To nie pierwszy tegoroczny sukces biegacza z Chwałowic. Ma już za sobą występ na runmageddonie we Wrocławiu

1631258747 oslizlo tomasz1

fot: Archiwum domowe

Umorusany, ale szczęśliwy. Tomaszowi Ośliźle niestraszne są błota, rowy i wertepy. Do mety pędzi jak szalony

fot: Archiwum domowe

Kolejny wyczerpujący bieg i kolejny triumfator. Tym razem na najwyższym stopniu podium zawodów Hałda Run Extreme w Suszcu stanął Tomasz Oślizło. To nie pierwszy jego sukces. Sztygar z ruchu Chwałowice kopalni ROW należy obecnie do grona najlepszych biegaczy przełajowych w Polsce.

Hałda Run Extreme to biegi przeszkodowe w unikatowej formule. Ich trasa wiedzie po hałdzie dawnej kopalni Krupiński i okolicznych lasach gminy Suszec. W tym roku o tytuł mistrza walczyli m.in. górnicy. Na starcie zjawiło się ich prawie dwustu.

– Zdecydowałem się podjąć rywalizację w biegu przeszkodowym na dystansie 11 km. Na pierwszy rzut oka trasa wygląda dość łatwo, ale były to jedynie pozory. Pierwsze półtora kilometra wiodło dość płaską nawierzchnią, ale gdy wbiegłem na hałdę po dawnej kopalni Krupiński, to pojawiły się pierwsze utrudnienia. Wiadomo, hałda to hałda, sporo nierówności, kamienie. Po takiej nawierzchni trzeba umieć się poruszać. Ja potrafię. Lata pracuję na dole – opowiada Tomasz Oślizło.

Dalsza trasa również do łatwych nie należała. Stromy zbieg z hałdy, leśna ścieżka, a następnie ponowna wspinaczka na szczyt hałdy i czym prędzej do mety. W sumie ok. 350 m przewyższeń. Biegacz z Chwałowic oszczędzał siły na finisz. Drugi podbieg na szczyt hałdy wyszedł mu po mistrzowsku. Podczas gdy rywale zmęczeni długim dystansem ledwo mierzyli się ze stromym podejściem, on ze spokojem zmierzał do mety. 

Dreszczyk emocji
– Co tu dużo mówić, mam już w tym roku za sobą niezłą szkołę w postaci dwóch biegów, w których uczestniczyłem w ramach runmageddonu we Wrocławiu – komentuje Oślizło.

Tomasz Oślizło to aktualny mistrz Europy w biegach z przeszkodami. Tytuł wywalczył przed dwoma laty na mistrzostwach w Gdyni. Zdj. Archiwum domowe

Bieg najeżony był jak zwykle wyjątkowo trudnymi przeszkodami. Już sam ich opis wywołuje dreszczyk emocji. „Żona rybaka”, a więc czołganie się pod siecią, „zasłona dymna” – czyli zaczynasz bieg, nie widząc nic dalej niż na odległość wyciągniętej ręki, „ta jedyna” – w tym przypadku chodzi o linę, z pomocą której można pokonać bagno nie brudząc się ani trochę. Szkopuł jednak w tym, że rzadko komu się ta sztuczka udaje. I wreszcie „równoważnia” – liczący 20 m odcinek drogi wiodącej wąską deską. Niejeden uczestnik biegu usiłując go pokonać wpadł do lodowatej wody. Na koniec osławiony „spacer farmera” ze sporymi ciężarami w rękach. 

I tak dobrze
Biegacz z Chwałowic zaliczył wszystkie przeszkody i w biegu na 6 km na mecie zameldował się pierwszy.

– Cieszyłem się z tego sukcesu, bo też na zawody jedzie się, żeby zdobyć jak najlepsze miejsce. Niestety w drugim biegu na 12 km musiałem uznać wyższość biegacza z Litwy. W sumie zająłem drugie miejsce. I tak dobrze – podsumowuje.

Warto zatem przypomnieć, że Tomasz Oślizło to aktualny mistrz Europy w biegach z przeszkodami. Tytuł wywalczył przed dwoma laty na Mistrzostwach Europy w Biegach Przeszkodowych w Gdyni. Pobiegł wówczas na dystansie 15 km. Trasa miała 600 m przewyższeń i liczyła aż 60 przeszkód.

– Biegłem miarowo, ale na prowadzenie wyszedłem może na niecałe 3 km przed metą. Gdy miałem 200 m do celu, to już prowadziłem z przynajmniej dwuminutowym wyprzedzeniem nad kolejnym, biegnącym za mną zawodnikiem. Musiałem jeszcze pokonać sześć przeszkód, ale wystarczyło mi sił. Długo docierało do mnie, że zostałem mistrzem Europy. Długo tego nie zapomnę – wspomina Oślizło.

