To, czy węgiel może w zastępstwie gazu stać się paliwem przejściowym transformacji, zależy od odpowiedniego środowiska regulacyjnego

fot: Jarosław Galusek/ARC

Główna teza wypracowywanego Program rozwoju górnictwa mówi o zagwarantowaniu bezpieczeństwa energetycznego kraju w oparciu o węgiel kamienny

fot: Jarosław Galusek/ARC

Polska Grupa Górnicza we wrześniu przedstawiła program inwestycyjny, dzięki któremu w przyszłym roku wydobycie węgla ma wzrosnąć do 23,5 mln t – ma to być o 0,5 mln t więcej, niż zakłada plan produkcyjny na ten rok, i o 1 mln t więcej, niż przewidywały zapisy umowy społecznej. Czy przyjęcie tylko dwuletniego programu oznacza, że branża węglowa może porzucić marzenia o odrodzeniu w dłuższej perspektywie?

Takie marzenia pojawiły się wraz z wybuchem kryzysu energetycznego i wojny, bo nagle okazało się, że węgiel wrócił do łask. W tej kwestii mylne sygnały dawali też przedstawiciele rządu. Z jednej strony pojawiały się deklaracje o powrocie do węgla i inwestycjach w wydobycie, ale zaraz potem takie nadzieje na spotkaniu ze związkowcami rozwiał premier Mateusz Morawiecki. Zgodnie z jego deklaracją wydobycie ma zostać zwiększone jedynie w okresie dwóch lat, a następnie produkcja węgla ma się zmniejszać. 

Z myślą o przyszłym roku
Wydaje się, że odzwierciedleniem takiego właśnie scenariusza są zapowiedzi dotyczące inwestycji zaprezentowane przez największą spółkę węglową – Polską Grupę Górniczą. Jak poinformowali we wrześniu przedstawiciele spółki, PGG rozpoczęła właśnie proces inwestycyjny zmierzający do wzrostu wydobycia w 2023 r.

„Działania inwestycyjne koncentrują się przede wszystkim na wykonaniu ok. 13 km dodatkowych wyrobisk udostępniających pokłady węgla oraz na zwiększeniu czynnych frontów wydobywczych przez uzbrojenie dodatkowych pięciu ścian. Powoduje to konieczność zakupu wyposażenia ścian i niezbędnego sprzętu. W celu realizacji tych założeń nakłady inwestycyjne PGG muszą wzrosnąć o około 2 mld zł w stosunku do wcześniej projektowanego poziomu” – wskazali przedstawiciele spółki.

– Naszym celem jest oczywiście zrealizowanie planów wydobywczych na rok bieżący i zwiększenie wydobycia w przyszłym roku i kolejnych. W uproszczeniu okres inwestycyjny dla skutku w postaci wydobycia wynosi ok. 2 lat. Nasze plany korespondują z zaleceniem Komisji Europejskiej, która dopuściła zwiększenie produkcji i zużycia węgla w najbliższym czasie ze względu na szczególną sytuację wojenną. De facto KE nie widzi przeszkód, by korzystać w większym wymiarze z tego paliwa – mówił podczas posiedzenia podkomisji stałej ds. restrukturyzacji górnictwa prezes PGG Tomasz Rogala. Doprecyzował, że plan przewiduje zwiększenie wydobycia w przyszłym roku o minimum pół miliona ton z wydatkowaniem 7 mld zł na przygotowanie nowych ścian i roboty drążeniowe pod ziemią.

Czy to oznacza, że nadzieje na większe inwestycje i istotny wzrost produkcji węgla można już odłożyć na półkę? Taki scenariusz kreśli Krzysztof Stanisławski, przewodniczący MZZ Kadra Górnictwo. Jego zdaniem poniesione nakłady nie przyniosą nawet tak dużego zwiększenia produkcji, o jakim mówią przedstawiciele PGG.

– Działania, które zapowiedziała PGG, trudno nazwać jakimś większym planem inwestycyjnym. To nie są żadne inwestycje w nowe pola, budowę nowych szybów czy nowych kopalń. Na takie działania spółka i całe górnictwo nie ma zresztą pieniędzy ani zgody politycznej – nie tylko ze strony Unii Europejskiej, ale też polskiego rządu. Mimo początkowych głosów, że wojna może zmienić podejście do węgla, nic takiego się nie stało i raczej nie ma tutaj co liczyć na jakąś zmianę – argumentuje Stanisławski.

– Te działania, o których mowa, to jedynie odtworzenie frontów wydobywczych, które biorąc pod uwagę całkowity brak inwestycji w ostatnich latach, pozwolą jakoś funkcjonować kopalniom. Do tej pory zamykaliśmy się, natomiast teraz rzeczywiście zaczęliśmy przyjmować ludzi i trochę inwestować w sprzęt. Jednak na jakiś istotny wzrost wydobycia bym tutaj nie liczył. W mojej ocenie, w tym roku kopalnie PGG nie wyprodukują 23 mln t. Taką wielkość produkcji, dzięki zapowiadanemu odtworzeniu frontów wydobywczych, uda nam się osiągnąć dopiero wraz z końcem przyszłego roku – uważa związkowiec. 

