Rząd: będzie prąd w domach i w szpitalach

fot: Andrzej Bęben/ARC

Szpitale, bez względu na to, ile mocy pobierają, nie obejmują ograniczenia w dostawach prądu

fot: Andrzej Bęben/ARC

Wprowadzone wtorkowym (11 sierpnia) rozporządzeniem Rady Ministrów ograniczenia w dostawach prądu nie dotkną gospodarstw domowych ani szpitali - zapewniła ponownie premier Ewa Kopacz.

- Jeszcze raz podkreślę: te ograniczenia nie będą dotykać indywidualnych odbiorców i nie będą dotykać instytucji, które ratują i gwarantują zdrowie i życie, jak szpitale. Za chwilę pojadę do szpitala tu w Kozienicach po to, żeby sprawdzić, na wszelki wypadek, czy jest np. generator prądu, czy gdyby była nagła sytuacja, w której trzeba by było pozbawić ich na chwilę prądu, czy oni będą w stanie funkcjonować i np. prowadzić zabieg operacyjny, który w tym momencie by się odbywał - mówiła we wtorek premier Kopacz podczas wizyty w kozienickiej elektrowni, największej w Polsce.

Później - już po wizycie w szpitalu - szefowa rządu oceniła, że jest on dobrze przygotowany - ma m.in. agregat prądotwórczy, a sale operacyjne dysponują dodatkowymi zabezpieczeniami na okoliczność utraty zasilania z sieci.

We wtorek rząd przyjął rozporządzenie stanowiące, iż od 11 sierpnia br. do końca miesiąca wprowadzone będą ograniczenia w dostarczaniu i poborze energii elektrycznej dla odbiorców o mocy umownej powyżej 300 kW (fabryki, huty, duże energochłonne zakłady przemysłowe). Przewiduje ono, że ograniczenia nie obejmą odbiorców indywidualnych - szpitali, obiektów wojskowych, lotnisk i tym podobnych instytucji. Przyczyną ograniczeń są wysokie temperatury powietrza i niskie stany wód w zbiornikach wodnych. Obniżony poziom wody uniemożliwia skuteczne chłodzenie bloków energetycznych.

- Ogłosiliśmy ten stan, w którym będziemy mogli ograniczać dostawy energii do różnych instytucji do końca sierpnia tego roku, ale to raczej wynika z procedur niż z konieczności" - zaznaczyła Kopacz. "Spodziewamy się, że jutro, mimo że temperatury nie spadają, ten stopień (zasilania - PAP) będzie na poziomie 19 - wyjaśniła we wtorek premier.

Ograniczenie poboru mocy określa się w stopniach zasilania od 11 do 20. Jedenasty stopień zasilania oznacza, że odbiorca może pobierać moc do wysokości mocy umownej, czyli do poziomu mocy zakontraktowanej w umowie z dystrybutorem, co w praktyce oznacza brak ograniczeń. Dwudziesty stopień oznacza, że odbiorca może pobierać moc do wysokości ustalonego minimum przy zachowaniu bezpieczeństwa ludzi oraz zapobiegnięciu uszkodzeniu lub zniszczeniu obiektów technologicznych.

- My jesteśmy gotowi do uruchomienia wszelkich rozwiązań, które omówiliśmy wczoraj na zespole kryzysowym, do tego, aby nie dopuścić do jakichkolwiek perturbacji, jeśli chodzi o zaburzenia w produkcji danych przedsiębiorstw - zapewniła premier.

Dodała, że przedsiębiorstwa, których dotyczą czasowe ograniczenia (ok. 1,6 tys.), to w większości instytucje, które w umowach na dostawy prądu mają specjalne klauzule dotyczące rekompensat za gotowość na zmniejszenie dostaw.

Tłumaczyła, że "przedsiębiorstwa, które dzisiaj niestety będą miały ograniczony przypływ prądu, są na to przygotowane". "One cały rok dostają rekompensatę (...), czyli płacono im za gotowość, że może przyjść taki moment, w którym tego prądu będzie mniej" - powiedziała.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Prace naprawcze na estakadzie w Chorzowie do 4 czerwca

Na 4 czerwca br. planowane jest zakończenie robót naprawczych na chorzowskiej estakadzie, które mają umożliwić czasowe i ograniczenie wykorzystanie obiektu. Na kolejne dni zakładane są prace związane ze wznowieniem ruchu pojazdów, w tym komunikacji miejskiej pod obiektem.

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.