Setki ludzi czuwają w kopalniach przez święta
fot: Jarosław Galusek
Kopalni nie da się zamknąć na święta. Krzysztof Kiliński, kierownik dyspozytorni na „Wujku”, będzie dyżurował w Sylwestra, Bogdan Kobyłka (na drugim planie) idzie do pracy w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia
fot: Jarosław Galusek
Lekarze, policjanci, strażacy – wiedza o tym, że przedstawiciele tych zawodów czuwają w czasie świąt nad naszym bezpieczeństwem i zdrowiem jest powszechna. Rzadziej pamięta się o pracownikach przemysłu, w tym górnictwa, pracujących w ruchu ciągłym.
Kopalnia jest żywym organizmem. Choć w dni wolne węgiel nie wyjeżdża z dołu, ktoś musi czuwać nad tym, czy górotwór nie zrobi jakiejś przykrej niespodzianki. Tąpnięcie, pożar endogeniczny, wypływ metanu – wzywają na posterunki dziesiątki, a czasem setki ludzi. Nawet, gdy na krótki czas zatrzymane jest wydobycie, zakładu górniczego nie można po prostu zamknąć na klucz i pójść do domu.
Ciągły dyżur pełnią między innymi dyspozytorzy. – Dyspozytor musi być przez cały czas uważny. To, że w jednej chwili jest spokojnie, nie znaczy, że za moment nie wydarzy się coś niespodziewanego – uważa Marian Morawiec, dyspozytor z kopalni „Zofiówka”.
Identycznie jak w dni powszednie pracują ratownicy. Na posterunku pozostają pracownicy zajmujący się pompowaniem wód dołowych, konserwacją maszyn i urządzeń, sztygarzy zmianowi. Jak wyjaśnia Roman Walter, dyrektor kopalni „Sośnica-Makoszowy”, w trakcie świąt pracuje ósma część załogi dołowej.