Zawodnik z Chwałowic zostawił w tyle wielu doświadczonych rywali, m.in. Belga Thibaulta Debusschere, który bronił tytułu sprzed roku, a także Duńczyka Leona Kofoeda, mistrza Europy na krótkim dystansie. Czas Oślizły na mecie to 1:34:39. 

Pamiętne zawody
– Długo nie zapomnę tych zawodów. Teraz z perspektywy czasu powiem, że były najtrudniejsze w mojej karierze. Starałem się pojechać do Gdyni z pozytywnym nastawieniem, ale gdzieś tam podświadomie pojawiała się myśl: „Chłopie, to są mistrzostwa Europy, ogromne wyzwanie”. Mówiono mi, że nie mam szans z czołówką europejską. A jednak pokazałem klasę. I to był ogromny powód do radości. Tytuł dalej posiadam, ponieważ jak dotąd nie zorganizowano kolejnej edycji zawodów i nie miałem szans na obronę tytułu. Na przeszkodzie stanęła pandemia. Teraz czekam na rozwój sytuacji, może w przyszłym roku pojawi się okazja – opowiada dalej Tomasz Oślizło.

Tymczasem biegacz z Chwałowic trenuje i liczy godziny do rozpoczęcia kolejnych zawodów. Już 11 września wystartuje w IV Mistrzostwach Polski w Biegach Przeszkodowych w Kutnie. Ma też zamiar pobiec w podobnych zawodach w Wiśle, a następnie w Bieszczadach.

– Kto wie, jakie przeszkody wymyślą organizatorzy. Z tego, co obserwuję, duży nacisk kładzie się ostatnimi czasy na wspinaczkę, podciąganie się i pokonywanie dystansów na drążkach i poręczach. Poza tym dużą rolę gra szybkość. Prawda jest taka, że konkurencja rośnie. Pojawiają się młodzi ludzie z potężną krzepą. Poprzeczkę trzeba sobie podnosić. Żeby poradzić sobie w biegach przeszkodowych, trzeba mieć czas w granicach 36 min na 10 km. Inaczej nie da rady myśleć o lepszym miejscu – przyznaje.

Od lat mistrzowi z Chwałowic towarzyszy stały rytuał ćwiczeń. Trenuje zwinność, szybkość i poprawia pracę ścięgien. Te bowiem najbardziej narażone są na kontuzje. Poza tym na każdych zajęciach wykonuje po 200 podciągnięć na drążku, tyleż pompek w różnych wariantach, stanie na rękach, na jednej nodze, no i osławione przysiady, często z jednoczesnym obciążeniem ciała. Tygodniowo przebiega 60 do 70 km. Ulubionym miejscem jego treningów są m.in. hałdy. W końcu – jak sam powiada – jest górnikiem z krwi i kości.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jesień w Tatrach. Czas na spokojniejszy wypoczynek w Bukowinie Tatrzańskiej

Jesień w Tatrach ma swój wyjątkowy rytm. Wakacyjny gwar powoli cichnie, na szlakach robi się spokojniej, a górskie krajobrazy nabierają złotych, rudych i czerwonych barw. Przy dobrej pogodzie widoki potrafią zachwycić jeszcze bardziej niż latem, a chłodniejsze powietrze sprzyja spacerom i dłuższym wędrówkom.

Wernisaż fotografii kopalni "Wujek"

Zapraszamy na wernisaż wystawy fotografii Agnieszki Kowalczyk „Zanim pójdziesz dalej, należy się pożegnać”. Odbędzie się on 30 września 2026 r. o  godz. 17.00 w siedzibie Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka”.

Morze bez tłumów. Bałtyk poza wakacyjnym sezonem

Bałtyk poza sezonem ma zupełnie inny rytm. Bez wakacyjnego tłoku, kolejek i pełnych promenad łatwiej zwolnić, odpocząć i naprawdę poczuć nadmorski klimat. Wiosną i jesienią morze przyciąga przede wszystkim tych, którzy szukają spokoju, przestrzeni i kilku dni z dala od codziennego pośpiechu.

A ty już znasz Śląską Lokację Filmową 2026? Wygrał obiekt związany z górnictwem

Zakończyło się głosowanie w Plebiscycie na Śląską Lokację Filmową 2026. Tegorocznym zwycięzcą konkursu został Oddział Centrów Demontażowych w Rudzie Śląskiej - jeden z najciekawszych i najbardziej wszechstronnych industrialnych obiektów Górnego Śląska. Gratulujemy!