Sprawa wciąż otwarta
Według Bogusława Hutka, przewodniczącego górniczej Solidarności oraz szefa tego związku w PGG, sprawa wciąż jest otwarta.

– Póki co zapowiedziane inwestycje zakładają wzrost produkcji w krótkim czasie – na pewno wydobycie ma się zwiększyć w przyszłym roku, a może i jeszcze w następnym. To jednak nie przekreśla całkowicie scenariusza, który zakłada, że inwestycje będą miały charakter długofalowy i będą obliczone na zwiększenie produkcji w ciągu 10-15 lat. Dla nas to wciąż kwestia otwarta, która ma zostać rozstrzygnięta jeszcze w tym roku. Najistotniejsze są tutaj zmiany w PEP 2040. Ten dokument ma być zaktualizowany wraz z końcem tego roku i jeśli znajdzie się tam zapis, że węgiel będzie paliwem przejściowym zamiast gazu, to będzie oznaczało zielone światło dla inwestycji w kopalniach w dłuższej perspektywie. Taka decyzja musiałaby być jednak bardzo starannie przemyślana i oczywiście oznaczałaby konieczność zmian w umowie społecznej, które musiałyby zyskać akceptację Komisji Europejskiej, która jednak nawet mimo wojny wciąż twardo upiera się przy szybkiej dekarbonizacji. Bez tego, bez przygotowania jasnych reguł, jak miałoby się to odbyć, i bez gwarancji odbioru węgla przez energetykę, żadne bardziej istotne zwiększanie wydobycia nie ma żadnego sensu. Znów powtórzyłaby się sytuacja z 2020 roku, kiedy PGG zainwestowała pieniądze w nowe ściany, a potem okazało się, że trzeba było drastycznie zejść z wydobyciem, a my zostaliśmy z 6 mln t węgla na zwałach. Do powtórki tego scenariusza nie możemy dopuścić – mówi Hutek.

W podobnym tonie wypowiadał się zresztą ostatnio szef PGG. Pytany, czy węgiel może w zastępstwie gazu stać się paliwem przejściowym transformacji, Tomasz Rogala podkreślił, że zależy to wyłącznie od odpowiedniego środowiska regulacyjnego, które umożliwi finansowanie elektrowni i kopalń w długim okresie.

– Żeby górnictwo było tanie – choć na dużych głębokościach nie będzie takie, ale może jak najskuteczniej minimalizować koszty – musi ono działać w zrównoważony sposób. Przy procesach trwających 2-7 lat, potrzebnych np. na uruchomienie ściany wydobywczej, to zrównoważenie jest skrajnie trudne, kiedy KE dwa razy do roku wprowadza nowe przepisy, które pogarszają rentowność węgla – wskazał Rogala.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Znana sieć handlowa z poważnymi zarzutami z UOKiK

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił zarzuty sieci sklepów Dino, firmom przewozowym i menedżerom dotyczące zmowy ograniczającej konkurencję na rynku pracy - poinformował we wtorek UOKiK. Przedsiębiorstwom grozi kara do 10 proc. obrotu, a menadżerom - do 2 mln zł.

Państwowy gigant rozmawia z bankami o zasadach restrukturyzacji zadłużenia spółki

Grupa Azoty podpisała z kilkoma bankami wstępne kluczowe warunki restrukturyzacji zadłużenia spółki; m.in. wydłużono ostateczny termin spłaty finansowania do końca 2030 r. oraz ustalono karencję w spłacie rat do końca czerwca 2027 r. - poinformowała Grupa Azoty w komunikacie giełdowym.

Jak zmienia się Elektrociepłownia Szombierki? Będzie Dzień Otwarty

Już 20 czerwca Grupa Arche organizuje II Dni Otwarte EC Szombierki, dzięki którym będzie możliwość nie tylko zobaczenia, jak zmienia się wnętrze dawnej elektrociepłowni, ale również poznać plany inwestora związane z zagospodarowaniem jednego z najpiękniejszych postindustrialnych zabytków w Bytomiu. Jak wielkie jest zainteresowanie takimi obiektami świadczy fakt, że bezpłatne wejściówki rozeszły się jak świeże bułeczki. Przydałoby się przynajmniej kilka takich dni...

Moda zeszła w podziemia kopalni. Zobacz wyjątkową sesję

Od lat Kopalnia Soli „Wieliczka" pozostaje miejscem wyjątkowych wydarzeń artystycznych, kulturalnych i prestiżowych przedsięwzięć, które zachwycają rozmachem oraz niepowtarzalną atmosferą solnych podziemi. Monumentalne komory podziemne kaplice i surowe piękno od lat inspiruje twórców z całego świata, stając się przestrzenią dla projektów łączących sztukę, historię i nowoczesność.