Prezes Kolei Śląskich: „Górnicy cenią stabilizację. My ją gwarantujemy”

Czy łatwo przekwalifikować górnika w maszynistę? Jak zagospodarować tereny kopalń, które kończą wydobycie? O tym rozmawialiśmy z prezesem Kolei Śląskich, Krzysztofem Klimoszem.

fot: Koleje Śląskie

Krzysztof Klimosz, prezes Kolei Śląskich. Jakie perspektywy daje górnikom spółka?

fot: Koleje Śląskie

Czy łatwo przekwalifikować górnika w maszynistę? Jak zagospodarować tereny kopalń, które kończą wydobycie? O tym rozmawialiśmy z prezesem Kolei Śląskich, Krzysztofem Klimoszem.

Daleka jest droga od górnika do pracownika kolei?

Krzysztof Klimosz, prezes Kolei Śląskich: Okazuje się, że nie tak daleka. Współpracujemy w tej chwili z Polską Grupą Górniczą. Pierwsze osoby już są u nas w trakcie szkolenia, kilka osób w trakcie rekrutacji. Ta umowa, którą podpisaliśmy rok temu z Polską Grupą Górniczą zaczyna działać i miejmy nadzieję, że w tym roku pierwsze osoby będą pracowały w Kolejach Śląskich.

Czyli to będzie kilka osób?

Na razie w procesie rekrutacji już jest kilkanaście osób. Z kilkoma już prowadzimy w tej chwili zaawansowane szkolenia. 

To jest stuprocentowa zmiana ścieżki zawodowej. To jest tak, jak wsiąść do pociągu, może nie byle jakiego, ale trochę nieznanego. Spore wyzwanie dla górnika czy w ogóle pracownika branży.

W zależności od grupy zawodowej, część osób pracujących na kolei ma bardzo podobne kompetencje do tych, których potrzebujemy u nas w spółce. To chociażby mechanicy, którzy zajmują się taborem. To jest tylko kwestia przeszkolenia na odpowiedni tabor pasażerski, bo najczęściej to były pociągi przemysłowe. Część osób może pracować u nas jako konduktorzy z możliwością awansu w przyszłości na kierownika pociągu. Takie szkolenia też się odbywają. Być może też kilka osób chciałoby aplikować na maszynistę. To wymaga dwustopniowego cyklu szkolenia. Najpierw trzeba zdobyć licencję maszynisty, później przejść roczne szkolenie i trzeba zdać egzamin przed Urzędem Transportu Kolejowego. To jest najdłuższa droga, ale też nie wykluczamy, że część górników będzie za jakiś czas jeździła pociągami jako maszyniści.

Macie za sobą spotkania z górnikami. O co pytają górnicy na takich spotkaniach? Oni trochę się nie boją takich zmian?

W pierwszej kolejności gwarantujemy stabilizację, stabilną pracę, co dla ludzi odchodzących z górnictwa, którzy tą stabilizację mieli, jest bardzo ważne. Tu mniejszym problemem jest kwestia tego, że trzeba się przebranżowić, że trzeba się doszkolić. Te osoby bardzo sobie cenią stabilizację i to, że my im gwarantujemy stałą i pewną pracę w spółce samorządowej. To dla tych ludzi jest ważne.

Stabilizacja to jedna rzecz, ale drugą rzeczą są pozostałe warunki. Dajmy na to, że jest to były pracownik Polskiej Grupy Górniczej. On na przejściu do Kolei Śląskich nie straci? 

Wszystko zależy od grupy zawodowej i stanowiska, na jakie ta osoba aplikuje. Część stanowisk ma bardzo podobną siatkę płac, inne są trochę niżej wyceniane. Każdy przypadek jest tutaj indywidualnie oceniany.

Ale weźmy takiego fachowca naprawdę wysokiej klasy, który chce zostać tym maszynistą.

Zarobki są porównywalne z zarobkami w górnictwie.

Wiadomo, że 4 tysiące osób odejdzie w tym roku z Polskiej Grupy Górniczej. Patrząc w perspektywie kilku lat, to ilu ludzi - na przykład z kilku tysięcy, którzy odejdą - może znaleźć pracę w Kolejach Śląskich?

Jeżeli rozwój spółki będzie postępował tak intensywnie, jak w tej chwili, to my planujemy zatrudnienie do końca dekady około 600 osób. Nasze porozumienie z Polską Grupą Górniczą mówi o przekwalifikowaniu około 150-200 górników. 

