Stalowy magnat z Magnitogorska chce konkurować z Moskwą

Rasznikow Wiktor compromatru

fot: compromat.ru

fot: compromat.ru

Rosyjscy miliarderzy to grono słynące z nieprzywiązywania się do miejsca. Większość robi pieniądze na arktycznych polach naftowych, ale osiedlają się w zadrzewionej londyńskiej dzielnicy Chelsea, na południu Francji albo w centrum Moskwy. Wiktor Rasznikow - którego magazyn \"Forbes\" umieścił na 73. miejscu listy najbogatszych (z majątkiem 10 mld dol.) - jest inny - napisał Financial Times, który kreśli sylwetkę hutniczego magnata i pisze o jego ambitnych planach.

Dla właściciela Magnitogorskich Zakładów Żelaza i Stali (MMK) domem jest oplecione 50 km rur, pełne wielkich pieców i spowite dymami miasto w południowej części gór Ural, gdzie wyrósł i gdzie znajduje się największy rosyjski ośrodek hutniczy.

Takich ludzi nazywa się w Rosji \"stalowymi królami\"; to nowy gatunek kapitalistów, wyrosły na gruncie tamtejszego procesu prywatyzacji. Mają oni niemal całkowitą kontrolę nie tylko nad gigantycznym majątkiem przemysłowym - do Rasznikowa należy 87 proc. akcji MMK - ale również nad prowincjami, w których się on znajduje.

Prowincja Czelabińska, w której leży Magnitogorsk, 40 proc. swoich dochodów budżetowych czerpie z MMK. - On właściwie kieruje całym tym regionem Rosji - mówi Rob Edwards, analityk ds. metali i górnictwa w banku inwestycyjnym Renaissance Capital z siedzibą w Moskwie.

Hutnicze szczegóły

Raszników, znany z ochrony swojej prywatności, rzadko udziela wywiadów. A jeśli już, rozmowa ogranicza się głównie do stali, procesu jej produkcji i tego, co można z niej zrobić. Bob Foresman, wiceprezes Renaissance Capital, który uczestniczył w niedawnym wprowadzaniu akcji MMK na rynek giełdowy, tak podsumowuje charakter szefa tej firmy: - Wygląda całkiem jak Steve Martin. Ale bez jego poczucia humoru.

Wiktor Raszników, urzędujący w przepastnym biurze wychodzącym na hutę, ma garnitur od najlepszego krawca, białe włosy, mocny uścisk dłoni i badawcze spojrzenie. I oczywiście następuje długa dyskusja na jeden z jego ulubionych tematów: zastąpienia przestarzałej produkcji w piecach martenowskich procesem wytopu w piecach tlenowych, wprowadzenia wytopu za pomocą łuku elektrycznego i modernizacji całego wydziału walcowni.

Efekty działalności Rasznikowa są imponujące. W 2007 roku minęło dziesięć lat jego dyrektorowania w MMK: przez ten czas produkcja stali wzrosła tam z 6 do 12 mln ton rocznie. Ale z kursem akcji firmy - wprowadzonych na londyńską giełdę w kwietniu 2007 r. podczas wartej 1 mld dol. emisji - tak dobrze już nie jest. Krytycy uważają, że dzieje się tak ze względu na podatność MMK na wzrost cen dwóch głównych surowców, węgla i rudy żelaza.

- Zajmujemy się tym bardzo poważnie i wkrótce nie będzie to już stanowić problemu - mówi Rasznikow. MMK ostatnio przejęła 5 proc. udziałów w australijskiej spółce wydobywczej Fortescue Metals Group, ma także udział w firmie Belon-OJSC, swoim głównym dostawcy koncentratu węgla.

Dogonić Moskwę

Filozofia zarządzania Wiktora Rasznikowa odzwierciedla narastającą w Rosji tendencję do \"podejścia pionowego\" - silnej władzy centralnej w przedsiębiorstwie i organach rządowych.

