Sośnica-Makoszowy: szorstkie współistnienie gminy i kopalni

Makoszowy AZ

fot: Anna Zych

Spółki węglowe muszą wydać w latach 2010 – 2015 ok. 15 mld zł na niezbędne inwestycje

fot: Anna Zych

Kopalnia Sośnica-Makoszowy prowadzi eksploatację w obrębie pięciu miast i gmin, acz w zasadniczej mierze, czyli w granicach 66–86 proc., żyje z wydobycia spod Gierałtowic. Z pracy w obu ruchach gliwicko-zabrzańskiego zakładu swoją indywidualną pomyślność buduje około 270 gierałtowiczan. Z tytułu samej opłaty eksploatacyjnej w zeszłym roku do budżetu tej tylko gminy wpłynęło z kopalni przeszło 2,6 mln zł. Całość lokalnych danin – według informacji skarbnika Gierałtowic Michała Kafanke – sięgnęła 3,5 mln zł.

 

Oczywiście, przy tak intensywnym wydobyciu nieuniknione są jego negatywne skutki na powierzchni. I tej prawdy nikt nie kwestionuje. Tym bardziej więc należałoby się spodziewać harmonijnego współistnienia kopalni z gminą. Tymczasem od lat ta koegzystencja jest nadzwyczaj - no, powiedzmy - szorstka.


Krzysztof Kiełbiowski, dyrektor Sośnicy-Makoszów, otwarcie przyznaje, że prowadzone pod Gierałtowicami wydobycie nie jest obojętne dla tego, co dzieje się na powierzchni. Powoduje szkody w plonach, w rozmaitych obiektach, a nade wszystko - wywołuje zaburzenia w sieci hydrotechnicznej. Tereny górnicze kopalni znajdują się otóż w zlewni rzeki Kłodnicy, z kilkoma tworzącymi ją potokami.


- Powinnością tego, kto wyrządził szkodę, jest jej naprawienie i nie wymigujemy się od takiej odpowiedzialności - deklaruje Kiełbiowski, akcentując, że tylko w ubiegłym roku na usuwanie związanych z ruchem zakładu górniczego szkód kopalnia przeznaczyła 12,8 mln zł.


Cenowa bariera


Natychmiast dodaje jednak, że właśnie naprawa sieci hydrotechnicznej – mimo że kopalnia ma na nią pieniądze i jest do niej przygotowana w warstwie projektowo-realizacyjnej – jest największym problemem i zgryzotą. Kłopot polega z grubsza na tym, że zanim kopalnia przystąpi do takiego zadania, musi wykupić przylegające do tych potoków grunty, czyli układać się o cenę z wieloma ich prywatnymi właścicielami. I ten cenowy rozziew wydaje się niemożliwy do przeskoczenia. Pozostawiając już na boku dużo skromniejszą wycenę rzeczoznawców, kopalnia – odwołując się do najświeższych sądowych wyroków w sporach odnoszących się do gruntów o podobnym charakterze – gotowa byłaby wykupić je po cenie 9 zł za m kw. Tymczasem część właścicieli dyktuje... aż 150 zł, czyli wartość nie do przełknięcia przez górniczy zakład. Ewentualne spełnienie tak wygórowanych roszczeń wiodłoby wprost do wizyt u prokuratora.


- Po wielu zabiegach udało się doprowadzić do realizacji zadania, polegającego na regulacji potoku Paniówka, połączonej ze stworzeniem powierzchni retencyjnej i przepompowni. Fiaskiem natomiast skończyły się dotychczasowe zabiegi o takąż konserwację i regulację koryta Potoku Chudowskiego. Chcemy to zrobić, ale zasadniczym problemem jest właśnie niemożność wykazania się dysponowaniem przyległych do niego gruntów. W grę ogółem wchodzą 4 hektary, do wykupienia około dwóch i cenowe potyczki z piątką właścicieli. To oni swoim - niemożliwym dla nas do spełnienia - cenowym dyktatem blokują całe przedsięwzięcie - zżyma się dyrektor Kiełbiowski.


Odrzucane plany


Ta gra interesów w relacjach Sośnicy-Makoszów z Gierałtowicami przebiega zresztą w wielu innych konfiguracjach i ma dużo więcej aktorów. Dla kopalni – nie wnikając głębiej w te niuanse – przede wszystkim oznacza jednak mnożenie barier w prowadzeniu eksploatacji. Jej wydobycie sięga rocznie około 3,5 mln t. W najlepszym okresie dochodziło do 6 mln t. Tymczasem wciąż wydawane przez gminę negatywne opinie do planów ruchu, w połączeniu z autostradą „nad głową” i aspiracjami do tworzenia w Przyszowicach na 73 ha tzw. Synergy Parku, czyli zespołu magazynów wysokiego składowania, zapowiadają zablokowanie wydobycia szacowanych na grubo ponad 40 mln t operatywnych zasobów węgla. Nietrudno więc wyliczyć, o ile lat żywotności kopalni idzie ta gra.


Ilustrując to szorstkie współistnienie, dyrektor Krzysztof Kiełbiowski przywołuje historię uruchamiania i wybierania ściany h50 w pokładzie 405/1 w gierałtowickiej parceli.


