Smaruje farbą jak masłem

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Więcej prac Tomasza Benisiewicza można obejrzeć w internecie: facebook.com/benisiewicz

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Jest coś takiego jak stereotyp górnika-malarza - przyznaje 51-letni Tomasz Benisiewicz, pracownik kopalni Wieczorek, którego mieszkanie w Katowicach-Szopienicach ozdabiają namalowane przez niego obrazy. Jak jednak sam podkreśla - nie jest górnikiem, ale maszynowcem, a dokładniej głównym mechanikiem szybowym.

- Choć właściwie formalnie takiego stanowiska w kopalni nie ma, a ja jestem zastępcą kierownika działu energomaszynowego - doprecyzowuje.

Jego praca w Wieczorku, z którym zawodowo jest związany od 25 lat, polega na zawiadywaniu całością czynności związanych z obsługą górniczych urządzeń wyciągowych oraz urządzeń podstawowych, czyli głównego odwadniania i stacją wentylatorów głównych. Po pracy Tomasz Benisiewicz oddaje się jednak zupełnie innym zajęciom, uciekając w świat pejzaży.

Specyficzna technika
- Maluję od ładnych paru lat, choć zacząłem już w dorosłym życiu. Jestem związany ze społecznością lokalną, bo tu, w Szopienicach, rokrocznie odbywają się konkursy plastyczne im. Pawła Wróbla – jednego z ojców założycieli Grupy Janowskiej. Startuję w tych konkursach. Dostałem nawet parę wyróżnień, ale jest to rzecz, którą robię okazjonalnie. Maluję stosunkowo niewiele, bo pochłania mnie praca. Czasu jest mało - wyjaśnia artysta.

- Jeśli chodzi o samo malowanie, to mam takiego mistrza, na którego obrazach uczyłem się malować. To Henryk Włoch, malarz z Katowic. Mieliśmy okazję się poznać. Co tu ukrywać – trochę mnie inspiruje, przejąłem jego rodzaj techniki - dodaje.

I właśnie technika w przypadku prac Tomasza Benisiewicza jest sprawą kluczową. Obrazy powstają nieco inaczej niż zazwyczaj.

- Jest to o tyle specyficzne, że nie używa się pędzli tylko szpachli. Farbę rozsmarowuje się na obrazie niczym masło nożem. Dlatego te obrazy są takie troszeczkę trójwymiarowe. Maluje się to wszystko naraz. Cały obraz powstaje w ciągu jednej sesji, która trwa parę godzin, choć zdarzało mi się np. malować obraz na zamówienie, który pochłonął cały dzień. Powstał na półkolu o średnicy 2,5 m. Musiałem to zrobić za jednym podejściem, by nie zaschła farba - wspomina.

Co możemy zobaczyć na pracach?
- Kiedyś zdarzało mi się iść ze sztalugą w plener i malować. Nie chodzi jednak o to, by wiernie odtwarzać rzeczywistość, bo w tym celu lepiej byłoby zrobić zdjęcie - wyjaśnia. I właśnie zdjęcia – wykonane również przez malarza, stają się dziś podstawą do stworzenia prawie każdego jego obrazu. Na ścianach mieszkania w Szopienicach możemy więc zobaczyć Wesołą, Nikiszowiec, wspomniane Szopienice, ale też np. Kraków. A co z pozostałymi pracami?

- Sporo leżakuje w domu, ale część znajduje nabywców. Jestem związany z galerią Ars Catholica w Katowicach, gdzie czasem coś się sprzedaje. Oczywiście rozprowadzam je też wśród znajomych - wyjaśnia malarz, który zaprasza na swój facebookowy fanpage: facebook.com/benisiewicz.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

„Górnicy rzewnie płakali na kolędzie”. Poruszające słowa proboszcza z Bielszowic przed zamknięciem kopalni

Już 30 czerwca ruch Bielszowice KWK Ruda w Rudzie Śląskiej oficjalnie zakończy wydobycie, co dla lokalnej społeczności oznacza niewątpliwie koniec pewnej epoki. O łzach górników podczas kolędy, strachu małych przedsiębiorców o przetrwanie oraz pożegnalnej mszy świętej rozmawiamy z ks. Mariuszem Obałką, proboszczem bielszowickiej parafii.

Błoto, pot i adrenalina, czyli biegiem po hałdzie - SRK & RUNMAGEDDON

84 lata - tyle wyniosła różnica wieku między najmłodszym i najstarszym uczestnikiem tegorocznej edycji SRK & RUNMAGEDDON Katowice Hałda Kostuchna. Na trasie błoto, pot i adrenalina. Na mecie - triumf z wytrwałości i radość z pokonania własnych słabości. Z wyjątkowym pogórniczym terenem zmierzyło się blisko cztery tysiące osób.

Moda zeszła w podziemia kopalni. Zobacz wyjątkową sesję

Od lat Kopalnia Soli „Wieliczka" pozostaje miejscem wyjątkowych wydarzeń artystycznych, kulturalnych i prestiżowych przedsięwzięć, które zachwycają rozmachem oraz niepowtarzalną atmosferą solnych podziemi. Monumentalne komory podziemne kaplice i surowe piękno od lat inspiruje twórców z całego świata, stając się przestrzenią dla projektów łączących sztukę, historię i nowoczesność.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.