używać. Na zawody zabiera ze sobą spodenki, ochraniacze na szczękę i parę rękawic bokserskich – to cały ekwipunek zawodnika MMA. 14 marca czeka go kolejna ważna walka. Przydałby mu się także sponsor z prawdziwego zdarzenia.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Propozycja na piątek? Nocna szychta

W ostatnią lipcową noc będzie można się przekonać, jak wygląda Górny Śląsk po zmroku z okien kolei wąskotorowej.

Cieplownia Anna KZM

Takie zdjęcia tylko u nas! Sfotografowaliśmy ciepłownię kopalni Anna

Zespół zabudowań po kopalni Anna w Pszowie wyszedł spod ręki genialnego niemieckiego architekta Hansa Poelziga. O budynku maszynowni szybu Bartosz pisaliśmy wielokrotnie. Warto poznać też historię Ciepłowni Anna. Byliśmy tam i zrobiliśmy zdjęcia. Nikt do tej pory jej tak nie sfotografował!

Kolejne 2 km tarnogórskich wyrobisk w 3D. Podziemia UNESCO będą dostępne wirtualnie

Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej (SMZT) zakończyło kolejny etap cyfrowej inwentaryzacji wyrobisk dawnej kopalni ołowiu, srebra i cynku w Tarnowskich Górach, wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzięki skanowaniu laserowemu na odcinku około 2 km powstanie precyzyjny model 3D, który posłuży m.in. do badań, monitoringu stanu podziemi oraz wirtualnej turystyki.

Trasa rowerowa wokół Pustyni Błędowskiej turystycznym hitem wakacji, w tle kopalnia

Niespotykane pustynne widoki i nowoczesna infrastruktura - to atuty trasy rowerowej Velo Pustynia, wiodącej wokół Pustyni Błędowskiej na styku Małopolski i Śląska. Według władz gminy Klucze atrakcja stała się wizytówką gminy i w wakacje przyciąga tysiące turystów.