A osoby, które pracowały w Polskiej Grupie Górniczej, ale na przykład w pionie administracyjnym. Dla nich też jest droga do Kolei Śląskich?

Tak, oczywiście są też pewne pewne wakaty w administracji, ale te osoby mogą chociażby pracować w drużynach handlowych, być konduktorami czy kierownikami pociągów. 

Brzmi to dość optymistycznie, bo chyba głównym kryterium i wymogiem wobec takiego pracownika jest to, żeby on po prostu chciał pracować.

Tak, w dzisiejszych czasach ciężko znaleźć ludzi do pracy, którzy też mają doświadczenie. Bardzo dużo osób, które zgłaszają się do nas, musimy szkolić od samego początku. Tutaj ważne jest jednak specyfika pracy w górnictwie - szczególnie tych zawodach, które operują na powierzchni. Te osoby już posiadają większość tych kompetencji. Nam zdecydowanie łatwiej doszkolić człowieka niż uczyć go od początku.

Ale patrząc na Koleje Śląskie, to może to być takie miejsce, które nie tylko przyjmie ludzi z górnictwa, ale w ogóle szerzej z przemysłu? Na razie tylko górnicy, ale w przyszłości?

Każdy nabór na każde stanowisko jest ogłaszany na naszej stronie. Te procesy rekrutacyjne trwają na bieżąco. Umowa z Polską Grupą Górniczą mówi o współpracy ze spółką SYNERCOM, o możliwości skorzystania w przyszłości z dodatkowych środków na szkolenia, uruchomienia dodatkowych szkoleń dedykowanych dla pracowników z górnictwa. Ale zapraszamy każdą osobę, która chciałaby pracować w Kolejach Śląskich. Procesy rekrutacyjne na bieżąco trwają. Każdy może znaleźć u nas pracę.

Jest taka opinia, że właśnie osoba z górnictwa to jest osoba stosunkowo łatwa do przekwalifikowania. Pan się z tym zgadza?

Tak jak powiedziałem, specyfika niektórych zawodów górniczych jest bardzo podobna do naszych.

Szczególnie osoby, które pracują w transporcie czy administracji. Tak samo jesteśmy spółką publiczną. Obowiązują nas choćby procedury zamówień publicznych. Także część tych osób, które wykonywały do tej pory tego typu zadania w Polskiej Grupie Górniczej czy w ogóle w górnictwie, bez większego szkolenia mogą podąć pracę u nas. 

To jeszcze o przyszłości w kwestii waszej infrastruktury, waszej nowej bazy w Gliwicach-Bojkowie. To jest były teren kopalni Sośnica i element waszej współpracy z PGG. To może być taki modelowy przykład transformacji takich właśnie terenów? Pytam o to dlatego, że górnictwo zawsze z koleją było związane. One często przecież działały obok siebie, więc może to rzeczywiście jest taka naturalna kolej rzeczy? 

Oczywiście my kupiliśmy zorganizowaną część kopalni Sośnica, szyb Bojków. Bardzo intensywnie pracujemy nad budową tej hali. W tej chwili mamy zabezpieczone finansowanie. Wnioski o dofinansowanie zostały złożone. Od trzech tygodni trwa przetarg na budowę tej hali. Zapraszamy wszystkich oferentów, którzy mają potencjał, żeby wystartować w takim przetargu. Chcielibyśmy jeszcze w tym roku podpisać umowę z wykonawcą i rozpocząć budowę, żeby na koniec 2028 roku być gotowi z tą halą. Jeżeli postawimy halę, to jest to następnych 150-200 miejsc pracy, które będziemy oferować bezpośrednio na naszym nowym zapleczu w Bojkowie, co też się zbiega z terminem wygaszania kopalni Sośnica w 2028 roku. My w tym czasie będziemy gotowi, żeby w tym samym zaproponować ludziom pracę pod innym szyldem, w innej firmie i przekwalifikować ich na pracowników kolei.

A ma pan w głowie być może jakieś inne tereny, bo prawdopodobnie mamy takich więcej, które taką drogę mogłyby przejść? Teraz Bielszowice zakończyły działalność. Może rzeczywiście to początek, a nie koniec? 

Pewnie jeśli chodzi o specyfikę naszej spółki, to ta baza zabezpiecza nas na najbliższe 10 lat, jeżeli chodzi o zaplecze serwisowe. Aczkolwiek rynek kolejowy mocno się rozwija. Jeszcze szybciej rozwija się transport intermodalny i na pewno tego typu tereny zorganizowane, bocznice kolejowe w najbliższym czasie będą bardzo pożądane. Będzie bardzo dużo firm, czy to prywatnych, czy to państwowych, które przekwalifikują się z transportu węgla. Transport intermodalny to jest przyszłość i spodziewam się, że większość tych terenów zostanie w przyszłości zagospodarowana pod tego typu projekty.

