Spór o przyszłość Polskiej Miedzi
Nie chodzi tu tylko o płace i pytanie, czy można je zwiększyć w postulowanej przez związki zawodowe skali, czy też jak proponuje to prezes KGHM utrzymać zerową stawkę ich wzrostu. Opór obu stron w tych wydawałoby się nie najważniejszych dla przyszłości firmy sprawach, jak się okazuje ma swoje drugie dno i głębsze korzenie. Wypowiedzi obu stron na temat, jaka ma być rola KGHM w regionie, w kraju i na świecie jest diametralnie różna, wzajemnie sprzeczna i wykluczająca ewentualne porozumienie we wszystkich innych sprawach.
Utrata złotej akcji
W listopadzie ubiegłego roku rząd podjął decyzję o skreśleniu KGHM Polska Miedź SA z listy firm o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki. Decyzja ta przez zarząd została przyjęta jako naturalna. Wywołała ona jednak protesty związkowe. Przewodniczący najsilniejszych związków zawodowych poseł Ryszard Zbrzyzny twierdzi, że została ona podjęta niezgodnie z obowiązującym prawem, gdyż listę taką ustala Sejm RP, a nie rząd.
Minister skarbu Aleksander Grad kilka dni temu wyjaśnił związkowcom, że decyzja taka została podjęta na wniosek Komitetu Integracji Europejskiej. Stąd związkowcy wyciągnęli wniosek, że biurokraci w Brukseli chcą, aby KGHM było wystawione na sprzedaż. Wyjaśnić trzeba, że właśnie wpis na listę „złotej akcji” uniemożliwiał sprzedaż firm o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki.
Powstała w wyniku kryzysu ekonomicznego „dziura” w budżecie, być może byłaby łatwo załatana dochodem ze sprzedaży KGHM. To budzi nie tylko niepokój związkowców, ale wywołuje gwałtowne protesty i zaostrza ich stanowisko we wszystkich innych sprawach.
Skutki sprzedaży
Mimo względnie dobrej kondycji finansowej, górniczej i hutniczej KGHM, niepokój związkowców wydaje się uzasadniony. Po pierwsze firma ma jedne z najwyższych kosztów uzyskania tony miedzi w całej branży na świecie.
Po drugie należy do najgłębszych tego rodzaju kopalń, co powoduje, że praca w tych warunkach termicznych wymaga niezwykłych nakładów, kosztów i zabezpieczeń.
Po trzecie wreszcie ogromne wydatki na ochronę środowiska tak wielkiego przemysłu w sercu Europy zaczyna wszystkim znacząco przeszkadzać. Dochodzą do tego nieuniknione wstrząsy i tąpnięcia, których skutki dla wielu domów, osiedli i obiektów bywają katastrofalne.
W polskich warunkach wszystko to mimo wielkich trudności jest stale opłacalne i dochodowe. Jakie będzie zdanie przyszłego nabywcy, nie trudno zgadnąć? Wszak światowy kapitał nie zna granic i na ogół ucieka tam, gdzie ma najkorzystniejsze warunki. Krótko mówiąc, na zamknięciu KGHM wszyscy producenci miedzi znacząco by zyskali, gdyż akurat tak się składa, że wielkość zapasów na giełdzie londyńskiej w przybliżeniu odpowiada rocznej jego produkcji.
Zniknięcie firmy spowoduje wzrost cen miedzi i w ten sposób nastąpi zwrot włożonego kapitału w zakup tej firmy bez potrzeby fedrowania i pokonywania nieprzezwyciężalnych trudności naturalnych. To, że kilkanaście tysięcy zatrudnionych tu ludzi i drugie tyle w firmach obsługujących tego kolosa pójdzie na przysłowiowy bruk, wydaje się, że jest tylko zmartwieniem związkowców.
Hotel Sheraton
W środę, 3 lutego br. w luksusowym warszawskim hotelu Sheraton odbyło się Forum „Zmieniamy Polski Przemysł”. Jak podał portal internetowy tej imprezy, w debacie generalnej wystąpił również prezes KGHM Mirosław Krutin. Zapowiedział on intensywne starania o przejecie złóż zagranicą, które wobec kryzysu ekonomicznego staniały nawet o 90 porc. w stosunku do pierwotnej ceny. Jest to delikatna sugestia pod adresem związkowców, że z ich usług KGHM może kiedyś zrezygnować na rzecz zagranicznych kolegów.
