Tragiczna zagadka szybu Piotr

1377760622 obejma

fot: ARC/WUG

Na wierzchu klatki zabezpieczono do badań laboratoryjnych oderwane fragmenty obejm i zaczepów, które nigdy nie powinny były odłączyć się od haków umocowanych w betonie rury szybowej.

fot: ARC/WUG

Najwytrawniejsi górnicy szybowi wciąż nie pojmują, jak mogło dojść do tragedii w zachodnim przedziale windowym szybu Piotr w kopalni Mysłowice-Wesoła. W poniedziałek (26 sierpnia) o świcie na głębokości 333 m zginęło tam trzech pracowników Przedsiębiorstwa Budowy Szybów, którzy mocowali do ściany potężny kabel energetyczny z powierzchni na nowy poziom 865 m.

Oficjalne otwarcie podszybia na pogłębionym poziomie miało się odbyć we wrześniu, ale na razie jest ono ciasne, ma kilka metrów i aby drążyć boczne chodniki, na dnie niezbędny był prąd. Operację wyznaczono na weekend, gdy w kopalni ustaje normalny ruch. W sobotę fachowcy należącego do grupy Kopex PBSz opuścili przewód na dół. Kabel w czerwonej otulinie ma 7 cm grubości, trzy grube miedziane wiązki i koszulkę z metalowych linek. Jest tak sztywny i trudno się zgina, że szpula, na którą udaje się go nawinąć musi mieć przynajmniej 3,5 m średnicy. Każdy metr waży 17 kg, więc całość (zwisająca na 865 m) miała ponad 14 ton. Kabel urwałby się pod własnym ciężarem, dlatego na kołowrocie przywiązuje się go co 5 m do mocnej, stalowej liny nośnej, która powinna mieć solidne mocowanie na zrębie szybu. Wystający na powierzchnię koniec kabla należy osobno zakotwić, by nie zsunął się, gdyby lina zawiodła.

Zadaniem górników z PBSz nocą z niedzieli na poniedziałek było przepinanie przewodu z liny do stałych podpór z metalu, które już wcześniej zafiksowano w betonie rury szybowej. Opuszczając się w dół co 5 metrów szybownicy wprowadzali kabel do obejm, zaciskali je, zawieszali na tzw. konsoli szybowej po czym odwiązywali od liny nośnej. Dawniej między przewód a opaski wbijano kliny drewniane, ale dzisiaj uchwyt (ważący ok. 1.5 kg i złożony z dwóch stalowych szczęk) sam automatycznie się zaciska pod ciężarem. Miejsca do pracy jest mało. Otwór szybu Piotr (7,5 m średnicy) przedzielono blachą na pół a w każdym z dwóch przedziałów jeżdżą parzyście dwie czteropiętrowe szole na 16 osób - przestrzeń klatki wystarcza dla czterech i tylu właśnie pracowników PBSz wykonywało roboty stojąc na jej dachu.

O tym, co wydarzyło się w poniedziałek o godz. 2:53 opowiedzieć może dzisiaj tylko 46-letni górnik, który walczy o życie w szpitalu św. Barbary w Sosnowcu (dawnym Szpitalu Górniczym). - Pacjent był silnie wychłodzony, ze złamaniami i urazami typu zmiażdżeniowego. W stanie ciężkim, ale stabilnym, wymaga serii operacji. Mówił tylko, że na ludzi spadł kabel. Bardzo niewiele pamiętał - powiedział Czesław Kijonka, ordynator izby przyjęć i oddziału ratunkowego w sosnowieckiej urazówce.

Aż dwa tygodnie potrwa usuwanie z szybu Piotr w kopalni Mysłowice-Wesoła kabla energetycznego, którego zwoje zmiażdżyły śmiertelnie trzech mężczyzn. Trzeba go ciąć i wyciągać w dwumetrowych kawałkach.

Prawie trzystumetrowy odcinek zaczął się zsuwać od zrębu w dół, odginając haki, rozpruwając zaciskowe obejmy i wiązania, którymi przewód utrzymywano na stalowej linie nośnej o grubości 4 cm. Wijące się druty otuliny darły wszystko, co napotkały po drodze. Górnicy PBSz zginęli w plątaninie prawie 5 ton miedzi, pod gradem stalowych odłamków.

