Skoczek ma pełną swobodę wykonywania różnego rodzaju ewolucji, od salt po figury, a nawet tańce

fot: ARC

Marcin Chrzanowski z ruchu Halemba kopalni Ruda szybuje w przestworzach w ramach projektu „Dream Walker – w 80 skoków dookoła świata”. Na zdjęciu: skok z 80-metrowego gmachu Wydziału Nauk o Ziemi UŚ w Sosnowcu

fot: ARC

Marcin Chrzanowski to pierwszy polski górnik, który postanowił rzucić się na głowę z klifu Kjerag, wzniesienia położonego w Norwegii nad Lysefjordem. Szybował w dół dokładnie 424,8 m. To był jego najdłuższy swobodny lot w życiu. Ratownik z rudzkiej Halemby od kilku lat skacze na linie techniką dream jump. To dopiero jest adrenalina. Skoki na bungee to przy tym dziecinada. Liczy się bowiem długość swobodnego lotu. A ta w technice dream jump nie ma sobie na razie równych – potwierdzają miłośnicy tej dyscypliny.

Dream jump to opatentowana technika oddawania skoków z wysokości, z wykorzystaniem układu asekuracyjnego wykonanego z lin dynamicznych i tzw. bloczka. Uprząż znajduje się na wysokości klatki piersiowej skoczka, łącząc część biodrową z piersiową. Właśnie dzięki zastosowanemu układowi rozwieszenia lin możliwe jest maksymalne wydłużenie swobodnego spadania, nawet do 90 proc. wysokości obiektu, z którego oddawany jest skok. Musi być on oddany głową w dół – jest to podstawowy warunek poprawnego i bezpiecznego lotu. Poza tym długi, swobodny lot daje skoczkowi nieskończone możliwości wykonywania akrobacji powietrznych – salt lub gwiazd. Możliwe są również skoki wieloosobowe lub z różnego rodzaju przedmiotami.

W przypadku bungee długość swobodnego lotu nie przekracza zwykle 50 proc. wysokości obiektu. Co istotne, charakterystyczne silne szarpnięcie w momencie wyhamowania podczas skoku na bungee jest nieodczuwalne w przypadku techniki dream jump. A zatem skoczek nie nadwyręża zbytnio swego kręgosłupa. To dobra wiadomość dla tych, którzy mają z nim problemy i kochają adrenalinę. Komfort skoku też ma znaczenie.

– Na przykład w przypadku skoku oddanego z wysokości 60 m swobodny lot ma długość 40 m, zaś hamowanie zamyka się w 10 m. Zapas bezpieczeństwa wynosi 10 m nad ziemią. W bungee taki sam skok z wysokości 60 m, ma tylko 25 m swobodnego lotu, hamowanie to również 25 m przy zapasie bezpieczeństwa wynoszącym 10 m nad ziemią – porównuje Marcin Chrzanowski.

W Polsce mamy pięć obiektów, z których można oddawać skoki w technice dream jump. Są to sosnowiecka „Żyleta”, komin w Kostrzycy koło Karpacza, czyli wysoki na 100 m Giant Tower, stadion we Wrocławiu przy alei Śląskiej, Dream Tower w Głogowie i wreszcie Big Tower w Szczecinie, najwyższy na świecie punkt do wykonywania skoków dream jump. Ten 252-metrowy olbrzym to pamiątka po opuszczonej fabryce.

– Skok z tego ostatniego obiektu graniczy z szaleństwem. Skoczek ma pełną swobodę wykonywania różnego rodzaju ewolucji, od salt po figury, a nawet powietrzne tańce. Tam też trenowałem. A poza tym sporo czasu spędziłem w tunelu aerodynamicznym – opowiada ratownik z Halemby, uczestnik projektu „Dream Walker – w 80 skoków dookoła świata”. Zakłada on wykonywanie skoków na linach z najwyższych klifów i budowli na świecie.

Skok z klifu Kjerag, góry położonej w Norwegii nad fiordem Lysefjorden, z pewnością najdłużej zapadnie mu w pamięci.

