W zeszłym roku spełniło się Pańskie marzenie. Znalazł Pan pracę w Górniku, zasiadając na ławce trenerskiej. Nowa misja jest jednak wielce ryzykowna, więcej może Pan stracić, niż zyskać.
Kocham Zabrze i Śląsk, tutaj się przecież wychowałem. Jedno, co mnie trochę bolało, to było to, że nigdy w Górniku nie grałem. Ale teraz jestem trenerem tego utytułowanego klubu i postaram się mu pomóc, by zespół utrzymał się w ekstraklasie. Tak utytułowany klub, jakim jest Górnik, zasługuje na grę wśród najlepszych. A co do ryzyka, to ja się go nie boję. Jestem przekonany, że sobie poradzę. Najważniejsze, że jestem znowu w domu, w moim rodzinnym mieście.
W 1965 r. opuścił Pan Zabrze, by powrócić w rodzinne strony dopiero po 43 latach. Czy sentyment do tego miasta i Górnika był decydujący przy podejmowaniu decyzji o podjęciu pracy w zabrzańskim klubie?
Ja nawet nie przypuszczałem, że będę pracował w Górniku. W Zabrzu skończyłem szkołę podstawową, natomiast maturę w Technikum Samochodowym w Gliwicach. Tutaj są moje śląskie korzenie i tutaj w końcu wróciłem. Moja matka nadal mieszka w Zabrzu i, mimo podeszłego wieku, interesuje się losami klubu. Ona również była za tym, bym podjął pracę w Górniku.
Emigrując do Francji zabrał Pan na obczyznę tak mocno kultywowane na Śląsku wartości rodzinne. Co tak naprawdę dała Panu rodzina?
Przede wszystkim poczucie więzi i solidarności. Na rodzinę zawsze mogłem liczyć, zwłaszcza na mamę i tatę. Ja wychowywałem się w zabrzańskim familoku, w naprawdę trudnych warunkach. Ale to był najpiękniejszy okres w moim życiu. Młodym jest się przecież tylko raz. Mój ojciec był geologiem, szukał nowych pokładów węgla, o ile mnie pamięć nie myli, na kopalni „Zabrze”. Miał nawet udział w jakimś rekordzie górniczym. Na ścianie pracował kombajn, który osiągnął rekordowy wynik. Z kolei matka pracowała w Akademii Medycznej jako szefowa zaopatrzenia. Dbała o jedzenie dla studentów i wykładowców uczelni.
W kopalni pracował także Pański brat, o sześć lat młodszy Tadeusz Kasperczak. On również grał w piłkę, jednak kariery nie zrobił i w końcu został górnikiem. Można więc mówić o górniczych korzeniach rodziny Kasperczaków.
Brat grał w Stali Zabrze, a potem był zawodnikiem rezerw Stali Mielec. Być może osiągnąłby znacznie więcej, ale doznał kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych. W tamtych czasach taka kontuzja praktycznie eliminowała człowieka z gry. Musiał rzucić piłkę i zajął się pracą zawodową. Pracował pod ziemią w kopalni „Makoszowy”, by doczekać emerytury górniczej.
Pańscy rodzice nie chcieli pokierować swojego syna na górnika? Na Śląsku i poza nim górnicy traktowani byli jak elita.
Nigdy nie myślałem o tym, by zostać górnikiem. Chodziłem do Technikum Samochodowego, ale nic poważniejszego przy aucie nie umiałem zrobić. Dopiero się uczyłem fachu mechanika. Ostatecznie zostałem piłkarzem i moi rodzice byli dumni z tego, że tak się stało. Ja bardzo szanuję wysiłek górników, bo to pracowici i odpowiedzialni ludzie. Zresztą ojciec wiele nam opowiadał o ciężkiej pracy pod ziemią.
Nie został Pan górnikiem dołowym, ani też piłkarzem Górnika. Nie żałuje Pan, że nie dane Panu było zagrać w wielkim wówczas klubie z Zabrza?
Trudno powiedzieć, czy zrobiłbym większą karierę jako piłkarz, gdybym – na przykład – zamiast do Stali Mielec trafił do Górnika. Akurat Stal miała najlepszy okres w historii klubu, zaś Górnik nieco gorszy. Gdy grałem jeszcze w Stali Zabrze, znakomity piłkarz, a później działacz Górnika, Marian Olejnik namawiał mnie, bym przeszedł do nich. Ale nie była to oficjalna propozycja. Ja miałem dwóch kolegów w Zabrzu, z których jeden mieszka teraz na Florydzie, a drugi w Niemczech. Jeden z nich grał w Mielcu i pewnego razu powiedział mi, że skoro nie chcą mnie w Zabrzu, to mam przyjść do Stali. I tak też zrobiłem. Po rocznym pobycie w Mielcu chciała mnie Wisła Kraków, ale działacze Stali nie chcieli mnie puścić. Po jakimś czasie szefowie Stali załatwili mnie w ten sposób, że wylądowałem w wojsku. Po dwóch latach gry w rezerwach Legii wróciłem do Mielca, gdzie zaczął się tworzyć wielki klub. Ale teraz myślę wyłącznie o Górniku, w Zabrzu mam ważną misję do spełnienia.