- Pierwotna opinia gminy – po dezaprobacie wiejskiego zebrania sołectwa Paniówki - była negatywna. Zmianę decyzji obwarowano uregulowaniem potoku Paniówka. Zabiegaliśmy o uruchomienie h50 z jednoczesnym przystąpieniem do regulacji. Odbyło się nowe zebranie, w trakcie którego przedstawiłem precyzyjny harmonogram, łączący postęp ściany z zaawansowaniem robót regulacyjnych. Wyłożyłem racje kopalni, wysłuchałem zarzutów pod jej adresem. Spośród 374 uprawnionych do głosowania mieszkańców niewielka większość wotujących opowiedziała się „za”, czyli po mojej myśli. Jednak nazajutrz gminna komisja górnictwa orzekła, że nie wyraża zgody. Na szczęście wójt uznał, że uchwała wiejskiego zebrania jest dla niego ważniejsza. Ściana jest wybierana i biegną roboty przy regulacji potoku. „Pięćdziesiątką” można by jednak jechać z dużo większym postępem. Wybieg ściany h47 został skrócony o połowę i została zlikwidowana. Także dla kolejnych ścian planujemy skrócone wybiegi, aby nie powodować negatywnego oddziaływania na cieki wodne, których nie potrafimy uregulować z powodu barier nie do przeskoczenia - narzeka dyrektor Kiełbiowski.


Wójt Gierałtowic Joachim Bargiel deklaruje wolę współpracy z kopalnią.


Tylko negocjacje


- Jestem za zrównoważonym rozwojem gminy w symbiozie z górnictwem. Zrównoważony rozwój i bezpieczeństwo gminy są możliwe jedynie poprzez zabezpieczenia przed powodzią i podtopieniami terenów depresyjnych gminy, które wystąpiły wskutek dokonanej eksploatacji górniczej. Występują tu jednak znaczne opóźnienia w realizacji kilku ważnych przedsięwzięć. Wyjątek stanowi I etap obwałowania rzeki Kłodnicy, będący w końcowym stadium realizacji. Chodzi głównie o zbiornik Sośnica I z nową przepompownią o zwiększonej wydajności oraz regulację potoku Chudowskiego. Negatywne opinie dotyczące eksploatacji nowych ścian są tego następstwem - twierdzi wójt.


Dalej wyjaśnia: - Opóźnienia wynikają między innymi z braku dysponowania terenem do przeprowadzenia wyżej wymienionych przedsięwzięć, co jest spowodowane dużą rozbieżnością cenową pomiędzy propozycjami Kompanii Węglowej a oczekiwaniami właścicieli. Gmina kilkukrotnie organizowała spotkania właścicieli z przedstawicielami Kompanii Węglowej. Jednak zaproponowana przez KW cena 10 złotych za metr kwadratowy znacznie odstępowała od proponowanej przez właścicieli 150 złotych za metr kwadratowy. Nabycie terenu pod tak strategiczne inwestycje wymaga prowadzenia negocjacji, które doprowadzą do zbliżenia cen proponowanych przez obie strony. Tam gdzie było to możliwe - czyli w przypadku potoku Paniówka - gmina pomogła Kompanii Węglowej w uzyskaniu prawa dysponowania terenem poprzez zamianę działek.


- Gmina nie posiada innych instrumentów prawnych. Również nowa ustawa o szczególnych zasadach przygotowania do realizacji inwestycji w zakresie budowli przeciwpowodziowych z dnia 8 lipca 2010 roku nie zmieniła podejścia do spraw dysponowania terenem dla realizacji zadań usuwania szkód poprzez remonty i regulacje - dodaje Joachim Bargiel.
 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zielonka: Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem

Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem - ocenił główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka. Jego zdaniem, polska gospodarka utknęła w fazie słabego wzrostu przy podwyższonej inflacji kosztowej.

Domański: Gospodarka w światowej czołówce wzrostu gospodarczego

Polska gospodarka pozostaje w światowej czołówce wzrostu gospodarczego; napędza go silny popyt krajowy - podkreślił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który w ten sposób skomentował dane GUS o 3,5-proc. wzroście polskiego PKB w I kwartale tego roku.

Rekordowe wypłaty! Ubezpieczyciele wypłacili 5,7 mld zł z OC i AC w I kwartale

W pierwszym kwartale 2026 r. zakłady ubezpieczeń wypłaciły niemal 5,7 mld zł odszkodowań z polis komunikacyjnych OC i AC, o 11,4 proc. więcej niż rok wcześniej - podał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Najwięcej szkód zgłaszano po zdarzeniach, do których dochodziło w poniedziałki.

Nie będzie referendów w Chorzowie i Będzinie. Za mało podpisów i uchybienia formalne

Prezydenci Chorzowa i Będzina mogą spać spokojnie. Komisarze wyborczy odrzucili wnioski o przeprowadzenie referendów w tych miastach. W Chorzowie referendum nie obędzie się z powodu zbyt małej liczny ważnych podpisów poparcia, a w Będzinie z powodu uchybień formalnych.