Rząd przestał wierzyć w ekoeuropolitykę

fot: Krystian Krawczyk

Aby energetyka wiatrowa była opłacalna, jednostka uprawniająca do emisji tony CO2 musiałaby kosztować ponad 40 euro...

fot: Krystian Krawczyk

Backloading. Protokół z Kioto. Durban. EOU. ERU. CER itp. Niewielu z tzw. zwykłych zjadaczy chleba wie, co te pojęcia oznaczają. Pakiet energetyczno-klimatyczny. Już się tam ludziom to określenie obiło o uszy. Kojarzą: prąd zdrożeje. Globalne ocieplenie.

O, o tym to się już wszyscy nasłuchali. Kojarzymy: jest cieplej przez człowieka, więc lód na biegunach topnieje. Mówią nam: trzeba spalać mniej węgla, więcej energii z gazu, wiatraków i ze słońca. I co rząd ma do powiedzenia na ten temat i w tej materii?

Zdziwiliby się ci, którzy nie lubią rządu, więc wszystko, co robi, czyni z zasady źle. Bo mniej więcej od roku rząd - przemawiający ustami ministra środowiska Marcina Korolca - staje okoniem wobec tzw. starej Unii w kwestii postrzegania polityki klimatycznej. I mówi: taka polityka jest kosztowna nie tylko dla Polski, ale dla całej Unii. Doszło do tego, z grubsza rzecz biorąc, że taki pogląd - rządowy w końcu - podziela także opozycja.

Do 23 lutego rząd, z pewną dozą nieśmiałości, na unijnym forum (i poza nim także) podawał w wątpliwość słuszność, skuteczność i koszty ekopolityki unijnej. Aż przyszedł czas, nie wiadomo dlaczego akurat wówczas, a nie wcześniej lub później, że minister Korolec oświadczył był:

"Fundamentalnie nie zgadzam się z paradygmatem, który króluje w Unii, że polityka klimatyczna i energia muszą być drogie".

Rzecz w tym, że nie może być odwrotnie. UE, produkująca w skali globalnej 11 proc. emisji CO2, jest niekwestionowanym liderem w dziele redukowania tego gazu cieplarnianego. Do misji nie chce się jakoś włączyć reszta dwutlenkującego świata, przez co unijna polityka klimatyczna do tanich w realizacji nie należy.

Marcin Korolec nie dość, że wypowiedział się w sposób (dla misyjnie i niebezinteresownie nastawionej starej, bogatej Europy) heretycki, to pozwolił sobie przekroczyć kolejną granicę, gdy pochwalił USA, mówiąc, że "dzięki rewolucji łupkowej osiągają tanią energię i realne redukcje CO2, dwukrotnie wyższe od europejskich..."!

Bicie na alarm
Formalnie rzecz biorąc, od 1 stycznia 2013 r. realizowane są postanowienia (przyjętego w 2008 r.) pakietu energetyczno-klimatycznego, którego celem jest - przypomnijmy skrótowo - redukcja emisji CO2 o 20 proc. do 2020 r., zwiększenie udziału, także do tegoż roku, energii odnawialnej o 20 proc. oraz zwiększenia do tego czasu efektywności energetycznej o 20 proc. (słynne 3 x 20). Oczywiście zobowiązania te dotyczą państw UE.

W Polsce biją na alarm, że pakiet będzie niekorzystny dla polskiej gospodarki (opartej na węglu), przez co energochłonny przemysł - np. huty Mittala - przeniesiony zostanie za wschodnią granicę. Czyli tam, gdzie pakiet mają za porozumienie idiotów, którym wydaje się, że będąc w mniejszości, mogą naprawić to, co psuje większość. Oczywiście, jeśli prawdą jest, że klimat ociepla się za sprawą przemysłowej działalności (w co wielu - niekoniecznie zatwardziałych prawicowców i kapitalistów - wątpi).

Skoro unijnej polityki klimatycznej nie rozumieją nawet jej kreatorzy (wierzący, że dzięki popularyzacji energii odnawialnej i deprecjacji tej wytwarzanej z węgla można zarobić miliardy i być może namieszać w klimacie), to jak mają ją pojąć ci, dla dobra których jest ona jakoby realizowana?

Nie rozumiem, jak UE ma konkurować z jej amerykańskim gospodarczym odpowiednikiem (nazywa się on nomen omen NAFTA), skoro po drugiej stronie mają tanią energię z gazu łupkowego, a u nas drogą, bo - dla dzieła ratowania jakoby zagrożonego klimatu - produkowaną ze źródeł odnawialnych? Może ekonomiści z Brukseli uważają, że nie jest to dla UE problem. Sądzę, że umiejącym liczyć wychodzi, iż w tej konkurencji mamy z USA małe szanse, że o zmaganiach z Chinami nie wspomnimy.

