Śmierć dosięgła 20 górników. Nikt nie zapłacił za błędy. Pamiętamy o tej tragedii

18 września 2009 roku w kopalni Wujek – Ruch Śląsk w Rudzie Śląskiej doszło do katastrofy pod ziemią. Na skutek wybuchu metanu, śmierć poniosło 20 górników (12 osób na miejscu, 8 osób w szpitalach), a około 36 odniosło obrażenia. Pamiętamy o tej tragedii i tych, którzy zginęli.

fot: Maciej Dorosiński

Pomnik ku czci zmarłych górników

fot: Maciej Dorosiński

18 września 2009 roku w kopalni Wujek – Ruch Śląsk w Rudzie Śląskiej doszło do katastrofy pod ziemią. Na skutek wybuchu metanu, śmierć poniosło 20 górników (12 osób na miejscu, 8 osób w szpitalach), a około 36 odniosło obrażenia. Pamiętamy o tej tragedii i tych, którzy zginęli.

Pożar wybuchł około godziny 10.15 w wyrobisku, które znajduje się w pokładzie 409 na głębokości 1050 metrów. Spośród górników znajdujących się w rejonie wypadku na powierzchnię samodzielnie wydostało się 29. Kolejnych 9 ewakuowano w ramach akcji ratowniczej. Poszkodowani górnicy trafili do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich do szpitali w Sosnowcu, Rudzie Śląskiej, Katowicach-Ochojcu, Chorzowie oraz do Wschodniego Centrum Oparzeń w Łęcznej. W akcji ratunkowej uczestniczyło pięć śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Na miejsce katastrofy przyjechał wicepremier Grzegorz Schetyna. Prezydent Lech Kaczyński złożył kondolencje rodzinom ofiar, natomiast premier Donald Tusk przerwał swój pobyt za granicą i wieczorem przybył na miejsce zdarzenia.

Prezydent Lech Kaczyński ogłosił dwudniową żałobę narodową w dniach 21–22 września. Prezydent Rudy Śląskiej Andrzej Stania ogłosił siedmiodniową żałobę w mieście od dnia katastrofy.

Przypomnijmy ten tragiczny dzień: 

Czas: 18 września 2009 roku. Miejsce: Katowicki Holding Węglowy, kopalnia Wujek, ruch Śląsk, Ruda Śląska. 1050 m pod ziemią, rejon ściany 5 w pokładzie 409 Pole Panewnickie. IV kategoria zagrożenia metanowego, III stopień zagrożenia tąpaniami, klasa B zagrożenia wybuchem pyłu węglowego. W katastrofie górniczej i później w szpitalach śmierć poniosło 20 górników. 36 innych zostało w różnym stopniu poszkodowanych.

Na porannej zmianie od 6.30 pracował kombajn. W rejonie było 222 pracowników. Z tego 22 osoby w strefie zakazanej, zagrożonej tąpaniami. W innym miejscu zamiast dopuszczalnych trzech osób było pięć. Wentylacja działała wadliwie, a stan urządzeń był zły. Nie likwidowano na bieżąco chodników przyścianowych. Gromadził się w nich metan.

O 10.10 doszło do zwarcia, prawdopodobnie w przewodzie zasilającym urządzenie chłodnicze. Iskra wystarczyła, by gaz zapalił się i wybuchł. Dwunastu górników zabiły płomienie, temperatura 1000 st. C, podmuch i przemieszczająca się fala ciśnienia. Rannych zostało kilkadziesiąt osób. Ośmiu, mimo nadludzkich wysiłków lekarzy, zmarło później w szpitalach.

O 10.13 dyspozytor kopalni zaobserwował gwałtowny wzrost stężeń metanu, w niektórych miejscach aż do 22 proc. Niedługo potem do akcji ruszyły pierwsze zastępy ratowników. Najpierw kopalniane. Potem dojechały następne z Bytomia, Jaworzna i Zabrza.

Przypomnijmy ten tragiczny czas. W Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu odbywały się zawody. Zapowiadał się miły dzień.

- Tuż po 10 ktoś rzucił: "Kurcze, chyba coś się dzieje na Śląsku". Chwilę potem oficjalne wezwanie do akcji. Zebraliśmy sprzęt i niespełna trzy minuty później wsiadaliśmy do samochodu – opowiadał rok po katastrofie (red. Aldonie Minorczyk-Cichy, wtedy z Dziennika Zachodniego) Lucjan Nawrocki, ratownik od 20 lat.

Mówił, że jechał z duszą na ramieniu. Na Śląsku pracuje wielu jego przyjaciół. Przeczucie go nie myliło.

- Podjechaliśmy bezpośrednio pod szyb. Tam leżało dwóch poszkodowanych. W takiej sytuacji procedury mówią: ratować. Jeden z poszkodowanych dawał oznaki życia, ruszał się. Drugi nie żył. Z tyłu nie miał połowy głowy. Wiedzieliśmy, że reanimujemy trupa. Mimo to musieliśmy to robić do stwierdzenia zgonu przez lekarza - wspominał ratownik.

Lekarze jednak byli wtedy w innym miejscu. Zajmowali się wcześniej wywiezionymi na powierzchnię. Przy szybie zostali ratownicy przedmedyczni. Akcja reanimacyjna trwała około pół godziny. Do nieżyjącego górnika podchodzili koledzy. Krzyczeli: "Lucek, obudź się!"

