Sekrety gazowych umów Rosji z Ukrainą
W ostatnią środę na rozmowy gospodarcze z premierem Rosji Władimirem Putinem poleciała premier Ukrainy Julia Tymoszenko. Kluczowym tematem rozmów miał być rozwój współpracy w branży gazowej. Z Kijowa i Moskwy napływały sygnały, że premierzy szykują się do podpisania kolejnego porozumienia międzyrządowego w sprawach gazu.
Ukraina chciała formalnej zgody Rosjan na zmniejszenie zobowiązań w sprawie zakupu gazu w tym roku. Zgodnie z kontraktem podpisanym w styczniu przez państwowy koncern Naftohaz z Gazpromem w tym roku Ukraina miała sprowadzić na swoje potrzeby z Rosji 41 mld m sześc. gazu w ilościach rozpisanych na poszczególne miesiące. A ponieważ umową rządzi zasada \"bierz lub płać\", Kijów powinien zapłacić za zamówiony gaz, nawet jeśli go nie odbierze. Faktycznie byłoby to karą - opłata powinna wynieść 150 proc. wartości surowca nieodebranego w zimowe miesiące, a wiosną i latem 300 proc. wartości nieodebranego surowca.
Od początku roku z powodu kryzysu gospodarczego Ukraina importowała z Rosji mniej gazu, niż ustalono w styczniu. Gazprom oficjalnie zawiadomił Naftohaz o odstępstwie od kontraktu, ale kar nie zażądał. Rosjanie sugerowali tylko, iż jest to z ich strony gest dobrej woli wobec partnera, który boryka się z problemami gospodarczymi. Kijów chciał zamienić te słowne deklaracje na dokument, w którym formalnie zapisano by, że w tym roku Ukraina ma obowiązek importować z Rosji tylko 33 mld m sześć. surowca, jedną piątą mniej, niż ustalono w styczniu.
- W tym roku Ukrainie nie będą wystawiane karne sankcje za zmniejszenie odbioru gazu - zapowiedziała Tymoszenko w Kijowie po powrocie z rozmów z Putinem. Ale o formalnej umowie w tej sprawie między Naftohazem i Gazpromem nie było mowy.
Część ukraińskich ekspertów nie kryje obaw. - Gazprom może wystawić karny rachunek za cały rok - ostrzegał Bohdan Sokołowski, doradca prezydenta Wiktora Juszczenki ds. bezpieczeństwa energetycznego. Problem ewentualnej spłaty kilku miliardów dolarów takiej kary spadnie na przyszłego prezydenta Ukrainy, który ma być wybrany jesienią.
W Moskwie premierzy Rosji i Ukrainy mieli też uzgodnić sprawę dodatkowych dostaw prawie 20 mld m sześc. gazu do ukraińskich magazynów. Chodzi o rezerwę na utrzymanie zimą odpowiedniego ciśnienia w ukraińskich rurach, niezbędną do zapewnienia stabilnego tranzytu do Europy Zachodniej. Na import tego surowca Kijów chciał zaciągnąć do 5 mld dol. kredytu z Rosji. Ale Tymoszenko nie przywiozła z Moskwy ani kredytu, ani umowy o dodatkowym imporcie gazu do ukraińskich magazynów. Za to premier Ukrainy zapowiedziała zagadkowe posunięcie - już w kwietniu Gazprom wyśle do ukraińskich magazynów dodatkowe 0,8 mld m sześc. surowca, odliczając sobie jego koszty od opłat za tranzyt na Zachód.
Szkopuł w tym, że Kijów zwolnił już Gazprom z większości opłat za tranzyt w tym roku. A na dodatek Rosjanie aż o połowę zmniejszyli tranzyt, bo z powodu kryzysu Zachód kupuje mniej gazu z Rosji. Kolejne barterowe rozliczenia na zasadzie \"gaz za darmowy tranzyt\" mogą utrudnić Ukrainie przejście na rynkowe, zgodne z przepisami UE opłaty za transport gazu. Ich wprowadzenie w marcu Kijów uzgodnił w Brukselą jako warunek integracji swoich gazociągów z siecią UE. Ustalenia podjęte miesiąc później w Moskwie mogą odwrócić europejski kierunek integracji ukraińskich rur.