Skutecznym klinem okazała się dopiero klatka windy, pod którą zdążyło się zsunąć i zwisa dziś luźno ok. 100 m czerwonego kabla. Lina wyciągowa windy utrzymała szolę, ale trzeba będzie ją skrócić o pół metra, bo pod naporem rozstrzępił się jej koniec przy uchwycie na dachu.

Pracownicy PBSz, którzy zginęli, pochodzili z Jaworzna i Chełma Śl. Nadsztygar elektryczny z 27-letnim stażem, elektromonter, ślusarz. Mieli 48, 33 i 27 lat. Kopex - firma macierzysta, w której PBSz jest jednym z najważniejszych przedsiębiorstw - obiecuje, że zatroszczy się o wdowy i osierocone dzieci. Spółka ufunduje dla nich specjalne stypendia - podała w poniedziałek agencja SJ Consulting w Warszawie, która udziela informacji w imieniu Grupy Kopex. Po tym jak warszawska firma ujawniła w komunikacie personalia zabitych górników, przez mysłowicką kopalnię przewaliła się lawina telefonów. Zrozpaczone rodziny i znajomi górników o identycznych nazwiskach chcieli upewnić się, że ich bliscy są cali i zdrowi.

- Jestem kompletnie zaszokowany i nie mogę uwierzyć w poranne doniesienia! Nigdy nie doszło do podobnej tragedii przy pracach szybowych. Statystyki wypadkowe w PBSz nie były niepokojące. Szczycimy się tym, że to jedno z najbezpieczniejszych przedsiębiorstw tego typu w branży - mówił zaskoczony Wiesław Paszek, pełniący w Kopeksie funkcję dyrektora ds. komunikacji i marketingu.

Jeśli zabezpieczenia były właściwe...
Szybownicy, do których dotarła Trybuna Górnicza, są zgodni: jeśli zabezpieczenia były właściwe, musiały wytrzymać bez szwanku dużo większy udźwig (np. obejma obciążona kilkuset kilogramami, normalnie powinna utrzymać tonę a maksymalnie prawie 3 tony kabla). - Może zawinił ludzki błąd? Ktoś poganiał ekipę i z pośpiechu nie mocowano kabla w każdym wyznaczonym punkcie? - zastanawia się jeden z fachowców.

Tymczasem w poniedziałek wieczorem załamany wiceprezes Kopeksu Wiesław Ogonowski podkreśla, że zginęli doświadczeni fachowcy. Trudno uwierzyć, by mogli nie wiedzieć, czym grozi partactwo w szybie. Podobne kable rutynowo montuje się w wielu szybach. Ale przecież takiego wypadku, jaki miał miejsce w Wesołej, nie pamięta nikt w PBSz, firmie z 70-letnią tradycją. Może więc ludzi zgubiła rutyna, może nie byli dość czujni? A może przeciwnie - po partacku wykonano zaczepy, haki lub obejmy samozaciskowe, które odgięły się pod ciężarem, puszczając w dół tony kabla YHKGXSekFoyn 3x185/30 3,6/6kV?

Wątpliwości przetnie dochodzenie Specjalistycznego Urzędu Górniczego w Katowicach pod nadzorem prezesa WUG.

- Poprowadzimy je w dwóch kierunkach. Ustalimy, czy roboty prowadzono zgodnie z przepisami i technologią, która będzie podlegać osobnej ocenie. Natomiast po badaniach laboratoryjnych dowiemy się, czy zaczepy i uchwyty wykonano z dostatecznie wytrzymałego materiału - objaśnia Jolanta Talarczyk, rzecznik WUG.

Już w dniu wypadku po południu inspektorów opuszczono do szybu na wizję lokalną. Zabezpieczyli próbki do badań. We wtorek przesłuchano pierwszych świadków. Dyrektor SUG wstrzymał ruch w przedziale zachodnim szybu. Ponowne dopuszczenie do użytku może nastąpić po dokładnej kontroli urządzeń i ich odbiorze technicznym. Do wyjaśnienia przyczyn tragedii zakazano kontynuacji robót, które przy mocowaniu kabla wykonywała łącznie 12-osobowa brygada PBSz.

Wiadomo już, że zagadek, które rozwikłać mogą tylko SUG, policja i prokuratorzy, jest więcej. Precyzyjną godzinę wypadku - 2.53 w nocy - ustalili dopiero ratownicy Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego, którzy przez otwór wycięty w metalowej przegrodzie na głębokości 333 m dotarli po godz. 6 rano do ciężko rannego górnika. Zaraz potem natknęli się na zmiażdżone zwłoki (jeden z mężczyzn wisiał zapięty w szelkach szybowych kilka metrów nad klatką).