O możliwości eksploatacji największego w Europie złoża węgla brunatnego „Legnica” w centrum, którego znajduje się KGHM, ani słowa. Jak podano, firma ma przygotowane do eksploatacji własne złoża rud miedzi do poziomu 1500 m, które wystarczą na 30 – 40 lat i na dalsze tyleż lat poniżej tego poziomu.
O żadnych kłopotach z temperaturą, która na tej głębokości zbliża się do 50 stopni Celsjusza, też ani słowa. Wszak eleganckie towarzystwo mogłoby poczuć się trochę zakłopotane niegodnymi cywilizowanego człowieka warunkami pracy w polskich kopalniach miedzi. Prezes przy okazji stwierdził, że nie jest on kolejnym szefem firmy z rozdania politycznego, tylko wygrał konkurs na to stanowisko. Tak to wygląda formalnie. Tylko jakoś tak się składa, że poprzedni prezes został odwołany zaraz po zmianie rządu w 2007 roku, a konkurs organizował już nowy rząd.
Warunki pracy
Tu wspomnieć wypada tylko, że w zimie, kiedy temperatury spadają znacząco poniżej zera w szybach wdechowych prąd powietrza na podszybiu przenika na wylot najcieplej nawet ubranych górników, zrywając im kaski z głowy. Mimo ujemnej temperatury jest to powietrze już ogrzane, gdyż inaczej następuje zamarzanie rury szybowej i blokada ruchu klatek.
Niezależnie od tego na frontach eksploatacyjnych górnicy pracują w tak wysokich temperaturach, że zmuszeni są zdjąć z siebie wszystko, co tylko możliwe. Wierzchnia odzież robocza przechowywana jest pieczołowicie w workach plastikowych, aby nie uległa zamoknięciu przez spływającą ze stropu wodę. Sucha i ubrana przed wyjściem chroni przed zamarznięciem na tym samym podszybiu.
W lecie odwrotnie wtłacza się tu gorące powietrze z powierzchni do równie rozgrzanych przodków. W takich warunkach przegrzanie ciała i niedotlenienie mózgu po kilku godzinach pracy w lecie powoduje nieprzeparte uczucie senności, będące przyczyną wielu niezrozumiałych wypadków. W zimie choroby reumatyczne, przeziębienia, grypy i zapalenia korzonków są tu na porządku dziennym.
Sławna jest tu wypowiedź Japończyków, którzy w stanie wojennym zwiedzali tutejsze kopalnie miedzi. Ich odpowiedź na pytanie o warunki pracy cenzura skreśliła, jako nie nadające się do druku.
Desperacja
W tej sytuacji można powiedzieć, że związkowcy są całkowicie zdesperowani w obronie swoich miejsc pracy i zdecydowani są do użycia najostrzejszych form protestu. Piszą o tym w liście otwartym, jaki w dniu 3 lutego br. skierowali do premiera polskiego rządu. Ton tego listu jest bezceremonialny, argumenty twarde, pretensje i żale wyliczane bez liku.
Prezesa KGHM widzą oni jako posłusznego wykonawcę rządowych postanowień związanych ze sprzedażą firmy. Dlatego wolą zwracać się bezpośrednio do tego, kto decyduje o ich losach. W tak złej sytuacji rządy nie postawiły naszej firmy od 1992 roku, gdy załoga musiała podjąć strajk w obronie firmy – piszą związkowcy w swym liście.
Wyrażają oni nadzieję, że list ten nie postawi rządu i związków zawodowych po przeciwnych stronach barykady. Tu można tylko dodać, że nadzieje te są płonne, bo z samej definicji klasyczne związki zawodowe są przeciwnikiem nawet najlepszego rządu. Różnią się one jednak tylko skalą swego sprzeciwu. Tu wydaje się, że skala ta dochodzi do pola oznaczającego niebezpieczeństwo bezwzględnej konfrontacji, do której obie strony intensywniesię przygotowują.
Efektem tego nie przebierającego w środkach sporu może być tylko zniknięcie firmy z pola światowej, europejskiej i krajowej sceny gospodarczej.