Stanisław Gomułka: To nie jest recesja
fot: ARC
fot: ARC
Czy obecne wydarzenia na rynkach finansowych grożą krachem? Nie sądzę by były one zapowiedzią recesji i krachu w sektorze finansów publicznych. To raczej rodzaj korekty.
Inwestorzy uznali, że zapowiedzi zacieśniania polityki fiskalnej na świecie są coraz bardziej realne. Stąd oczekiwane niższe tempo wzrostu PKB:
• mniej więcej 1-2 proc. dla krajów najbardziej rozwiniętych,
• 3-4 proc. dla Polski i innych krajów Europy centralno-wschodniej,
• 4-5 proc. dla Indii,
• 5-6 proc. dla Chin.
Pomimo obniżenia ratingu dla USA popyt na amerykańskie obligacje skarbowe jest wciąż wysoki, rentowności tych obligacji nawet spadły, a kurs dolara nie ucierpiał. Stąd wnioskuję, że to, co dzieje się na giełdach akcji przedsiębiorstw, wynika nie ze spadku wiarygodności gospodarki amerykańskiej. Wynika tylko z tego, że inwestorzy uznali, iż ostatnie zapowiedzi zacieśniania polityk fiskalnej w USA i innych krajach, podejmowane w dużym stopniu pod presją rynku i agencji ratingowych, są coraz bardziej realne.
Zacieśnianie tej polityki powinno zmniejszyć ryzyko kryzysu w sektorze finansów publicznych, ale kosztem wolniejszego rozwoju sfery realnej.
Po głównej fali kryzysu przyszło ożywienie, które oznaczało m.in. dużą zyskowność przedsiębiorstw. Zareagowały na to silnie indeksy giełdowe, np. WIG 20 podniósł się z poziomu około 1700 do 2800 punktów. Obecnie obserwujemy coś w rodzaju korekty, ponieważ ten początkowy wzrost optymizmu inwestorów giełdowych był nadmierny.
Trwający właśnie spadek indeksów giełdowych nie jest specjalnie duży. Po prostu sygnalizuje nową, bardziej realistyczną ocenę perspektyw rozwoju gospodarki światowej. Istotnie zmienia się nastawienie rządów na świecie, które teraz mniej akcentują pobudzanie wzrostu gospodarczego i walkę z bezrobociem, a bardziej obniżanie deficytów budżetowych.
Mniejsze wydatki rządowe, czy wyższe podatki, to również mniej zamówień dla prywatnych firm. Będziemy mieć w rezultacie niższe zyski przedsiębiorstw i w związku z tym musimy mieć także niższą ich wycenę na giełdzie. Dlatego to, co dzieje się teraz na giełdach jest uzasadnione, jest racjonalne.
O ile w dekadzie 2000-2010 polityka monetarna i fiskalna były za bardzo ekspansywne, podnosząc koniunkturę powyżej bezpiecznego poziomu, o tyle w najbliższej dekadzie czeka nas naprawianie tego błędu. Inwestorzy finansowi oczekują, a w każdym razie powinni oczekiwać, wieloletniego okresu stosunkowo niskiego tempa wzrostu gospodarczego. Wycena przedsiębiorstw musi być do tego dostosowana. Obniżanie deficytów napotyka na ograniczenia polityczne, więc jest też mieć do czynienia także z dużym stopniem niepewności na rynkach finansowych, z dużymi wahaniami kursów walut i akcji.
Nową ocenę perspektyw wzrostu potwierdzają spadające ceny surowców, bo skoro będzie niższe tempo wzrostu gospodarczego, będzie też niższy popyt na surowce. To jednak akurat dobra wiadomość, bo oznacza niższą inflację i stosunkowo niskie stopy procentowe przez najbliższe kilka lat, choć również relatywnie wysokie bezrobocie. Niższe tempo wzrostu PKB to mniej więcej 1-2 proc. dla krajów najbardziej rozwiniętych, 3-4 proc. dla Polski i innych krajów doganiających Europy centralno-wschodniej, 4-5 proc. dla Indii oraz, jak sądzę, 5-6 proc. dla Chin.
Stanisław Gomułka: doktor nauk ekonomicznych, główny ekonomista Business Centre Club, b. podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, b. konsultant Międzynarodowego Funduszu Walutowego, OECD i Komisji Europejskiej. Współpracował przy planie Balcerowicza. Wykładowca w London School of Economics.