Tragedia na nocnej szychcie. Jeden pośpiech i błąd na torach kosztowały górnika życie

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Należy pamiętać, żeby na nocnej zmianie trzeźwo oceniać sytuację i solidnie trakować swoje obowiązki, żeby innym i sobie krzywdy nie wyrządzić.

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Dziś opowiem Wam historię, jaka się zdarzyła, kiedy jeszcze chodziłem na nocki. Zawsze jak chodziłem na nocki, to byłem pełen obaw, czy też coś złego się nie wydarzy. Bo człowiek inaczej reaguje wcześnie rano, inaczej w południe, a wieczorem to lepiej nie mówić, jak reaguje. Najchętniej poszedłby spać, a tu trzeba do roboty. 

Jak tak sobie wspomnę tych dwadzieścia pięć lat, co na kopalni przerobiłem, to Wam powiem, że wypadki najczęściej zdarzały się właśnie przed północą albo tuż nad ranem. Nie raz widziałem kombajnistę ziewającego albo młodych górników skulonych gdzieś tam w zakamarkach chodnika. Kiedyś powiadało się, że dniówka w nocy szybko leci, bo się można kimnąć. Ludzie potem nogi tracili, umierali od porażenia prądem, bo wstał taki i nie wiedział, co się święci. Lazł przed siebie prosto pod pociąg, albo licho wie pod co.

Ale o tym opowiem innym razem. Dziś powspominamy tamtą historię. Prowadziliśmy wtedy prace w przekopie granicznym na poziomie 540 m w odległości jakieś 150 m od szybu. Miał niewielkie nachylenie, wysokość ze dwa i pół metra i szerokości około trzech. Na spągu wyrobiska – jak dziś pamiętam, ułożony był tor o rozstawie szyn 550 mm do transportu kołowego EKO-D30 i EKO-D15. W przekopie od szybu do załadowni kolejki prowadzono na platformach kołowych transport stropnic sekcji obudowy zmechanizowanej. Były one ładowane pionowo, krótszym bokiem i mocowane do platform odcinkami łańcucha łączonego śrubami rzymskimi. Ten transport prowadzono za pomocą pięciu kolejno zainstalowanych kołowrotów na podstawie dokumentacji układu transportowego.

Jak minęła północ, to trochę zrobiło mi się lżej, bo wiadomo, że do końca szychty zostało już mniej niż więcej. I wtedy kolega sztygar z oddziału likwidacyjno-zbrojeniowego wyznaczył zespół pracowników do robót transportowych. Wahał się, czy nie odłożyć tego na zmianę ranną. Ale w końcu podjął decyzję. Nie chciał się narazić szefom. O trzeciej rozpoczęto transport przy użyciu drugiego kołowrotu, zestawu złożonego z trzech platform, z których dwie załadowane były stropnicami obudowy. I nagle trrrach! Transport zatrzymano. Ludzie patrzą, co jest? A tu napięcie wysiadło. Był tam w grupie Wilk, najstarszy z zespołu, i Nowakowski, jego kumpel ze zmiany, przodowy.

– Idę powiadomić telefonicznie sztygara zmianowego – poinformował Nowakowski i popędził do telefonu. 

Wrócił po jakichś trzech minutach i powiedział nam, że sztygara zastał na stacji materiałowej kolejki w odległości 800 m od szybu.

– Sztajger przyśle elektryka, mamy czekać – rzucił zdawkowo i usiadł na obudowie.

Ale elektryk nie przychodził. W końcu doszło pół do piątej i na dobrą sprawę nie wiadomo było, za co się wziąć. Robiło się, krótko mówiąc, nerwowo.

– Facet się chyba gdzieś stracił, a czas ucieka. Jedziemy z tym ręcznie, każda platforma osobno – zadecydował Nowakowski, zakasując rękawy.

Do roboty zabrali się Wilk, Nowakowski i trzeci, Józefowicz. Po przepchnięciu pierwszej platformy z załadowaną stropnicą Nowakowski stracił kontrolę nad jej ruchem.

– Uwaga, puuuść! – usłyszałem tylko te dwa słowa. Potem krzyk i stek przekleństw. 

Platforma wykoleiła się po przejechaniu niecałych siedmiu metrów. Mało tego, przewróciła się, przygniatając przodowego Nowakowskiego. Od razu poderwaliśmy się do telefonu. Tym razem sztygar przybiegł za dziesięć minut, a za nim ten cholerny elektryk, najmniej akurat wtedy potrzebny, i ratownicy. Chłop jeszcze żył, jak brali go na nosze. Ale to były jego ostatnie godziny. Wieczorem zmarł w szpitalu. Okazało się, że na krytycznym odcinku tor był rozszerzony do 600 mm, a różnica poziomów głównych szyn wyniosła 20 mm. I to była główna przyczyna wypadku. 

Odpowiedzialny za torowisko nie dostrzegł defektu. Widać mało skrupulatnie potraktował sprawę. Kto wie, co stałoby się, gdyby działał prąd? Jak sobie tak rozpamiętuję, to zawsze myślę, że Nowakowski mógł zostawić robotę, skoro elektryk nie przychodził. Ale cóż, nadgorliwość przypłacił życiem. Na przyszłość pamiętajmy, żeby na nocnej zmianie trzeźwo oceniać sytuację i solidnie traktujmy swoje obowiązki, żeby innym i sobie krzywdy nie wyrządzić. 

*  Tekst w ramach cyklu „Z notatnika sztygara Onderki”

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Pamiętam te hałdy z dzieciństwa, ale nie ma ich w oficjalnych spisach. Kopalnie na Śląsku znikają jedna po drugiej

Byłem w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu na posiedzeniu Komisji Górnictwa naszego, śląskiego oddziału PAN. Spotkanie to poświęcone było dokonaniom muzeum w zakresie cyfrowego dokumentowania obiektów i dokumentów związanych z funkcjonowaniem śląskiego górnictwa węglowego. Górnictwa, które, niestety, powoli przechodzi do przeszłości.

Złote Kolce 2026 rozdane! Triumf Klaudii Kazimierskiej i Jakuba Szymańskiego

Halowy mistrz świata w biegu płotkarskim Jakub Szymański oraz liderka rankingu World Athletics w biegu na 1500 metrów i wicemistrzyni Europy na tym dystansie Klaudia Kazimierska zostali laureatami tegorocznych Złotych Kolców – charakterystyczne statuetki będące nagrodą w rankingu Przeglądu Sportowego oraz Polskiego Związku Lekkiej Atletyki wręczono w piątkowy wieczór podczas gali Orlen Złote Kolce Śląskie 2026 na Superauto.pl Stadionie Śląskim. 

Dawna kopalnia Katowice na niesamowitych obrazach. Obiekty robią wrażenie

Instytut Korfantego przeprowadził digitalizację obiektów wchodzących w skład dawnej kopalni Katowice.

Odleć do Słońca z Katowice Airport. Zimą nowe kierunki i bezpośrednie loty Dreamlinerem

Z Katowice Airport będzie można zamienić zimową kurtkę na strój kąpielowy. W siatce połączeń „Zima 2026/2027” z katowickiego lotniska dostępnych jest 71 tras, w tym 40 regularnych i 31 czarterowych. W ruchu regularnym zadebiutuje znana linia niskokosztowa Air Arabia, która połączy Katowice Airport z Szardżą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W ruchu czarterowym królować będą dalekie podróże bezpośrednie Dreamlinerem oraz szerokokadłubowym Airbusem 330-300. Czekają m.in. Tajlandia, Wietnam, Kostaryka, Meksyk, Wenezuela i Dominikana.