– Mieszkaliśmy trzy dni wraz z szesnastoosobową grupą zapaleńców z różnych stron świata pod namiotami na ponad 900 m wzniesieniu, na terenie miejscowego parku narodowego. Wokół przepaść i niesamowite widoki. Jakiś czas czekaliśmy na dobrą, w miarę bezwietrzną pogodę. Podmuchy silniejszego wiatru, wiadomo, znoszą skoczka, a to nie służy jego bezpieczeństwu. Kilka razy trzeba było zejść z platformy, ale w końcu zapięli mnie w uprząż linową i padła komenda do skoku. Zamknąłem oczy i poszybowałem w dół niczym ptak. Nawet zapomniałem o tym, że przecież mam lęk wysokości. Dla mnie stanie nad przepaścią, przed skokiem, to są właśnie te największe emocje, że dech w piersiach zapiera – śmieje się Marcin.

To był najdłuższy swobodny lot skoczka z Halemby. Z wysokości 980 m liczył sobie 424,8 m.

– To jest doświadczenie, które trudno opisać słowami. Trzeba skoczyć, żeby odczuć na własnej skórze. Adrenalina jest niesamowita. Przez większość trwania lotu miałem otwarte oczy, bo wcześniej wolałem frunąć z zamkniętymi, i może tak już zostanie na przyszłość – wspomina.

Twórca dream jumpu, Tomasz Zieliński, pierwszy skok oddał w 1997 r. w Głogowie i to właśnie on kierował wyprawą na klif Kjerag. Pierwszy skok oddał Hiszpan Carlos Torija, za nim poszybowała cała reszta ekipy. Tym samym drużyna zamknęła zawody nowym rekordem świata w skokach techniką dream jump.

Norwegia była kolejnym przystankiem w ramach projektu „Dream Walker – w 80 skoków dookoła świata” po Francji, Hiszpanii, Norwegii, Grecji i Emiratach Arabskich.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Biowęgiel i wodór z odpadów to przyszłość energetyki

Odpady komunalne, a szczególne ich wysokoenergetyczna frakcja - RDF, uważane są za potencjalny surowiec do procesu zgazowania ukierunkowanego na wytwarzanie gazu o wysokiej zawartości wodoru.

Otwarcie wystawy „Nasza kopalnia” w Będzinie. Historia KWK Grodziec ocalała od zapomnienia

10 października 2026 r. w Będzinie-Grodźcu zostanie otwarta stała wystawa „Nasza kopalnia”, w całości poświęcona historii nieistniejącej już Kopalni Węgla Kamiennego Grodziec. Ekspozycja, przygotowana w Izbie Tradycji Górniczych Stowarzyszenia Gwarków Zagłębia (SGZ), powstała dzięki zaangażowaniu byłych górników i mieszkańców, którzy udostępnili prywatne pamiątki – mundury, fotografie, dokumenty i przedmioty codziennego użytku z czasów, gdy kopalnia tętniła życiem.

Dzieci sadziły krokusy w Parku św. Kingi. Wydarzenie zorganizowała kopalnia

Dzieci z wielickich szkół podstawowych zasadziły krokusy w Parku św. Kingi. Prawie 3 tysiące cebulek zniknęło w ziemi w ekspresowym tempie. Najmłodsi wieliczanie nie tylko doskonale bawili się podczas ogrodniczego zadania, ale też zdobywali praktyczną wiedzę o roślinach. Wydarzenie zorganizowała Kopalnia Soli Wieliczka.

Ajnfarty, familoki i zwykła codzienność. Śląsk bez filtra na zdjęciach Rudzianina

Nie ma tu wygładzonych kadrów z zachodem słońca w tle ani odnowionych elewacji z folderów turystycznych. Rudzianin Łukasz Pendro spaceruje po Śląsku z aparatem i rejestruje to, co większość z nas po prostu mija w drodze do pracy. Bez ulepszania, bez filtrów i bez udawania, że jest inaczej, niż jest.