Skończył z piłką raz na zawsze

Rozmowa z Jerzym Gorgoniem, byłym piłkarzem Górnika Zabrze i reprezentacji Polski

W zeszłym roku swoje 60-lecie świętował Górnik Zabrze, teraz przyszedł czas na benefis Jerzego Gorgonia. Jak widać, Pańskie życie toczy się wokół zabrzańskiego klubu, którego nadal jest Pan żywą legendą.

- Bardzo się cieszę, że w najbliższą sobotę będę mógł świętować swoje urodziny z bliskimi mi osobami w Zabrzu. Będzie czas, by spotkać się rodziną i przyjaciółmi, a także dawnymi kibicami, którzy nadal o mnie pamiętają. I za tę pamięć jestem im bardzo wdzięczny. Moje urodziny będę świętował w radosnej atmosferze. Szkoda, że mój dawny klub nie ma zbyt wielu powodów do radości.

No właśnie, jakie perspektywy rysują się przed zabrzańskim klubem, który na swoje 60-lecie wypadł z ekstraklasy?

- Nie chciałbym się szeroko rozwodzić na temat sytuacji Górnika, analizować tego, co się wydarzyło na boisku. Zabrzańskiemu klubowi, w którym przeżyłem najlepsze lata mojej kariery, życzę jak najlepiej, a przede wszystkim błyskawicznego powrotu do ekstraklasy. To co się stało, to już historia i należy szybko się pozbierać, by nie myśleć o przeszłości. Wierzę, że po tej wpadce Górnik będzie silniejszy i w efektownym stylu wróci do grona najlepszych zespołów w kraju.

Pan znalazł się w identycznej sytuacji 31 lat temu, gdy Górnik po raz pierwszy w swojej historii przeżył gorycz spadku do drugiej ligi. To wspomnienie ciągle boli?

- I to jak bardzo! Do dzisiaj nie wiem, jak to się mogło stać. Tamta wpadka mocno nas zahartowała i mam nadzieję, że moi następcy wezmą sobie do serca całą sytuację i nie zawiodą kibiców. Myśmy po roku, bez żadnych problemów wrócili do ekstraklasy. Wierzę, że teraz będzie identyczny scenariusz. Za dobrze życzę Górnikowi, bym mógł inaczej myśleć.

Jerzy Gorgoń zaszył się w Szwajcarii, kompletnie wyłączając się z życia sportowego. Co aktualnie pan porabia i dlaczego tak rzadko odwiedza rodzinne strony?

- Po wyjeździe do Szwajcarii grałem przez kilka lat w Sankt Gallen, ale nie zdecydowałem się później na karierę trenerską. Po 17 latach wyczynowej kariery zdecydowałem, że już nigdy nie zagram w piłkę. Nie gram nawet w meczach oldbojów. Dla przyjemności grałem w tenisa ziemnego, ale i to już porzuciłem. Niedługo kończę pracę w koncernie handlowym koło Sankt Gallen, gdzie zatrudniono mnie w charakterze osoby rozprowadzającej towary. Powoli wybieram się na zasłużoną emeryturę. Mam teraz więcej czasu dla żony i syna. W zeszłym roku, gdy zaproszono mnie na jubileusz Sparty Zabrze, mojego pierwszego klubu, przyjechałem do Polski właśnie z małżonką i synem. Marek skończył uniwersytet w Sankt Gallen i jest analitykiem finansowym. Amerykańska firma, w której pracuje, przysłała go na dwa lata do Warszawy. Na Śląsku jestem bardzo rzadko, w Zabrzu-Mikulczycach została tylko moja ciocia.

Pańscy koledzy z boiska zostali jednak w swojej branży, robiąc kariery trenerskie. Nie chciał pan zostać szkoleniowcem?

- Trenerskie życie na walizkach absolutnie mnie nie interesowało. Po zakończeniu kariery zawodniczej trochę trenowałem młodzież w Sankt Gallen i okolicy. Mnie nigdy nie ciągnęło na trenerską ławkę, za dużo w tej pracy stresów i niepewności, by się w nią angażować. To nie jest robota dla mnie.

„Sześćdziesiątka” na karku to idealny wiek, by pokusić się o bilans zysków i strat. Nie żałuje pan czasem, że nie osiągnął więcej na boisku?

- Niczego w życiu nie żałuję. Jestem zadowolony z tego co osiągnąłem. Grałem do 35 roku życia i zdobyłem złoty i srebrny medal olimpijski, zająłem trzecie miejsce na mistrzostwach świata. No i te mistrzostwa Polski oraz Puchary Polski z Górnikiem. To chyba niezły bilans?

Jerzy Gorgoń, urodzony 18 lipca 1949 r. w Zabrzu. Wychowanek MGKS Mikulczyce (obecna Sparta Zabrze), przez 13 lat występował w Górniku Zabrze (220 gier ligowych, 18 goli), by na koniec kariery zagrać w lidze szwajcarskiej. Z Górnikiem zdobył dwa tytuły mistrza i pięć Pucharów Polski. Miał swój udział w wielkich sukcesach reprezentacji Polski kierowanej przez Kazimierza Górskiego. W ogromnym stopniu zapracował na „złoto” olimpijskie w Monachium i srebrny medal w Montrealu. Był także czołową postacią biało-czerwonych na pamiętnych mistrzostwach świata w RFN, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Emigranci za chlebem. Niezwykłe losy polskich górników we francuskich kopalniach

Trudno dzisiaj oszacować, ilu Ślązaków i Zagłębiaków wyjechało przed drugą wojną światową do pracy we Francji. Ich ciekawe historie warte są zachowania.

Letnie święto na Nikiszu. Odpust u Babci Anny

Tegoroczny Jarmark u Babci Anny odbędzie się w niedzielę, 26 lipca. Jak zwykle będzie towarzyszył odpustowi w parafii św. Anny w katowickim Nikiszowcu.

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.

Carbotech w Łaźni Moszczenica. Elektroniczne brzmienia w industrialnej przestrzeni

Jastrzębie-Zdrój zyska nowe wydarzenie na kulturalnej mapie miasta. W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., w Łaźni Moszczenica odbędzie się pierwsza edycja Carbotech — imprezy łączącej surową, pokopalnianą przestrzeń z muzyką elektroniczną.