Pytania, pytania, pytania...
Dwa ciała wywieziono na powierzchnię o 8.30, a trzecie o 9.15. Pięć godzin wcześniej rozpoczęto akcję ratunkową. Z pomocą ratownicy ruszyli natychmiast po godz. 4.20, kiedy dyspozytor Wesołej miał dowiedzieć się od sygnalisty, że w szybie panują podejrzany bezruch i cisza. W oficjalnych komunikatach zapewniano już jednak, że dyspozytora kopalni zaalarmował "przedstawiciel PBSz". Co się działo przez prawie półtorej godziny? Dlaczego nie reagował pracownik nadzoru PBSz? Co robił w tym czasie i czy był fizycznie obecny?

- Zgodnie z wymogami taka osoba miała obowiązek czuwać nad robotami przy zrębie na powierzchni - mówi Wojciech Jaros, rzecznik Katowickiego Holdingu Weglowego, do którego należy kopalnia Mysłowice-Wesoła. Dodaje, że maszynista mógł nie słyszeć łoskotu spadającego kabla, bo od otworu szybu izoluje go kilkumetrowa konstrukcja budynku. - To zresztą nie musiał być huk. Odgłos mógł kojarzyć się z takimi, których nie brak w kopalni - zastanawia się Jaros.

Dlaczego w komunikacie w imieniu Kopeksu jeszcze po południu wyraźnie podawano, że do tragedii doszło o godz. 3.20 (pół godziny później niż naprawdę)? Czy ciężko ranni lub umierający mogliby przeżyć, gdyby pomoc nadeszła szybciej? Ratownicy z CSRG odnieśli wrażenie, że trójka górników nie miała żadnych szans.

- Rodzaj obrażeń sugerował, że najprawdopodobniej ludzie zginęli na miejscu - relacjonował jeden z ratowników. Jest jednak faktem, że czwarty mężczyzna przeżył drastyczne urazy i oczekiwanie od godz. 2.53 do 6.43, gdy trafił do izby opatrunkowej przy zrębie. Bez pomocy, leżąc w przeciągu powietrza na klatce szybowej obok ciał współpracowników, przetrwał niespełna cztery godziny. Lekarze podkreślali, że gdy trafił do szpitala, jego organizm walczył z silnym wyziębieniem. Zdiagnozowali, że ranny ma traumatyczne luki w pamięci. Jest jedynym człowiekiem, który mogłaby wiedzieć, jak upłynęły ostatnie minuty życia jego kolegów. Ale tego zapewne nikt się już nie dowie. Lekarze tłumaczą, że amnezja, która dotknęła rannego w wypadku, jest obronną reakcją, która ma chronić psychikę człowieka przed doświadczaniem potwornego bólu i stresu.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jak zagospodarować potencjał zlikwidowanej kopalni? Mają na to pomysł

Nieczynne szyby kopalniane zostaną wykorzystane jako system poboru i zatłaczania wód

Większość Polaków chce wyjechać na wakacje latem

Wyjazd na wakacje w lecie planuje 79 proc. Polaków, a połowa z nich nie opuści kraju - wynika z badania Polskiej Organizacji Turystycznej i Travelist. Uczestnicy badania szacują, że koszt wyjazdu w tym roku na jedną osobę wyniesie od 1001 do 2000 zł.

Transformacja ciepłownictwa w kierunku niższych emisji, przy stabilnych cenach ciepła?

Zmniejszenie poziomu emisji dwutlenku węgla przez sektor ciepłownictwa przy zachowaniu bezpieczeństwa dostaw ciepła i akceptowalnych cen dla odbiorców - to główny cel projektu uchwały o strategii ciepłownictwa, którego założenia opublikowano we wtorek.

Znieśli zakaz budowy nowych elektrowni jądrowych

Szwajcarski parlament zatwierdził zniesienie zakazu budowy nowych elektrowni jądrowych, obowiązującego od 2017 r. Kraj reaguje na przewidywany wzrost zużycia energii elektrycznej i obawy o bezpieczeństwo dostaw, zwłaszcza w miesiącach zimowych. Nie podjęto jednak jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej budowy nowych bloków.