Karetki jedna za drugą zabierały poszkodowanych. Do akcji ruszyło pięć śmigłowców.

Nawrocki zjechał ze swoimi ludźmi na dół. Mieli włączyć się do akcji ratowniczej. Ciągle brakowało jeszcze 9 osób, które pracowały w rejonie katastrofy. Szły po nich zastępy ratowników kopalnianych. Nie znalazły już nikogo żywego.

- Widziałem, jak ich wynosili. Jednego po drugim. W strasznym stanie. Był wśród nich mój przyjaciel Janusz. Nadsztygar, którego znałem ponad 10 lat. Przyjeżdżał do stacji na ćwiczenia. Fajny facet. Nie byliśmy przygotowani, żeby się tak szybko pożegnać. Miał niewiele ponad 40 lat - wspominał Nawrocki.

Jeden z ratowników, którzy wywozili zwłoki na powierzchnię, nie wytrzymał napięcia. Kiedy wychodził z kopalni, był po kilku głębszych.

- Przepraszam. Musiałem odreagować. Wywoziłem na górę poparzonego kolegę. Na rękach została mi jego skóra. Nie wiem, czy przeżyje - mówił.

W tym czasie ludzie Nawrockiego mieli ręce pełne roboty. Dostali zadanie: ułożyć linię chromatograficzną, by zbadać warunki atmosferyczne w miejscu wypadku i drugą - do pomiaru temperatury.

- Robiliśmy to do północy. Podchodziliśmy do rejonu katastrofy. Było widać, że doszło tam do potężnego wybuchu. Lutnia wentylacyjna była spalona. Został goły metal, szkielet. Tamy były powyginane. Ludzie nie mieli szans. Na końcu, tuż obok miejsca, gdzie doszło do wybuchu, wisiały aparaty. Nieużywane. Chłopy nawet ich nie zdążyły otworzyć. Ci, co byli dalej od miejsca wybuchu mieli je pootwierane. Próbowali uciec - opowiadał Nawrocki w rozmowie z DZ.

Adrenalina zrobiła swoje. Mieli zadanie do wykonania, więc się na nim skupili.

- W takich chwilach nie myśli się o zagrożeniu. O tym, że tam, gdzie się stoi, przed chwilą cierpieli i ginęli koledzy. Po prostu robi się swoje. Taki zawód. Nikt nas nie zmuszał, jak go wybieraliśmy - podkreślał ratownik.

Na koniec powiedział, że po powrocie do domu po raz pierwszy nie przytulił żony, nie był w stanie.

Śledczy prowadzący w tej sprawie odrębne postępowanie potwierdzili dużą część nieprawidłowości, za które odpowiedzialność przypisywano kilkudziesięciu osobom, nie znaleziono jednak dowodów, że to z ich winy doszło do tragedii. Śledztwo w sprawie katastrofy umorzono.

Ofiary katastrofy:

Zdzisław Batorski (lat 43)
Marek Bojsza (lat 37)
Janusz Cebula (lat 45)
Roman Cłapka (lat 40)
Roman Czarnecki (lat 48)
Marek Ćmiel (lat 43)
Zbigniew Garbacz (lat 48)
Cezary Goszczycki (lat 39)
Dariusz Grzegorzek (lat 40)
Michał Heince (lat 43)
Szymon Korzeniowski (lat 24)
Tomasz Kurek (lat 44)
Teodor Ledwoń (lat 45)
Lucjan Manjura (lat 40)
Jacek Nowakowski (lat 36)
Anastazy Podlaszewski (lat 38)
Sebastian Smyk (lat 30)
Adrian Świętek (lat 21)
Rafał Wcisło (lat 22)
Adam Wiśniowski (lat 38)

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Rozmowa netTG.pl - odcinek 66 - Zbigniew Gach | prezes Haldex. Jak wygląda dziś działalność spółki?

Zbigniew Gach, prezes Haldex, był gościem studia nettg.pl na Future Mining Expo. W rozmowie m.in. o przetwarzaniu odpadów towarzyszących produkcji węgla, rekultywacji hałd i terenów poprzemysłowych oraz o tym, jak firma zaplecza górniczego szuka dla siebie miejsca poza samym górnictwem.

Spotkanie o bezpieczeństwie i profilaktyce w kopalni LW Bogdanka

17 września w siedzibie zakładu górniczego Lubelski Węgiel Bogdanka odbyło się spotkanie dyrektora Okręgowego Urzędu Górniczego w Lublinie z kierownictwem kopalni, kierownikami działów górniczych oraz pracownikami służb BHP podmiotów wykonujących w zakresie swojej działalności zawodowej powierzone im czynności w ruchu zakładu górniczego.

Rozmowa o fedrowaniu pod Rudą Śląską i likwidacji kopalni Bielszowice

W siedzibie Urzędu Miasta Ruda Śląska odbyło się 40. posiedzenie zespołu porozumiewawczego ds. okresowej oceny eksploatacji górniczej pod terenami miasta. Rozmawiano tez o likwidacji kopalni Bielszowice.

WUG o nowych zasadach monitorowania emisji metanu

W Krynicy-Zdroju odbyła się 14. Międzynarodowa Konferencja Naukowo-Techniczna GEOPETROL 2026. Jednym z tematów spotkania były nowe kompetencje prezesa Wyższego Urzędu Górniczego związane z monitorowaniem emisji metanu w sektorze energetycznym.