Stalowy magnat z Magnitogorska chce konkurować z Moskwą
fot: compromat.ru
fot: compromat.ru
Dla właściciela Magnitogorskich Zakładów Żelaza i Stali (MMK) domem jest oplecione 50 km rur, pełne wielkich pieców i spowite dymami miasto w południowej części gór Ural, gdzie wyrósł i gdzie znajduje się największy rosyjski ośrodek hutniczy.
Takich ludzi nazywa się w Rosji \"stalowymi królami\"; to nowy gatunek kapitalistów, wyrosły na gruncie tamtejszego procesu prywatyzacji. Mają oni niemal całkowitą kontrolę nie tylko nad gigantycznym majątkiem przemysłowym - do Rasznikowa należy 87 proc. akcji MMK - ale również nad prowincjami, w których się on znajduje.
Prowincja Czelabińska, w której leży Magnitogorsk, 40 proc. swoich dochodów budżetowych czerpie z MMK. - On właściwie kieruje całym tym regionem Rosji - mówi Rob Edwards, analityk ds. metali i górnictwa w banku inwestycyjnym Renaissance Capital z siedzibą w Moskwie.
Hutnicze szczegóły
Raszników, znany z ochrony swojej prywatności, rzadko udziela wywiadów. A jeśli już, rozmowa ogranicza się głównie do stali, procesu jej produkcji i tego, co można z niej zrobić. Bob Foresman, wiceprezes Renaissance Capital, który uczestniczył w niedawnym wprowadzaniu akcji MMK na rynek giełdowy, tak podsumowuje charakter szefa tej firmy: - Wygląda całkiem jak Steve Martin. Ale bez jego poczucia humoru.
Wiktor Raszników, urzędujący w przepastnym biurze wychodzącym na hutę, ma garnitur od najlepszego krawca, białe włosy, mocny uścisk dłoni i badawcze spojrzenie. I oczywiście następuje długa dyskusja na jeden z jego ulubionych tematów: zastąpienia przestarzałej produkcji w piecach martenowskich procesem wytopu w piecach tlenowych, wprowadzenia wytopu za pomocą łuku elektrycznego i modernizacji całego wydziału walcowni.
Efekty działalności Rasznikowa są imponujące. W 2007 roku minęło dziesięć lat jego dyrektorowania w MMK: przez ten czas produkcja stali wzrosła tam z 6 do 12 mln ton rocznie. Ale z kursem akcji firmy - wprowadzonych na londyńską giełdę w kwietniu 2007 r. podczas wartej 1 mld dol. emisji - tak dobrze już nie jest. Krytycy uważają, że dzieje się tak ze względu na podatność MMK na wzrost cen dwóch głównych surowców, węgla i rudy żelaza.
- Zajmujemy się tym bardzo poważnie i wkrótce nie będzie to już stanowić problemu - mówi Rasznikow. MMK ostatnio przejęła 5 proc. udziałów w australijskiej spółce wydobywczej Fortescue Metals Group, ma także udział w firmie Belon-OJSC, swoim głównym dostawcy koncentratu węgla.
Dogonić Moskwę
Filozofia zarządzania Wiktora Rasznikowa odzwierciedla narastającą w Rosji tendencję do \"podejścia pionowego\" - silnej władzy centralnej w przedsiębiorstwie i organach rządowych.
- Jestem przekonany, że istotne jest to, iż rosyjskie firmy mają większościowych akcjonariuszy, którzy dysponują strategiczną wizją. W spółkach europejskich i amerykańskich wszystko jest publiczne, mają wielu inwestorów finansowych, dla których jedyny cel to kupić i sprzedać. Tymczasem rosyjskie firmy - właśnie dlatego, że kontrolują je inwestorzy strategiczni - mają bardziej profesjonalne podejście do rozwoju i bardziej dalekowzroczną politykę - mówi Rasznikow.
To \"pionowe podejście\" uwidacznia się w Magnitogorsku, gdzie jest on osobistością skrajnie paternalistyczną, dzierżącą w rękach zarówno władzę, jak i filantropię. Przed wprowadzeniem firmy na londyńską giełdę duża część wpływów firmy (a także dochodów jej właściciela) szła na rozwój miasta. Częściowo wynika to z przywiązania Rasznikowa do miasta i jego mieszkańców, ale jest także efektem podzielanego przez Rosjan z prowincji dążenia do konkurencji ze snobistycznymi moskwiczanami.
- Udowadniamy, że nasze prowincjonalne miasto nie ma czego zazdrościć krajowym metropoliom. Nasi ludzie mają specjalne cechy, dzięki którym przodują w pracy i w sporcie - mówi z dumą Wiktor Rasznikow.
Zbudował w mieście pierwszą katedrę prawosławną i świetnie wyposażony kompleks medyczny. Wynajął dwa ośrodki narciarskie w pobliskich górach uralskich i sprowadził tam z Austrii najnowocześniejsze windy dla narciarzy.