Chodzi o pieniądze
Prosty człowiek widzi świat prosto. A gdy jest on skomplikowany, to wie, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I tak zwykli ludzie postrzegają cały ten pakiet klimatyczny, choć mało kto z nich wie, co to takiego backloadingi i różne inne ERU.

Minister Korolec używa czasem terminologii dla laików tak tajemniczej, jak zagadkowo brzmi dziś mowa księdza po łacinie. Ale też on, czyli rząd, mówi bez większych ogródek o tym, o czym jeszcze kilkanaście miesięcy temu mawiał tak, jakby bał się urazić wielkich i możnych Unii Europejskiej. Zdaniem Korolca mogłoby się okazać, że "najlepsza możliwa technologia węglowa byłaby bardziej atrakcyjna od starej i gorzej funkcjonującej technologii gazowej". Minister krytykuje kolejny aksjomat ekoeuroklimatycznej polityki, czyli technologię CCS (przechwytywania i podziemnego składowania dwutlenku węgla), określając ją jako szalenie drogie i mało perspektywiczne rozwiązanie (czytaj: bezsensowne).

Ktoś zyska, ktoś straci
Polska zawetowała w 2012 r. unijny plan obniżania redukcji emisji CO2 o 40 proc. do 2030 r., o 60 proc. do 2040 r. i o 80 proc. do 2050 r. w porównaniu z 1990 r. Stanowczość polskiego rządu, przemawiającego ustami ministra Korolca, wydaje się mieć swoje podłoże w tym, że cudny środek, dzięki któremu w UE przerobi się czarno-brunatną energetykę na zieloną i błękitną, czyli obrót prawami (jednostkami) do emisji CO2, jakoś się nie sprawdza. Zabieg ten miał wymusić na podmiotach gospodarczych zmianę orientacji w kierunku niskoemisyjnej. Żeby się to opłacało, jednostka (uprawniająca do emisji tony CO2) musiałaby kosztować ponad 40 euro. A kosztuje 10 razy mniej.

W takiej sytuacji Komisja Europejska chce sztucznie zmniejszyć liczbę jednostek emisyjnych na rynku, w wyniku czego ktoś tam zyska, ale i ktoś straci. W grupie tych ostatnich będzie Polska, która na tym księgowym manewrze KE straci ponad miliard euro.

I być może dlatego rząd Polski przestał bezgranicznie wierzyć w ekoeuropolitykę. I dobrze. Lepiej późno niż wcale.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Polacy uważają niepłacenie alimentów za najgorszy rodzaj długu

Dla Polaków, którzy uważają, że niektóre długi są bardziej szkodliwe niż inne, najgorsze jest niepłacenie alimentów - wynika z badania Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Na kolejnym miejscu wskazywano długi przedsiębiorców wobec innych firm.

Zakończył się protest maszynistów, ale utrudnienia na kolei do późnego wieczora

W piątek w południe zakończył się protest maszynistów, którzy zwalniali na przejazdach kolejowo-drogowych do 20 km/h. Opóźnienia na sieci kolejowej potrwają do późnych godzin wieczornych. Szef MI Dariusz Klimczak zapowiedział pilne prace legislacyjne. Związkowcy zostali zaproszeni przez ministra na spotkanie 2 października.

Śląsk ma ogromny potencjał ludzi i gospodarczy – te atuty trzeba wykorzystać

Monika Rosa: Branże przemysłu ciężkiego pozostawiły po sobie wysoką kulturę pracy i wiedzę techniczną, którą posiadają mieszkańcy regiony i te atuty  stanowią doskonałą płaszczyznę w kierunku rozwoju nowych kompetencji.

Traczyk z COIG: W oddali zobaczyłem ogromne kłęby dymu, uświadomiłem sobie, że stało się coś najgorszego

Dokładnie 25 lat temu, 11 września 2001 r., w Stanach Zjednoczonych doszło do największego w historii zamachu terrorystycznego. Terroryści uprowadzili cztery samoloty pasażerskie. Dwa z nich uderzyły w bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku na Manhattanie, a trzeci uderzył w zachodnie skrzydło Pentagonu. Czwarta maszyna rozbiła się w Pensylwanii dzięki akcji pasażerów, którzy stawili opór porywaczom.