Stocznie Gdynia i Szczecin o krok od bankructwa
Możliwa wizyta ministra skarbu w Brukseli ma związek z informacją o odebraniu Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecin pomocy publicznej przyznanej im już przez polski rząd. - Taką decyzję ma w połowie czerwca podjąć Komisja Europejska - dowiedziała się TVN24. Dla stoczni, zatrudniających w sumie 10 tys. osób, może to oznaczać bankructwo.
Unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zakończyła analizę sytuacji w obu stoczniach. Jej decyzja musi jeszcze zostać oficjalnie zaakceptowana przez kolegium komisarzy. Badanie, czy pomoc polskiego rządu dla w sumie trzech stoczni jest zgodna z unijnym prawem, trwało ponad trzy lata.
Stocznia Gdynia i Stocznia Szczecińska muszą zwrócić 1,3 mld euro Zdaniem ekspertów od konkurencji KE obie stocznie muszą zwrócić nielegalnie otrzymaną pomoc. Polscy dyplomaci w Brukseli już zawiadomili o tym władzę w Warszawie. Rząd zastanawia się, co zrobić, bo tym razem trudno liczyć na jego odroczenie.
Chodzi o miliardy złotych, które \"kolebki Solidarności\" otrzymały z budżetu państwa już po naszym wejściu do Unii. Pieniądze miały zagwarantować bankrutującym zakładom samodzielne funkcjonowanie i długoterminową rentowność.
Według danych Komisji z lipca 2007 roku całość pomocy dla trzech stoczni, która może być uznana za nielegalną, to 1,3 mld euro.
Przez trzy lata rozmów Komisja ostrzegała, że warunkiem łagodniejszego potraktowania są wiarygodnie plany restrukturyzacji i redukcja mocy. Jednak w Komisji Europejskiej można było usłyszeć, że Polska nie angażuje się wystarczająco w rozmowy, a kolejne rządy oraz same stocznie, lekceważą sprawę licząc na to, że Bruksela nie odważy się podnieść ręki na polskie stocznie, czyli \"kolebkę Solidarności\".
A żadna z dotychczasowych ekip rządzących nie miała pomysłu, co zrobić ze stoczniami. Do tej pory udało się sprywatyzować Stocznię Gdańsk, którą pod koniec ubiegłego roku za 400 mln zł kupiła spółka ukraińskiego koncernu Donbas. Ukraińcy liczyli się z możliwością zwrotu pomocy, ale według ostatnich doniesień jest to aż 700 mln zł - trzy razy więcej niż szacowano na początku.
Jednak Komisja Europejska nie zakończyła jeszcze jej analizy sytuacji. Długo wydawało się też, że stocznie gdyńska i szczecińska są w znacznie lepszej sytuacji niż Stocznia Gdańska.
Obie miał kupić Amber - spółka zależna kapitałowo od notowanego na giełdzie przedsiębiorstwa Złomrex - jednego z największych w Polsce dostawców złomu, a także producenta i dystrybutora wyrobów hutniczych. Jednak przed kilkoma tygodniami spółka, twierdząc, że stocznie nie będą rentowne, rozmyśliła się i wycofała z negocjacji.
Minister skarbu Aleksander Grad obawiał się, że Złomrex liczy, że kupi taniej masę upadłościową, gdy Bruksela ogłosi decyzję o odebraniu prawa do pomocy.