- Jestem przekonany, że istotne jest to, iż rosyjskie firmy mają większościowych akcjonariuszy, którzy dysponują strategiczną wizją. W spółkach europejskich i amerykańskich wszystko jest publiczne, mają wielu inwestorów finansowych, dla których jedyny cel to kupić i sprzedać. Tymczasem rosyjskie firmy - właśnie dlatego, że kontrolują je inwestorzy strategiczni - mają bardziej profesjonalne podejście do rozwoju i bardziej dalekowzroczną politykę - mówi Rasznikow.

To \"pionowe podejście\" uwidacznia się w Magnitogorsku, gdzie jest on osobistością skrajnie paternalistyczną, dzierżącą w rękach zarówno władzę, jak i filantropię. Przed wprowadzeniem firmy na londyńską giełdę duża część wpływów firmy (a także dochodów jej właściciela) szła na rozwój miasta. Częściowo wynika to z przywiązania Rasznikowa do miasta i jego mieszkańców, ale jest także efektem podzielanego przez Rosjan z prowincji dążenia do konkurencji ze snobistycznymi moskwiczanami.

- Udowadniamy, że nasze prowincjonalne miasto nie ma czego zazdrościć krajowym metropoliom. Nasi ludzie mają specjalne cechy, dzięki którym przodują w pracy i w sporcie - mówi z dumą Wiktor Rasznikow.

Zbudował w mieście pierwszą katedrę prawosławną i świetnie wyposażony kompleks medyczny. Wynajął dwa ośrodki narciarskie w pobliskich górach uralskich i sprowadził tam z Austrii najnowocześniejsze windy dla narciarzy.

- Magnitogorsk to prowincjonalne miasto i mało prawdopodobne, żeby inwestorzy zewnętrzni włożyli pieniądze w infrastrukturę socjalną. Wzięliśmy więc na siebie odpowiedzialność za poprawę życia naszych pracowników i ich rodzin - mówi szef MMK.

Jego koronnym osiągnięciem jest utworzenie zwycięskiej drużyny hokejowej, Metalurga, która zdobyła najwięcej nagród w Rosji. - Pokazaliśmy, że nasze prowincjonalne miasto może dziś pobić Moskwę i Petersburg. W Magnitogorsku kochamy zwycięstwa - podkreśla Rasznikow.

Łagrowe początki

Ostatnio jego zastępca został członkiem Dumy z ramienia Jednej Rosji, partii, na czele której stoi premier Władimir Putin. - Dobrze mieć swój lobbing w partii - żartuje jeden z wyższych urzędników firmy, odnosząc się do Zjednoczonej Rosji, która przyjmuje niektóre półoficjalne cech dawnej partii komunistycznej. Wiktor Rasznikow nie ma jednak własnych ambicji politycznych - oprócz dążeń do konkurowania z Moskwą.

Magnitogorsk, podobnie jak wiele sowieckich miast przemysłowych, miał tragiczne początki: powstał ze stworzonego w 1929 roku obozu pracy, a jego nazwa wywodzi się z \"magnetycznej\" góry, czyli dominującego kiedyś nad miastem gigantycznego złoża rudy żelaza.

Podczas II wojny światowej było to zagłębie Armii Czerwonej: produkowano tu około 1/3 zużywanych przez wojska sowieckie pocisków i połowę czołgów. Wojna ciągnęła się długo i \"magnetyczną\" górę rozkopano, wydobywając rudę: dziś stanowi ona składowisko odpadów przemysłowych.

Życie w kombinacie
Urodzony w 1948 roku Wiktor Rasznikow dorastał w tym mieście, a w 1967 roku zaczął pracę hucie, uczęszczając jednocześnie do Magnitogorskiego Instytutu Metalurgii. Do upadku komunizmu w 1991 roku zdążył zostać głównym inżynierem tamtejszych zakładów.

Okres od roku 1991 do 2004, kiedy sprywatyzowano ostatnie udziały państwa w MMK, to nie jest temat, który Rasznikow chętnie porusza. Według doniesień prasowych w 1997 roku został dyrektorem generalnym zakładów z poręczenia jego danego partnera w interesach, Raszita Szaripowa, rok później się rozstali. Po długich zmaganiach Szaripow został aresztowany, a Rasznikow powoli przejmował akcje zakładów.

