Śląsk (na razie) nad wodą

fot: Maciej Dorosiński

- To nie jest tak, że każda kopalnia jest odrębnym organizmem górniczym i nic nas wokół już nie interesuje. GZW to cała sieć wyrobisk górniczych, które łączą jedną kopalnie z drugą. Dlatego nie możemy sobie w dowolny sposób, czy kiedy chcemy wyłączyć odwadniania - podkreśla prof. Przemysław Bukowski

fot: Maciej Dorosiński

Roczne odwadnianie nieczynnych wyrobisk kopalń kosztuje ponad 200 mln zł wykazała Najwyższa Izba Kontroli. W raporcie, o którym pisaliśmy w poprzednim wydaniu Trybuny Górniczej, stwierdzono także, że organizacja i sposób prowadzenia tych działań utrudnia ograniczenie kosztów. Czy na odwadnianiu kopalń można zatem zaoszczędzić, a może możliwe jest całkowite wyłączenie pomp? Co groziłoby by wówczas Górnośląskiemu Zagłębiu Węglowemu? Czy byłoby pojezierzem lub Wenecją na dużo większą skalę

Jak jeden organizm
Kopalnie odwadnia się głównie w celu zminimalizowania zagrożenia wodnego w wyrobiskach. Ale jak przekonuje prof. Przemysław Bukowski, kierownik Pracowni Hydrogeologii Górniczej i Środowiskowej w Zakładzie Geologii i Geofizyki Głównego Instytutu Górnictwa, to nie do końca wyczerpuje temat.

- Odwadnianie musi być prowadzone również z uwagi na ograniczenie zagrożenia powszechnego, które może wystąpić wraz ze wzniosem zwierciadła wody w wyrobiskach. Mówimy tutaj o zagrożeniach ze strony samej wody, jak również o innych zagrożeniach np. ze strony gazów kopalnianych wypychanych przez zwierciadło wody ku powierzchni. W ten sposób chroni się nie tylko kopalnie, ale także powierzchnię i warunki naszego bytowania. Na Śląsku dobrze znany jest temat zapadlisk. Niestety woda jest jednym z czynników powodującym wzrost tego zagrożenia. Dlatego przy pełnym zatopieniu kopalń powstaje ryzyko wystąpienia podtopień i powstania zalewisk na powierzchni terenu, a także zagrożenie dla wód w płytko występujących poziomach wodonośnych szczątkowo jeszcze wykorzystywanych dla zaopatrzenia ludności lub do celów gospodarczych - stwierdza ekspert.

Prof. Bukowski podkreśla, że w Górnośląskim Zagłębiu Węglowym mamy do czynienia z zespołem kopalń połączonych i choćby dlatego w Zagłębiu Dąbrowskim, do czasu zlikwidowania ostatniej czynnej kopalni - Kazimierz Juliusz i wyprowadzenia załóg z wyrobisk górniczych konieczne jest odwadnianie.

Jednocześnie zaznacza, że poprawie bezpieczeństwa górniczego i publicznego, planowaniu zmian w systemach odwadniania kopalń, które mogłyby obniżyć koszty odwadniania, nie służy oddzielne traktowanie przez przepisy Prawa geologicznego i górniczego odwadniania kopalń czynnych i zlikwidowanych.

- To nie jest tak, że każda kopalnia jest odrębnym organizmem górniczym i nic nas wokół już nie interesuje. GZW to cała sieć wyrobisk górniczych, które łączą jedną kopalnie z drugą. Dlatego nie możemy sobie w dowolny sposób, czy kiedy chcemy wyłączyć odwadniania. Żeby to zrobić w kopalniach zlikwidowanych trzeba najpierw odpowiednio się przygotować. Takie działania muszą poprzedzić badania i ocena tych właśnie połączeń, prawdopodobieństwa wystąpienia przepływów i zagrożeń. Dopiero po tym można stwierdzić, w jaki sposób można dokonać zmian w kreowaniu warunków przepływów tych wód, aby można było część systemów odwadniania wyłączyć, ograniczyć lub uprościć. Te działania pociągają za sobą określone i na ogół niemałe koszty.

Część zakryta, część odkryta
Profesor przypomina, że już w latach 80-tych ubiegłego wieku podnoszono temat wyłączenia odpompowywania i konsekwencji, jakie może to wywołać. Wówczas też pojawiło się pytanie czy GZW może stać się Pojezierzem Górnośląskim.

