Selekcjoner lubi Śląsk

Majewski ARC

fot: ARC

fot: ARC

Rozmowa ze Stefanem Majewskim, trenerem reprezentacji Polski w piłce nożnej

Czy wierzy Pan jeszcze w to, że nasza reprezentacja pojedzie na mundial do RPA?
Szanse na zajęcie drugiego miejsca w grupie i ewentualny baraż są czysto teoretyczne i nie wszystko leży w nogach biało-czerwonych. Gdyby jednak stał się piłkarski cud, pańskie szanse na stałą posadę znacznie by wzrosły.

- Ja ciągle wierzę w korzystny dla nas rozwój sytuacji w grupie. Gdyby było inaczej, nie podejmowałbym się ryzykownego zadania prowadzenia reprezentacji Polski w dwóch meczach. Skoro jest teoretyczna możliwość zajęcia drugiej lokaty, to jest i praktyczna. Ale najpierw wygrajmy z Czechami, a później zobaczymy, czy mamy jeszcze jakiekolwiek szanse. Jak wszyscy wiemy, nie wystarczy wygrać z Czechami, a potem ze Słowacją, muszą jeszcze paść korzystne dla Polski wyniki w innych spotkaniach. Tak więc na razie nie zawracajmy sobie głowy tego typu rozważaniami.

A po Czechach mamy kończące eliminacje spotkanie ze Słowakami na Stadionie Śląskim. Czy jest Pan zadowolony z faktu, że przed własną publicznością zadebiutuje Pan w Chorzowie?

- Jak najbardziej, przecież na Śląsku mamy wspaniałą publiczność, która wielokrotnie pomogła biało-czerwonym. Na tym stadionie zawsze był wspaniały doping i mam nadzieję, że tak będzie również przy okazji meczu ze Słowacją. Jestem przekonany, że stadion zostanie wypełniony w całości, zaś mój zespół zrewanżuje się kibicom zwycięstwem. Żałuję, że nie mogłem być osobiście na Stadionie Śląskim, gdy graliśmy ostatnio z Irlandią Północną. Nie chodzi mi o grę Polaków, ale wspaniałą atmosferę na trybunach. Akurat wtedy miałem z reprezentacją U-20 zgrupowanie przed meczem z Walią. A co do debiutów, to mam do nich szczęście. W 1978 roku, jako gracz Zawiszy Bydgoszcz, debiutowałem w reprezentacji Polski prowadzonej przez Jacka Gmocha. Na wyjeździe wygraliśmy 1:0 z Finlandią i to ja strzeliłem bramkę.

Stadion Śląski zna Pan doskonale, występował Pan na nim w ważnych meczach polskiej reprezentacji. Czy można więc mówić o sentymencie Stefana Majewskiego do „kotła czarownic”, jak kiedyś nazywano ten obiekt?

- Na pewno mam sentyment do „Śląskiego”. To stadion, na którym, nie tylko ja, grałem bardzo ważne dla Polski spotkania. Doping kibiców był równie głośny jak w obecnych czasach, co bardzo pomagało naszej drużynie, a kompletnie deprymowało rywali. Wygraliśmy tu m.in. z NRD 1:0, co pozwoliło nam pojechać na mundial do Hiszpanii i zająć 3. miejsce. Akurat w tym meczu nie grałem, ale wystąpiłem w rewanżu w Lipsku, który wygraliśmy po niesamowitych emocjach 3:2. Tak czy inaczej - ,,Śląski” to dla mnie miejsce magiczne i dlatego bardzo się cieszę, że na nim zagramy ze Słowakami. Oby tylko było jeszcze, o co grać.

W aktualnie powołanej przez Pana ekipie na mecze z Czechami i Słowacją nie ma nikogo ze Śląska. Chyba się pan nie obraził na naszych piłkarzy?

- Ja nie dzielę kadrowiczów na tych ze Śląska i z innych regionów, ale na pewno będę o nich pamiętał i brał ich kandydatury pod uwagę. Najważniejsza jest aktualna forma i przydatność do zespołu narodowego. Teraz nie ma Ślązaków w reprezentacji, ale byli w prowadzonej przeze mnie wcześniej kadrze do lat 23. Tak więc mam każdego na oku.

Nie tak dawno w drużynie Leo Beenhakkera było kilku graczy Górnika Zabrze. Tomasz Zahorski i Michał Pazdan pojechali nawet na Euro 2008. Teraz wysoką formą imponuje Andrzej Niedzielan z Ruchu Chorzów.

- Górnik gra teraz w pierwszej lidze, ale to wcale nie znaczy, że nie interesują mnie piłkarze z Zabrza. Wręcz przeciwnie, w pierwszej lidze sporo jest wartościowych graczy, co potwierdza przykład Jarka Bieniuka z Widzewa, którego powołałem na mecze z Czechami i Słowacją. Tak się szczęśliwie składa, że w TVP Sport pokazywane są bardzo często mecze Górnika i Widzewa i jak mam tylko taką możliwość, to oglądam je uważnie. Zahorski jest po kontuzji i jeszcze nie gra, natomiast Pazdanowi się przyglądam i nie tracę go z pola widzenia. Jeśli będzie się prawidłowo rozwijał, to wróci do kadry. Także piłkarze innych śląskich klubów mają szansę zaistnienia w niej. A Górnikowi, tak jak i Widzewowi, życzę szybkiego powrotu do ekstraklasy. To zespoły, które zasługują na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Stefan Majewski urodził się 31 stycznia 1956 r. w Bydgoszczy. W ekstraklasie, jako gracz Zawiszy Bydgoszcz i Legii Warszawa, rozegrał 188 spotkań i strzelił 20 goli. Później był zawodnikiem klubów niemieckich: 1. FC Kaiserslautern, Arminii Bielefeld i SC Freiburg oraz cypryjskiego Apollonu Limassol. W reprezentacji Polski rozegrał 40 meczów i zdobył 4 bramki. Największy sukces - brąz na mistrzostwach świata w Hiszpanii (1982). Od 17 września – tymczasowy trener reprezentacji Polski, wcześniej – opiekun kadry U-23. Był także asystentem byłego trenera naszej reprezentacji, Zbigniewa Bońka. Ponadto pracował w Polonii Warszawa, Amice Wronki, Świcie Nowy Dwór Mazowiecki, Widzewie i Cracovii.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Emigranci za chlebem. Niezwykłe losy polskich górników we francuskich kopalniach

Trudno dzisiaj oszacować, ilu Ślązaków i Zagłębiaków wyjechało przed drugą wojną światową do pracy we Francji. Ich ciekawe historie warte są zachowania.

Letnie święto na Nikiszu. Odpust u Babci Anny

Tegoroczny Jarmark u Babci Anny odbędzie się w niedzielę, 26 lipca. Jak zwykle będzie towarzyszył odpustowi w parafii św. Anny w katowickim Nikiszowcu.

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.

Carbotech w Łaźni Moszczenica. Elektroniczne brzmienia w industrialnej przestrzeni

Jastrzębie-Zdrój zyska nowe wydarzenie na kulturalnej mapie miasta. W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., w Łaźni Moszczenica odbędzie się pierwsza edycja Carbotech — imprezy łączącej surową, pokopalnianą przestrzeń z muzyką elektroniczną.