Być może określenie cudotwórca nie oddaje istoty rzeczy, niemniej w prawie beznadziejnej sytuacji GKS Katowice, któremu zapadł się fundament finansowy, praktycznie z niczego zbudował Pan bardzo ciekawy zespół, ogrywający potentatów.
Zacznę od tego, że po rundzie jesiennej przeprowadziłem w klubie dokładną analizę spraw szkoleniowych i organizacyjnych. Mój 20-stronicowy raport był początkiem nowej pracy i zmian w klubie. Następnie plan wyjścia z kryzysu w siedmiu punktach przedstawiłem szefom Gieksy. Oczywiście, przedstawiłem też plan szkoleniowy, który jest teraz ściśle realizowany. Tak więc przed sezonem wszystko miałem rozpisane na papierze, zaś życie pokazało, że udało się te zamierzenia przenieść na boisko. Przed wiosenną rundą nie wiadomo było nawet, czy zespół wystartuje, więc z dwóch planów, trzeba było wybrać ten drugi. Bardziej dostosowany do ograniczonych możliwości finansowych klubu. Mimo tragicznej sytuacji GKS do połowy marca, zawodnicy podjęli wyzwanie. Chłopcy pracowali fantastycznie, ponadto zmieniliśmy sposób gry, no i musiałem ich podbudować mentalnie. Długo z sobą rozmawialiśmy i to przyniosło oczekiwane efekty.
Wygrana z Widzewem Łódź, pewniakiem do awansu do ekstraklasy, zakrawa niemalże na cud. Jak tego dokonaliście?
Do każdego rywala staramy się podchodzić z dobrym planem taktycznym. Tak było również w meczu z Widzewem, w którym nie prowadziliśmy otwartego boju. Swoje braki chłopcy nadrabiali sercem i wielkim zaangażowaniem. Na tej bazie budowałem odpowiednią strategię gry. Zawodnicy robią postępy, mam dużą satysfakcję z ich entuzjazmu.
To nie jest Pańska pierwsza praca w klubie górniczym, wcześniej prowadził Pan Zagłębie Lubin, drużynę z branży miedziowej. Jakieś porównania?
Powiem krótko – wolę zdecydowanie zagłębie górnicze od miedziowego. Pracuję teraz w GKS Katowice i to jest klub z ogromnymi tradycjami, mocno wrośnięty w górnictwo. Zrobię wszystko, by wielkie osiągnięcia moich poprzedników nie zostały zmarnowane.
Ważną rolę w procesie restauracji „Gieksy” może odegrać Katowicki Holding Węglowy. Co Pan o tym sądzi?
Nie wnikam w sprawy organizacyjne, zaś swoją postawą staram się dać powody do zadowolenia potencjalnym sponsorom. Górnictwo wcześniej wydatnie pomagało temu klubowi i mam nadzieję, że nadal tak będzie. GKS to klub, który potrzebuje mocnych fundamentów i na nie ciągle czekamy. Prezes Jan Furtok z poświęceniem wykonuje swoje obowiązki, więc jestem optymistą. Na razie mogę się pochwalić, że osobiście znalazłem sponsora pomocniczego, który pomógł nam finansowo w trudnej sytuacji. Mój kolega, z którym spędzam rodzinnie imprezy sylwestrowe w Zakopanem, zgodził się przekazać klubowi określone środki i za to jestem mu wdzięczny. To biznesmen z branży pierwszej pomocy. Zajmuje się apteczkami samochodowymi.
Pierwsza pomoc, jak widać, okazała się skuteczna. Pacjent żyje i ma się całkiem dobrze.
Rzeczywiście, pierwsza pomoc przyniosła rezultaty, GKS ma się coraz lepiej i można z optymizmem spoglądać w przyszłość. Ale nie popadajmy w euforię, ogromna radość będzie w czerwcu, jak utrzymamy się w ekstraklasie. Wtedy też zapadną decyzje, co do mojej przyszłości. Jeszcze nie wiem, czy zostanę w Katowicach. O tym musimy porozmawiać. Konsekwentnie realizujemy nasz cel, jakim jest uniknięcie barażów, chcemy zająć bezpieczne miejsce w rozgrywkach.