Trudne rozmowy ukraińsko-rosyjskie
Główny temat rozmów to wyeliminowanie z ukraińskiego rynku głównego pośrednika, spółki RosUkrEnergo, w której Gazprom ma połowę udziałów (druga połowa należy do ukraińskich biznesmenów). Zastąpić ma ją spółka Gazpromu i Naftogazu. Dzięki niej rosyjski potentat zyskałby bezpośredni dostęp do ukraińskiego rynku. Obecnie ma go pośrednio i tylko ok. jednej czwartej udziałów w rynku. Formalnie powołanie nowej spółki jest przesądzone dzięki umowie prezydentów Władimira Putina i Wiktora Juszczenki, ale praktycznie wszystko zależeć będzie do rozpoczętych negocjacji. Nowy podmiot nie powstanie jednak 1 kwietnia, jak zakładali prezydenci obu państw - napisała \"Rzeczpospolita\" .
Mychajło Honczar, ekspert Centrum NOMOS, uważa, że decyzja w kwestii powołania nowego, wspólnego przedsiębiorstwa między Gazpromem i Naftogazem ds. handlu gazem nie zapadnie w ciągu kilku dni. – A to oznacza, że RosUkrEnergo w tym roku pozostanie na Ukrainie – dodaje ekspert.
Nie ma pewności, czy nowy podmiot będzie nie tylko dostarczał gaz do granicy rosyjsko-ukraińskiej, ale też zajmie się jego bezpośrednią sprzedażą do odbiorców. Na tym Gazpromowi szczególnie zależy. Tak samo jak na kontrolowaniu podziemnych magazynów surowca na terytorium Ukrainy. Stąd rozmowy w Moskwie mają tak duże znaczenie. Eksperci oceniają, że stronie ukraińskiej trudno będzie wynegocjować dobre warunki powołania spółki z Gazpromem. Z jednej strony dlatego, że Kijów ciągle ma długi za importowany gaz, a z drugiej – ponieważ Ukraińcom zależy na ustaleniu zasad dostaw na przyszłość, co nie jest na rękę rosyjskiemu koncernowi. Jeden z jego szefów Aleksander Miedwiediew mówił, że Kijów musi się przygotowywać do europejskiej ceny za gaz ze względu na wyższe opłaty za surowiec z krajów Azji Środkowej.