To, że region się zmienia, to jest rzecz oczywista. Czy tę transformacje widać już także na kolei? Czy to już jest ten moment, kiedy można powiedzieć, że kolej tę transformacje dogania, nadąża za nią?

Kolej dostosowuje się do wyzwań. My uruchamiamy z roku na rok coraz więcej pociągów. W tym roku to już jest prawie 560 pociągów dziennie, które wyjeżdżają. Pewnie te nasze wyniki, jeżeli chodzi o ilość pasażerów, o częstotliwość pociągów, to jest dzisiaj nasza największa bolączka przez przebudowę katowickiego węzła kolejowego realizowaną przez PKP PLK. Przepustowość na węźle Katowice spadła o połowę, ponieważ z ośmiu krawędzi peronowych dzisiaj funkcjonują cztery. Nie jesteśmy w stanie wszystkich naszych pasażerów dowieźć do Katowic. Musimy stosować rozwiązania pośrednie, przesadzać pasażerów chociażby w Chorzowie-Batorym z kierunku Tarnowskie Góry-Bytom. Jeżeli ta przebudowa się zakończy, to my jesteśmy przygotowani, żeby wozić około 25-30 milionów pasażerów do końca tej dekady.

I wyciągnąć ludzi z samochodów, z których korzystają tak chętnie? 

Tak. Ludzie przesiądą się na pociąg pod warunkiem, że będzie miał on częstotliwość kursowania taką, że nie trzeba pomiędzy pociągami czekać godzinę-półtorej na drugi. Docelowo chcielibyśmy, żeby na terenie metropolii te pociągi jeździły z częstotliwością 15-20 minut. Przebudowa węzła katowickiego spowoduje, że na odcinku od Będzina docelowo do Katowic czy do Tychów powstanie 6-8 nowych stacji. Zagęszczenie tych przystanków w centrum Katowic będzie na tyle gęste, że nie będzie problemu z bezpośrednim dotarciem na uczelnię czy do pracy. Wtedy nasi pasażerowie będą jeszcze chętniej wybierać pociąg, który jest najszybszy, czysty, ekologiczny. 

Pracujemy też z metropolią nad różnymi rozwiązaniami, żeby sprostać wyzwaniu, które najczęściej jest w tego typu transporcie, czyli tak zwana ostatnia mila, żebyśmy mogli zapewnić pasażerom jakieś rozwiązanie między dworcem, a biurem. W tej chwili na części naszych kursów już można w cenie metrobiletu korzystać przez godzinę z metroroweru. Wszystkie tego typu rozwiązania w przyszłości będą powodowały, że dostępność kolei między miejscem zamieszkania, a miejscem pracy będzie na tyle łatwa i wygodna, że pasażerowie zrezygnują z samochodów. I tu widzę przyszłość dla kolei.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Niższe ceny, niższe zyski. Najlepsza polska kopalnia prezentuje wyniki za I półrocze 2026

Spółka Lubelski Węgiel Bogdanka opublikowała wstępne wyniki finansowe grupy kapitałowej za pierwsze półrocze 2026 roku. Niższe ceny węgla oznaczają niższe zyski.

Czas pracy w górnictwie – ten problem stale wraca

Problem to wytrzymałość fizyczna pracownika. Przemęczenie bowiem może skutkować wypadkiem przy pracy, albo odbić się na stanie zdrowia zatrudnionego.

591 m głębokości, 7,5 m średnicy. Szyb Grzegorz to 340. inwestycja w historii PBSz

13 lipca 2026 r. w ZG Sobieski w Jaworznie odbyła się uroczystość zakończenia głębienia szybu „Grzegorz”, jednej z największych inwestycji w polskim górnictwie w ostatnich kilku dekadach. - Realizacja wymagała zmierzenia się z wyjątkowo trudnymi warunkami geologicznymi i hydrogeologicznymi, w tym z poważnym zagrożeniem wodnym - podkreślali przedstawiciele Przedsiębiorstwa Budowy Szybów, generalnego wykonawcy inwestycji.

Jakość węgla koksowego z kopalń JSW nie ma sobie równych – byliśmy na miejscu

Centralne Laboratorium Pomiarowo-Badawcze to jedno z największych specjalistycznych laboratoriów badawczych w Polsce.