- Proces prywatyzacji to skomplikowany okres, podobnie jak w przypadku wielu innych dużych firm- mówi. To wszystko, co mimo nalegań udało się z niego wydobyć.

Wygląda na to, że w Magnitogorsku nikt mu nie zazdrości sukcesów - jest przecież najdobitniejszym przykładem \"naszego chłopaka\", któremu się powiodło. I jest to sympatia wzajemna. Co roku 18 lipca - kiedy w ZSRR obchodzono \"Dzień Metalurga\" Rasznikow organizuje uroczystości na gigantyczną skalę dla mieszkańców Magnitogorska. Są koncerty pod gołym niebem, pokaz miejscowych talentów, a na występy przyjeżdża co najmniej jedna gwiazda. Jest także pokaz ogni sztucznych - największy i najlepszy w Rosji.

Według mieszkańców większy nawet i lepszy niż w Moskwie.

STAWKA NA MIEJSCOWYCH MENEDŻERÓW
Menedżerowie ubiegający się o stanowisko w MMK powinni mieć w CV przede wszystkim jedno: dyplom z Magnitogorskiego Instytutu Metalurgii. Dokładnie cała wyższa kadra zarządzająca firmy to absolwenci miejscowej akademii technicznej - jednej z najlepszych w Związku Sowieckim - a jednocześnie \"magnitogorcy\" z urodzenia i wychowania. MMK nadal zachowuje miejscowy charakter, mimo że w wielkich firmach rosyjskich modne jest ostatnio angażowanie cudownych dzieci, wyposażonych w dyplomy szkoły biznesu Uniwersytetu Harvarda czy London School of Economics, a także import zagranicznych filozofii zarządzania. Na przykład Oleg Deripaska, szef aluminiowego konglomeratu Rusal, przywiózł do siebie amerykańskiego guru od zarządzania, który ma w jego firmie wprowadzić obowiązujący w Toyocie system zarządzania produkcją, w Japonii znany jako \"Gemba\". MMK go nie potrzebuje. Wiktor Rasznikow woli stary styl zarządzania i utrzymuje firmę w rękach rodzimego zespołu, który pewnemu zachodniemu bankierowi wydaje się \"nieco sowiecki\". - Ale to bardzo zgrana paczka, naprawdę trzymają się razem - dodaje szybko.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nowa przestrzeń pamięci i kultury. Otwarcie rozbudowanego ŚCWiS w Katowicach

Rodziny górników poległych 16 grudnia 1981 roku w kopalni „Wujek”, mieszkańcy Katowic, samorządowcy, przedstawiciele środowisk kulturalnych oraz partnerzy instytucji wspólnie uczestniczyli w uroczystym otwarciu rozbudowanej siedziby Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach.

Jak chronić polskie górnictwo przed cyberzagrożeniami? Jarosław Zagórowski wskazuje nową drogę

GIG zna specyfikę zakładów górniczych, systemów automatyki, infrastruktury podziemnej, monitoringu i procesów technologicznych. Wiemy, że w przemyśle bezpieczeństwo cyfrowe musi iść w parze z bezpieczeństwem technicznym oraz organizacyjnym - mówi Jarosław Zagórowski, dyrektor Głównego Instytutu Górnictwa.

Górnictwo 2.0. Dawne kopalnie będą ogrzewać całe miasta przez kolejne 200 lat?

Co po węglu? To jedno z najczęściej zadawanych ostatnio pytań na Śląsku. Odpowiedzi na nie padło już wiele. Jedna z nich wynika z projektu GeoSolar. Opiera się on na idei wykorzystania energii geotermalnej wód kopalnianych i energii słonecznej. Jego założenia przedstawili w ub. tygodniu naukowcy z Głównego Instytutu Górnictwa.

Ponad 60 proc. młodych Polaków korzysta z AI podczas zakupów

Ze sztucznej inteligencji przy podejmowaniu decyzji o zakupach korzysta 65,5 proc. Polaków - wynika z badania UCE Research i Shopfully Poland. Eksperci wskazali, że AI jest wykorzystywana m.in. do porównywania produktów, szukania najlepszych cen czy inspiracji.