Trwa podziemny strajk w kopalni Budryk
Jak poinformował w niedzielę PAP rzecznik komitetu strajkowego Wiesław Wójtowicz, jeden z dwóch górników strajkujących pod ziemią w kopalni Budryk , którzy trafili w sobotę do szpitala, został już wypisany do domu. Drugi, u którego podejrzewano atak wyrostka robaczkowego, wciąż pozostaje w szpitalu.
Niewykluczone, że do kłopotów zdrowotnych jednego z górników przyczyniło się wychłodzenie organizmu. Strajkującym w pobliżu szybu na poziomie 700 m doskwiera zimno - jest tam tylko kilka stopni powyżej zera. W sobotę rodziny i koledzy związkowcy z innych zakładów dostarczali protestującym koce i śpiwory. Również w niedzielę rano do Budryka dowieziono 300 koców od związkowców z Lublina.
- Mamy nadzieję, że to wreszcie załatwi problem zimna. To właśnie z tego powodu nie zwiększaliśmy liczby protestujących na dole. Obecnie jest to ok. 260 osób - powiedział Wójtowicz. Zarząd kopalni utrzymuje zaś, że podziemną akcję prowadzi ok. 120 osób.
W piątek rano przedstawiciele komitetu strajkowego poinformowali, że protestujący przerwali strajk okupacyjny, prowadzony od 17 grudnia na powierzchni kopalni i zjechali na dół, aby prowadzić tam prace konserwacyjno-przygotowawcze. Lider związku Kadra Grzegorz Bednarski tłumaczył to odpowiedzialnością za kopalnię. Część górników pozostało pod ziemią.
Z inicjatywy zarządu kopalni kontrolę w zakładzie przeprowadził Sanepid, który nie stwierdził zagrożenia epidemiologicznego. Rzecznik kopalni przyznaje, że górnicy są dobrze zorganizowani - komitet strajkowy zapewnił protestującym na dole nawet 6 przenośnych toalet, których w normalnych warunkach nie ma. Nie brakuje też wody do mycia.
Po południu przed bramę kopalni mają ponownie przyjść żony i rodziny górników, by zamanifestować poparcie dla ich akcji. Taka demonstracja miała już miejsce w sobotę.
Strajkujący deklarują, że nie wyjadą z dołu do momentu zawarcia satysfakcjonującego ich porozumienia płacowego. Zarząd powtarza, że sytuacja ekonomiczna nie pozwala na złożenie strajkującej załodze propozycji finansowych innych niż te, które już otrzymała. Prezes kopalni podkreślił, że aktualne są propozycje wzrostu płac podawane wcześniej w czasie negocjacji.
Protest w \"Budryku\", uważany przez pracodawcę za nielegalny, prowadzą 4 z 9 działających tam związków: \"Sierpień 80\", \"Kadra\", \"Jedność Pracowników Budryka\" i Związek Zawodowy Ratowników Górniczych. Nie zgadzają się na wynegocjowane we wrześniu, a dwukrotnie odrzucone w referendum przez załogę, warunki płacowe przyłączenia kopalni do Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW). Pozostałe związki akceptują porozumienie.
Protestujący chcą szybkiego wyrównania płac do średniej w kopalniach JSW lub jednorazowego świadczenia, które wyrówna dysproporcje. Oczekują podwyżki stawek płac o 12 zł dziennie, wobec 5 zł, które proponuje zarząd kopalni. Wraz z innymi świadczeniami chodzi średnio o ok. 600 zł miesięcznie do pensji każdego górnika.
W sobotę rzecznik kopalni Mirosław Kwiatkowski poinformował, że zarząd kopalni nie planuje w weekend rozmów z protestującymi górnikami.(PAP)