- Po wyłączeniu odwadniania wodą wypełnią się wyrobiska górnicze i inne przestrzenie, które w powstały w kopalniach. W uproszczeniu mówiąc woda będzie pochodzić m.in. z opadów atmosferycznych wnikających do górotworu i warstw wodonośnych, a następnie będzie się spiętrzać. Oczywiście ten proces jest długotrwały, ale w zależności od przebiegu procesu zatapiania wyrobisk górniczych może w różnym stopniu wpływać na życie ludzi na takich terenach. Im bliżej powierzchni terenu znajdzie się woda, to będziemy mieli do czynienia z coraz bardziej rozległymi zbiornikami wody w zatapianej kopalni i z nasycaniem się skał i pustek w górotworze wodą w strefach położonych coraz bliżej powierzchni terenu. Należy zaznaczyć, że woda wpływa na zmniejszanie się wytrzymałości skał, co może mieć poważne skutki dla terenów przewidywanych do zagospodarowania, a co gorsza dla terenów już zagospodarowanych - wyjaśnia ekspert, który wyjaśnia także specyficzną budowę geologiczną GZW.

- Zagrożenie dla powierzchni i podtopienia m.in. zależą od ułożenia,wykształcenia i właściwości warstw skalnych budujących złoże i tzw. nakład utworów karbońskich. Wszystko zależy od tego jak szczelny jest ten nakład i czy kopalnia położona jest w tzw. hydrogeologicznie zakrytej, czy może odkrytej części GZW. Północno-wschodnia część Zagłębia to część odkryta. Następuje tam bardzo łatwe i szybkie zasilanie w wodę wyrobisk górniczych. Tu woda może się stosunkowo szybko spiętrzyć. W tym rejonie znajdują się m.in. nieczynne już kopalnie zagłębiowskie. Ze względu na ochronę do niedawna czynnej kopalni Kazimierz Juliusz, ale także pośrednio z uwagi na ochronę powierzchni, prowadzone jest w nich cały czas odwadnianie. Takie działania były prowadzone np. w byłej kopalni Maria w Grodźcu do lat 80. XX wieku. Po likwidacji odwadniania tej kopalni, spiętrzyła się w niej woda i zaobserwowano na jej obszarze zarówno zjawiska zapadliskowe, jak i podtapianie terenu. Można powiedzieć, że zjawiska te ujawniły się w skali mini - opowiada profesor, który dodaje, że w dużo korzystniejszej sytuacji są kopalnie z rejonu jastrzębsko-rybnickiego.

- Tam kopalnie położone są w tzw. hydrogeologicznie zakrytej części GZW. Izolację od wyrobisk kopalni stanowi tam nawet do kilkuset metrów iłów mioceńskich, które chronią kopalnie przed przenikaniem wody, a kiedyś będą chronić powierzchnię przed zbiornikami wody w zatapianych wyrobiskach górniczych. Nie oznacza to jednak, że woda nie zagraża tym terenom. Problem tkwi we wpływach eksploatacji, które powodują, że to powierzchnia terenu wymaga prowadzenia ocen zagrożenia zawodnieniem i odwodnienia - wyjaśnia ekspert, który dodaje, że w jego opinii wiele obszarów w GZW będzie musiało być w różny sposób odwadniane nawet po zakończeniu eksploatacji górniczej.

- Oczywiście będzie to funkcjonować w innym układzie niż obecnie. Myślę, że będzie to tzw. odwadnianie dedykowane, czyli jeśli dany obszar będzie zagrożony to na nim będzie się prowadzić działania mające na celu obniżenie lustra wody w wyrobiskach górniczych i mające na celu zabezpieczenie powierzchni - mówi Bukowski, który podkreśla, że Śląsk z tym problemem nie może zostać sam.

- W moim przekonaniu ciężar odwadniania nie może być w pełni przerzucony na kopalnie czynne. Nie tylko one czerpały i czerpią z niego korzyść a także bardzo trudno jest w obecnych realiach oszacować jakiego rzędu będą to koszty. Te kopalnie, w obecnej sytuacji ekonomicznej, muszą przede wszystkim zabezpieczyć swój byt jako przedsiębiorstwa i funkcjonować w sposób zrównoważony - uważa naukowiec, który podkreśla, że póki będzie prowadzone odwadnianie Śląsk nie stanie się Wenecją.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.