- Magnitogorsk to prowincjonalne miasto i mało prawdopodobne, żeby inwestorzy zewnętrzni włożyli pieniądze w infrastrukturę socjalną. Wzięliśmy więc na siebie odpowiedzialność za poprawę życia naszych pracowników i ich rodzin - mówi szef MMK.
Jego koronnym osiągnięciem jest utworzenie zwycięskiej drużyny hokejowej, Metalurga, która zdobyła najwięcej nagród w Rosji. - Pokazaliśmy, że nasze prowincjonalne miasto może dziś pobić Moskwę i Petersburg. W Magnitogorsku kochamy zwycięstwa - podkreśla Rasznikow.
Łagrowe początki
Ostatnio jego zastępca został członkiem Dumy z ramienia Jednej Rosji, partii, na czele której stoi premier Władimir Putin. - Dobrze mieć swój lobbing w partii - żartuje jeden z wyższych urzędników firmy, odnosząc się do Zjednoczonej Rosji, która przyjmuje niektóre półoficjalne cech dawnej partii komunistycznej. Wiktor Rasznikow nie ma jednak własnych ambicji politycznych - oprócz dążeń do konkurowania z Moskwą.
Magnitogorsk, podobnie jak wiele sowieckich miast przemysłowych, miał tragiczne początki: powstał ze stworzonego w 1929 roku obozu pracy, a jego nazwa wywodzi się z \"magnetycznej\" góry, czyli dominującego kiedyś nad miastem gigantycznego złoża rudy żelaza.
Podczas II wojny światowej było to zagłębie Armii Czerwonej: produkowano tu około 1/3 zużywanych przez wojska sowieckie pocisków i połowę czołgów. Wojna ciągnęła się długo i \"magnetyczną\" górę rozkopano, wydobywając rudę: dziś stanowi ona składowisko odpadów przemysłowych.
Życie w kombinacie
Urodzony w 1948 roku Wiktor Rasznikow dorastał w tym mieście, a w 1967 roku zaczął pracę hucie, uczęszczając jednocześnie do Magnitogorskiego Instytutu Metalurgii. Do upadku komunizmu w 1991 roku zdążył zostać głównym inżynierem tamtejszych zakładów.
Okres od roku 1991 do 2004, kiedy sprywatyzowano ostatnie udziały państwa w MMK, to nie jest temat, który Rasznikow chętnie porusza. Według doniesień prasowych w 1997 roku został dyrektorem generalnym zakładów z poręczenia jego danego partnera w interesach, Raszita Szaripowa, rok później się rozstali. Po długich zmaganiach Szaripow został aresztowany, a Rasznikow powoli przejmował akcje zakładów.
- Proces prywatyzacji to skomplikowany okres, podobnie jak w przypadku wielu innych dużych firm- mówi. To wszystko, co mimo nalegań udało się z niego wydobyć.
Wygląda na to, że w Magnitogorsku nikt mu nie zazdrości sukcesów - jest przecież najdobitniejszym przykładem \"naszego chłopaka\", któremu się powiodło. I jest to sympatia wzajemna. Co roku 18 lipca - kiedy w ZSRR obchodzono \"Dzień Metalurga\" Rasznikow organizuje uroczystości na gigantyczną skalę dla mieszkańców Magnitogorska. Są koncerty pod gołym niebem, pokaz miejscowych talentów, a na występy przyjeżdża co najmniej jedna gwiazda. Jest także pokaz ogni sztucznych - największy i najlepszy w Rosji.
Według mieszkańców większy nawet i lepszy niż w Moskwie.
Menedżerowie ubiegający się o stanowisko w MMK powinni mieć w CV przede wszystkim jedno: dyplom z Magnitogorskiego Instytutu Metalurgii. Dokładnie cała wyższa kadra zarządzająca firmy to absolwenci miejscowej akademii technicznej - jednej z najlepszych w Związku Sowieckim - a jednocześnie \"magnitogorcy\" z urodzenia i wychowania. MMK nadal zachowuje miejscowy charakter, mimo że w wielkich firmach rosyjskich modne jest ostatnio angażowanie cudownych dzieci, wyposażonych w dyplomy szkoły biznesu Uniwersytetu Harvarda czy London School of Economics, a także import zagranicznych filozofii zarządzania. Na przykład Oleg Deripaska, szef aluminiowego konglomeratu Rusal, przywiózł do siebie amerykańskiego guru od zarządzania, który ma w jego firmie wprowadzić obowiązujący w Toyocie system zarządzania produkcją, w Japonii znany jako \"Gemba\". MMK go nie potrzebuje. Wiktor Rasznikow woli stary styl zarządzania i utrzymuje firmę w rękach rodzimego zespołu, który pewnemu zachodniemu bankierowi wydaje się \"nieco sowiecki\". - Ale to bardzo zgrana paczka, naprawdę trzymają się razem - dodaje szybko.