Tej pracy nie da się wykonywać bezdusznie

fot: Jacek Madeja/ARC

- Jeżeli można zrobić coś dobrego w ramach obowiązującego prawa czy przepisów, to co stoi na przeszkodzie? - tłumaczy swoją życiową filozofię Jolanta Konieczna, która administruje mieszkaniami w Spółce Restrukturyzacji Kopalń

fot: Jacek Madeja/ARC

Historia bezdomnego pana Ryszarda z Gliwic, który ponad 10 lat pomieszkiwał w ziemiance, a własne lokum znalazł dzięki pomocy dzielnicowego, stała się sławna w całej Polsce. Cichą bohaterką tej opowieści jest także Jolanta Konieczna, która administruje mieszkaniami w Spółce Restrukturyzacji Kopalń.

Na pierwszy rzut oka energiczna i służbistka. Ale nie z tych, którym przepisy sztywno dyktują, co robić, a raczej służą do tego, żeby dobrze wykonywać swoje obowiązki. Do tego skromna. Może nawet za bardzo.

- Przecież takie rzeczy robią wszyscy. O tym się po prostu nie mówi, bo to jest normalne i logiczne zachowanie. Historia jest zwykła i w naszej pracy takie sprawy zdarzają się częściej. Wierzę, że inni zarządcy nieruchomości też tak się zachowują. Tyle że o tych sprawach rzadko się mówi. Może dlatego, że nie wzbudzają sensacji? - lekceważąco macha ręką Konieczna. Od zeszłego roku pracuje w Spółce Restrukturyzacji Kopalń jako zastępca dyrektora ds. operacyjnych. Wcześniej w Kompanii Węglowej, gdzie również zajmowała się „mieszkaniówką”.

- W tej pracy oczywiście musi być plan, strategia, tabelki i respektowanie przepisów. Każde mieszkanie to jednak lokator, więc nie da się tego robić bezdusznie. Jeżeli można zrobić coś dobrego w ramach obowiązującego prawa czy przepisów, to co stoi na przeszkodzie? Jeśli można, to czemu nie? - dodaje.

SRK zarządza obecnie 16 tys. mieszkań, które kiedyś należały do kopalń. To mieszkania rozsiane nie tylko po miastach aglomeracji śląskiej, ale też znajdujące się w Rybniku, czy nawet Wałbrzychu.

Do jednego z lokali w Gliwicach, należących właśnie do SRK, pod koniec minionego roku wprowadził się pan Ryszard. Bezdomny 65-latek wcześniej przez ponad 10 lat mieszkał w ziemiance. O całej sprawie zrobiło się głośno w połowie lutego, kiedy okazało się, że mężczyzna znalazł własny kąt dzięki zaangażowaniu i pomocy dzielnicowego. Asp. szt. Michał Suchacki od kilku lat pomagał panu Ryszardowi. Czasem przynosił jedzenie, innym razem odzież. Kiedy 65-latek otrzymał decyzję o przyznaniu skromnej emerytury, Suchacki postanowił, że pomoże znaleźć mu własny kąt. Tylko jak znaleźć mieszkanie za niewielką cenę? Na dodatek właściciela, który zaufa lokatorowi, który przez lata żył na ulicy?

O to zadbała Jolanta Konieczna.

- Chcąc nie chcąc muszę współpracować z policją, bo różnych mamy najemców. Czasem musimy kontrolować mieszkania i do tego potrzebujemy asysty policji. W przypadku gliwickiej policji korzystałam z pomocy, żeby trochę porządku zaprowadzić w byłym hotelu górniczym na ulicy Kasprowicza. Stąd znaliśmy się z dzielnicowym, który zadzwonił w sprawie pana Ryszarda i zapytał, czy jakoś nie możemy pomóc z mieszkaniem – wspomina.

Konieczna, choć nie musiała, zaryzykowała i zgodziła się wynająć bezdomnemu niewielkie mieszkanie w Sośnicy. To właściwie pokój z niewielkim aneksem kuchennym i miniłazienką. Żadne luksusy.

- Czy mogłam sobie po prostu oszczędzić problemów i machnąć na to ręką? Proszę sobie wyobrazić, że mieszkanie stałoby puste, a ten człowiek by na przykład zamarzł. Źle by mi się z tym żyło, miałabym problem moralny. Komu miałam zaufać, jak nie policjantowi? Dzielnicowy opiekował się nim, znał go, więc poprosiłam, żeby pisemnie poręczył za niego. Miał rację - nowy lokator autentycznie dba o mieszkanie, sprząta i regularnie płaci - mówi Konieczna.

W urządzeniu i odnowieniu mieszkania pana Ryszarda pomogli policjanci. W akcję włączyli się również pracownicy SRK, którzy w magazynach z porzuconymi meblami znaleźli meble i wersalkę.

Konieczna wciąż powtarza, że to nic nadzwyczajnego.

- Mamy dużo więcej takich historii, ale z wiadomych powodów nie mogę używać nazwisk. Choćby inna sprawa, również z Gliwic. Pomagaliśmy panu, który jako jedyny nie był w stanie wykupić mieszkania. Wspólnota się na nim za to mściła – np. zakręcali mu wodę albo założyli domofon i nie dali klucza. Był niezaradny i mógł trafić na bruk. Znaleźliśmy mu tańsze mieszkanie i pomogliśmy w przeprowadzce. Na dodatek mój technik w zaprzyjaźnionej firmie znalazł mu pracę. Takie rzeczy się zdarzają. To nie jest nic nadzwyczajnego - kwituje Konieczna.

 

 

 

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.