„Okienko powoli się zamyka”. Dr Rożek o centrum kosmicznym w kopalni Wujek
Czy centrum kosmiczne w kopalni Wujek rzeczywiście powstanie? To wciąż możliwe, ale czasu jest coraz mniej – mówi jego pomysłodawca dr Tomasz Rożek, założyciel fundacji „Nauka. To lubię”.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Tomasz Rożek, pomysłodawca centrum kosmicznego w kopalni Wujek.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Czy centrum kosmiczne w kopalni Wujek rzeczywiście powstanie? To wciąż możliwe, ale czasu jest coraz mniej – mówi jego pomysłodawca dr Tomasz Rożek, założyciel fundacji „Nauka. To lubię”.
Centrum symulacji osadnictwa kosmicznego w kopalni Wujek. Tak nazywa się twój pomysł, o którym dwa miesiące temu powiedziałeś po raz pierwszy. Ten projekt przez te dwa miesiące stał się bardziej realny?
Tak naprawdę ten projekt ma prawie pięć lat i przez większość tego okresu był w gestii Uniwersytetu Śląskiego w ramach współpracy z Uniwersytetem i w ramach zamówienia, które UŚ złożył w fundacji „Nauka. To lubię”, którą prowadzę. Ten pomysł po raz pierwszy tam się pojawił. On w pewnym sensie zyskał drugie życie około rok temu, kiedy powiedziałem o nim na spotkaniu z Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią. Powiedziałem o nim na jednym ze spotkań, a na kolejnym poproszono mnie o więcej szczegółów. Zacząłem czuć, że jest wiatr w żagle i że może dałoby się coś zrobić. Powstał najpierw pierwszy raport merytoryczny w lutym tego roku. Następnie, przed dwoma miesiącami, raport rozszerzony. Co się stało? Przede wszystkim to, że o nim rozmawiałem i to jest moim zdaniem bardzo ważne, że on przestał być tylko i wyłącznie pomysłem, w jakimś dokumencie, na jakiejś półce. On jest rzeczą, o której się dyskutuje nie tylko w redakcjach, ale także w gabinetach lokalnych polityków i w gabinetach rządowych. To jest ważne, żeby rząd tym także był zainteresowany i żeby ten cały proces był spięty. Nie ze względów wizerunkowych, tylko ze względu na to, że niektóre rzeczy można zrobić tylko i wyłącznie na poziomie rządu.
Rzeczywiście w ostatnich dwóch miesiącach o tym projekcie się dyskutowało, ale też się mówi o trudnościach z tym związanych. To przede wszystkim proces likwidacji kopalni i określone terminy. Trzeba te terminy trochę przesunąć, żeby nie zlikwidować tego wszystkiego, co potem mogłoby posłużyć centrum kosmicznemu. To wszystko jest nadal do zrobienia?
To wszystko jest nadal do zrobienia, ale czasu na to jest niewiele. Harmonogram likwidacji tej kopalni jest tak ustawiony, że w zasadzie do końca roku, a tak naprawdę do listopada, trzeba zrobić listę obiektów - zarówno infrastruktury podziemnej, jak i naziemnej, którą z likwidacji trzeba wyłączyć. I to jest niezmiernie istotne, bo jak się coś zlikwiduje, to już się nie da tego przywrócić do życia. Więc jeżeli jakiś pokład lub szyb zostanie zlikwidowany, zamurowany, czy zasypany, to już się tego nie da odwrócić. Potrzebne jest porządne studium wykonalności, które odpowie na konkretne pytania: ile to może kosztować, jak długo to może trwać, które elementy z tego pomysłu robimy, a których z różnych względów, chociażby technicznych i obiektywnych, nie warto i się nie da. Po to, żeby odpowiedzieć na te pytania, musimy mieć studium wykonalności. Jeśli ma ono powstać, to musi mieć te obiekty, które będzie badać, mierzyć, w których będą robione ekspertyzy. Czyli te obiekty nie mogą być zlikwidowane. I to jest taki trochę system naczyń połączonych lub ciąg przyczyn i skutków. Robiąc z długiej historii bardzo krótką, to da się to zrobić. Jest to jeszcze możliwe, natomiast to okienko powoli się zamyka i ono będzie kompletnie zamknięte do końca tego roku.
I wszystko zależy od polityków, bo to oni te daty przesuwają. Usłyszeliśmy już o finansowaniu, natomiast w kwestii przesunięcia dat słychać trochę mniej.
I to jest sytuacja trochę paradoksalna. Można by pomyśleć, że najtrudniej na duże projekty, albo w ogóle na jakiekolwiek projekty, znajdować finansowanie. Otóż w tym przypadku największą rafą nie jest finansowanie, tylko największą rafą są kwestie formalno-prawne. Ja nie jestem prawnikiem, więc to co teraz powiem, to są raczej zasłyszane ekspertyzy ludzi, którzy się na tym znają. I oni twierdzą, że tak, to się da zrobić, to po pierwsze. Po drugie, czy coś się tutaj dzieje? Dzieje się. Kolejni ministrowie dając zielone światło mobilizują lokalnych polityków do tego, żeby z większą energią tej kwestii działać. Metropolia, Urząd Marszałkowski i Miasto Katowice zapowiedziały stworzenie spółki. Ta spółka ma być odpowiedzialna za dopilnowanie, by studium wykonalności zostało zrobione. W naszym interesie jest to, żeby to było zrobione najlepiej, jak się da, czyli żeby nikt nikogo nie popędzał. Więc tutaj nie możemy mieć noża na gardle, że do końca miesiąca będzie zlikwidowany poziom i albo bierzecie, albo nie. To musi być zrobione porządnie. To są zbyt poważne sprawy, żeby dało się tutaj improwizować.
