Stabilny kryzys w KGHM
Były to na ogół okresy kilkuletnich wahań powolnego spadku cen, a potem równie powolnego ich wzrostu. W latach 1998–2004 przeliczeniowa cena tony miedzi w porównaniu do 1973 roku spadała nawet poniżej 500 USD osiągając realną wielkość 1320 USD. W poprzednich okresach liczone w ten sam sposób szczyty koniunktury wynosiły ok. 800 USD, a w realnych cenach ok. 3200 USD.
Wzrost cen, jaki nastąpił od 2004 roku do połowy 2007 roku nie był notowany dotąd w historii. W skali przeliczeniowej osiągnął on poziom ok. 2400 USD. Ostatnio nastąpiły równie drastyczne spadki cen miedzi do poziomu, jak by się wydawało, zagrażającemu dalszej rentowności tej firmy. Jak obliczają autorzy wspomnianego raportu poziom cen rzeczywiście stanowiący zagrożenie dla firmy to 2200 USD za tonę miedzi (cena przeliczeniowa 500 USD).
Jako uzasadnienie dla tej prognozy podają oni obecnie realizowane długoterminowe kontrakty po jeszcze najwyższych cenach z przed kilku miesięcy. Zawierane teraz kontrakty będą najwcześniej realizowane z opóźnieniem ok. pół roku. Mimo, że cena miedzi spadła już znacząco poniżej kosztów jej wydobycia, KGHM w bilansie sprzedaży swoich produktów nie ponosi jednak strat. Spowodowane jest to odrębnym rozliczaniem sprzedaży srebra i pozostałych metali szlachetnych. Samo srebro produkowane tu w ilości ok. 1200 – 1500 ton rocznie i pozostałe metale szlachetne, jak złoto, pallad, platyna, selen oraz sól kamienna, dają w sumie dochód przekraczający straty jakie powodują wahania cen miedzi. Wszelkie zatem prognozy o upadku KGHM należy uznać za przedwczesne. W grudniu br. ceny miedzi oscylowały w granicach 2800 USD i dalekie są jeszcze od uznanych przez wspomnianych analityków za graniczne dla całej firmy w wysokości 2200 USD.
Ponieważ załoga KGHM, jak to już wspomniano, nie jeden raz przechodziła podobne perturbacje, nie bierze ona pod uwagę konieczności drastycznego ograniczenia zarobków spowodowanego światowym kryzysem, tylko nadal domaga się wzrostu swoich wynagrodzeń. W tej sytuacji najistotniejszą kwestią nie wydają się zatem żądania związkowców, tylko czas trwania kryzysu, który dotąd w okresie nawet czterech lat pozwalał firmie przetrwać w stosunkowo dobrej kondycji.
Jak wszystko wskazuje, ten jednak kryzys ma bardzo głębokie korzenie gospodarcze oraz finansowe i może być znacznie dłuższy niż wszystkie poprzednie okresy spadków cen miedzi. Nie mniej kierownictwo KGHM patrzy spokojnie w przyszłość, o czym świadczy ostatnie posiedzenie jej Rady Nadzorczej w dniu 22 grudnia br., na którym przedyskutowano aktualny stan sytuacji, nie podejmując jednak żadnych postanowień. Zapewne RN wychodzi ze słusznego założenia, że lepiej w trudnej sytuacji dwa razy się zastanowić, niż podjąć szybką, lecz niepewną decyzję przesadzającą o przyszłości firmy. Odnośnie do istniejącego aktualnie kryzysu podnoszą się głosy żądające radykalnych zmian w KGHM, na co doświadczeni przez życie ich poprzednicy odpowiadają, że przez ostatnie 40 lat koncern ten stale był pod presją strat, kryzysu i radzenia sobie na wszelkie możliwe sposoby. W latach powodzenia i wysokich cen wszystkie zyski zabierał fiskus i główny akcjonariusz państwowy pozostawiając załodze i kierownictwu tyle tylko ile trzeba było aby przetrwać. Teraz więc nikt się nie boi tutaj kryzysu, wszak dotąd może nie był on tak widoczny, lecz niczym nie różnił się od skutków, jakie powoduje obecnie.