Tancerz z kopalni Wesoła, który za biurkiem się nie widzi

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Przygodę z breakdancem Robert Krajewski rozpoczął trzynaście lat temu...

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Robert Krajewski, 27-letni mieszkaniec Mysłowic, na co dzień górnik w kopalni Mysłowice-Wesoła... Teledyski, współpraca z gwiazdami, promocje, pokazy i szeroko pojęty showbiznes. Wszystko to pojawiło się w jego życiu już kilka lat temu.

Ciężko na to pracował, zaczynając pod koniec lat 90. jako jeden z pionierów breakdance'u w Polsce. Pięć lat temu wszystko to stracił. Lekarze nie widzieli przed nim dalszej kariery...

Z VHS-ów
Teraz wspomina swoje taneczne początki z uśmiechem na twarzy. Jednak przyznaje, że nie było łatwo.

- Nie mieliśmy wtedy internetu, uczyliśmy się głównie z kaset wideo, które od czasu do czasu komuś udało się zdobyć z zagranicy. Luksusem było, jak ktoś miał odtwarzacz ze stopklatką, bo wtedy mogliśmy krok po kroku oglądać, jak wykonuje się poszczególne ruchy - opowiada.

Opłaciło się, bo po kilku latach ćwiczeń Roberta spotkało coś, co dla wielu tancerzy często pozostaje jedynie niespełnionym marzeniem. Taniec - do tej pory będący jedynie ogromną pasją - stał się też jego pracą.

- Dużo tego było. Teledyski, współpraca z przeróżnymi gwiazdami, występy na koncertach, promocje nowych modeli samochodów, rozmaite pokazy... - wylicza Robert.

Pojawiły się pierwsze pieniądze, a wraz z nimi masa nowych "przyjaciół".

Nie zatańczysz
Piękny sen trwał. Wszystko wspaniale się układało aż do lutego 2007 roku.

Jednym z popisowych numerów Roberta jest obrót, a właściwie wirowanie na jednej ręce. Ustanowił rekord Polski, wykręcając dwadzieścia obrotów. Teraz celuje w rekord świata - brakuje mu jeszcze siedmiu.

Zimą 2007 roku ćwiczył właśnie tę ewolucję, kiedy - jak wspomina - upadł i "usiadł sobie na nodze". Efekt - skręcenie kolana.

- Od lekarza usłyszałem: nie zatańczysz już - wspomina czas, kiedy po kontuzji przez kilkanaście miesięcy wracał do sprawności. - Wtedy większość "przyjaciół" się odwróciła. Skończyła się kariera, zniknęły kontakty, propozycje, a zarabiać trzeba było - przyznaje.

Śladami ojca ruszył więc do kopalni.

Nie żałuję
Tata Roberta przepracował w kopalni dziewięć lat. Przydarzył mu się jednak wypadek. Złamał udo.

- Potem pojawiły się komplikacje, a obecnie walczy z rakiem kości. Chodzi o kulach i jest na rencie - opowiada Robert, który mieszka z rodzicami, bo wie, że potrzebują jego opieki.

- Nie żałuję, że trafiłem do kopalni. Lubię to. Pracuję w przodku, więc praca jest ciężka, ale jakoś nie widzę się za biurkiem - stwierdza z uśmiechem.

W międzyczasie wrócił do intensywnych treningów. Z radością opowiada o wsparciu, które ma ze strony kolegów z pracy. - Mówią: jesteśmy z tobą, trzymamy kciuki, walcz, bo możesz osiągnąć znacznie więcej niż pracą na dole - relacjonuje.

Tylko taniec
Na horyzoncie pojawiła się kolejna szansa. Robert trafił bowiem - za namową dziewczyny - do telewizyjnego programu "Got To Dance - Tylko Taniec", gdzie swoim tanecznym popisem zachwycił wszystkich jurorów, którzy nie dowierzali, słuchając o tym, że jest górnikiem. Dzień po programie z gratulacjami zadzwonił nawet dyrektor kopalni.

To nie pierwsza przygoda Roberta z telewizją. Brał już udział w "You can dance", z którego odpadł, gdyż Michał Piróg stwierdził, że b-boy nie poradzi sobie w programie, w którym trzeba być wszechstronnym tancerzem.

- Tańczyłem w życiu między innymi salsę, jazz, balet właśnie po to, by przygotować się do "YCD", no ale Michał był "na nie". Reszta jurorów była za mną, ale on się sprzeciwił, wstał, wyszedł ze studia. W telewizji tego nie pokazali - wyznaje Robert.

Show, w którym startuje teraz, nie zakłada mu jednak kajdanek w postaci stylów, w których nie czuje się mocny. Tu może pokazać dokładnie to, co w nim gra, czyli breakdance. Konwencja programu zakłada, że każdy prezentuje taki styl, jaki chce. Mogą występować duety, grupy, tancerze indywidualni - tacy jak Robert.

- W zagranicznych edycjach zdarzało się, że wygrywali soliści - tłumaczy.

Programy takie jak ten mają jednak to do siebie, że losy zawodników zależą od sms-ów, więc wszystko może się zdarzyć.

- Ja już wygrałem - podsumowuje Robert, pozostawiając domysłom to, czy ma na myśli program, czy to, że ciągle tańczy, emanuje radością życia i wciąż podąża ścieżką, z której życie tyle razy chciało go zepchnąć...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Bił rekordy w drążeniu przodków, napisał list do braci górniczej. Władza bezlitośnie go wykorzystała

- Zwykłem określać go mianem „pierwszego socjalistycznego świętego”. W rzeczywistości Wincenty Pstrowski był postacią tragiczną, produktem tzw. epoki przodowników pracy – wskazuje dr Adam Frużyński, historyk górnictwa.

Kiełbasa, musztarda i kromka chleba za "Bóg zapłać" do muzyki górniczej orkiestry. Pamiętasz te festyny?

Na 22 lipca w restauracjach osiedlowych pojawiało się też piwo, o którym w zwyczajne dni można było jedynie pomarzyć. Władze Polski Ludowej starały się, aby zaopatrzenie dla ludu pracującego miast i wsi było w tak ważne święto lepsze.

URZADY SWIETOCHLOWICE KZM 3

Miasto węgla, ratuszy i górniczych witraży

W Świętochłowicach ostatnią kopalnię – ruch Polska (wcześniej kopalnia Deutschland) zamknięto 30 listopada 2000 roku. Mimo to w mieście nie brakuje górniczych akcentów. Najpiękniejsze są w dwóch z trzech, a w zasadzie czterech miejskich ratuszy. To zjawiskowe witraże autorstwa dawnych mistrzów Stanisława Ligonia i Ferdinanda Mullera z Ouedlinburga. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z tych miejsc autorstwa red. Katarzyny Zaremby-Majcher.

70 lat Kotła Czarownic. Stadion Śląski na archiwalnych zdjęciach

Stadion Śląski świętuje 70-lecie. Chorzowski Kocioł Czarownic (jak nazwano go później) został otwarty 22 lipca 1956 roku i od siedmiu dekad pozostaje jednym z najważniejszych symboli polskiego sportu i kultury masowej. Z okazji okrągłej rocznicy prezentujemy archiwalne zdjęcia z początków historii śląskiego giganta.