To też pytanie, czy jesteś człowiekiem cierpliwym. Nie wiadomo ile to studium wykonalności zajmie. Jeśli zajmie kilka lat, to rzeczywistość może być już zupełnie inna.
To prawda, ale tu nie chodzi tylko o cierpliwość. Tu chodzi też o konkurencję. Jeden ze współpracowników podesłał mi informację, że Rumunia zapowiedziała budowę podobnego centrum. Tyle tylko, że w dawnej bazie wojskowej, czyli na powierzchni. To powoduje, że niektóre aspekty takiego naszego centrum byłyby dużo lepsze, ale to też sprawia, że jeżeli my będziemy się z tym ociągali, to za chwilę możemy obudzić się w rzeczywistości, w której Rumunia pewne rzeczy już ma. My owszem moglibyśmy mieć to trochę lepiej zrobione w kopalni, ale ktoś może zapytać, czy warto całe to centrum budować dla „trochę lepiej”. Tutaj jest więc kilka różnych wyścigów. Jeden wyścig - z czasem - dotyczy kwestii formalnoprawnych: jak i co w kopalni Wujek zahibernować przed likwidacją. To jedna rzecz. I tu jest znowu masa takich problemów, że jak otwieramy jakieś drzwi, to nagle się okazuje, że są kolejne. To jest kwestia tego, że na likwidacje są przeznaczone jakieś pieniądze, a one są rozpisane w harmonogramie. I jeżeli z tej likwidacji pewne rzeczy wyciągamy, to jak zmienić całą strukturę finansową? Jak to poprzesuwać? Czy to się da poprzesuwać? Nie wszystko, bo wygaszanie przemysłu wydobywczego w Polsce jest uzgodnione z Komisją Europejską. KE bardzo mocno patrzy na udzielanie pomocy publicznej. Czy nie uzna: chwila, nie możecie tego tak zrobić? Nie czuję się na siłach, żeby rozmawiać o szczegółach. Cytuję to, co słyszę na spotkaniach, w których biorę udział, że to nie jest takie proste. Ale wracając do Twojego poprzedniego pytania, to jest cały czas możliwe.
Dopuszczasz, że to studium wykonalności pokaże, że w kopalni można coś zrobić, ale dużo mniej niż byś chciał? Mniej niż by można pod kątem właśnie takiego centrum.
Ale ja już teraz wiem, że pewne rzeczy, które na wstępie założyłem mogą być zbyt skomplikowane. I mam na przykład na myśli kwestię wież swobodnego spadku, czy wież zrzutowych, o których bardzo mocno myślimy w kontekście szybów. I okazuje się, że na kopalni Wujek te szyby nie są optymalne. Dlatego, że są szybami starymi, są obudowane w środku cegłą. Tę cegłę trzeba by było pokryć albo stalą, albo betonem, albo czymś, co byłoby bardziej mniej pylące, mniej łuszczące się, mniej odpadające. Ja to teraz już wiem, a jeszcze nie ma studium wykonalności. Dlatego, że po napisaniu tego raportu cały czas uczestniczymy w różnych spotkaniach. Biorą w nich udział eksperci fundacji - m. in. Krzysztof Kurdyła, który jest analitykiem rynku kosmicznego. To cały czas proces zdobywania nowych informacji. Ale za to wiem, że w odległości 10-15 km od Wujka są przynajmniej dwa szyby, które można by do tego wykorzystać. To nie jest więc pytanie, czy da się wszystko z tego raportu stworzyć na kopalni Wujek. To jest raczej pytanie: jeżeli czegoś się nie da, to czy da się to stworzyć gdzieś obok? My nie mamy sytuacji, w której jest jedna kopalnia, a później długo, długo nic. My mamy zarówno sieć korytarzy, tych pokładów, jak i wiele różnych możliwości związanych chociażby z szybami.
Czyli rozumiem, że w tym wszystkim nie chodzi tylko o kopalnię Wujek?
Nie musi chodzić tylko o Wujek. Natomiast błędem byłoby rozpraszanie tego na całym Górnym Śląsku, bo jednym z atutów tego pomysłu i ogromnym potencjałem, jest to, że wszystko mamy w jednym miejscu. Czyli oszczędzamy czas, a więc i pieniądze firmom, które chciałyby korzystać z tej infrastruktury i nie muszą w związku z tym niczego przewozić czy podróżować. To są koszty, ale to także komplikacje, które mogą prowadzić np. do uszkodzenia jakichś elementów sprzętu. Czyli trzeba znaleźć złoty środek. Z jednej strony źle, gdyby to było mocno rozproszone. Z drugiej strony jeszcze gorzej, gdybyśmy na siłę coś robili w Wujku w sytuacji, gdy może się okazać, że 10 km dalej można to zrobić lepiej.