fot: ARC
Złombol to nie wakacje w komfortowym hotelu, ale ekstremalna wyprawa bez jakiegokolwiek wsparcia...
fot: ARC
Ponad 130 ekip stanęło na starcie Złombolu 2011. Wśród nich był Rafako Team, który 28-letnim fiatem 125p pokonał ponad 6 tys. kilometrów...
W tym roku już po raz piąty wystartował Złombol. Jest to ekstremalna wyprawa samochodami komunistycznej produkcji, której celem jest pomoc dzieciom z domów dziecka. Fundusze zbierane są przez udostępnianie darczyńcom powierzchni reklamowych na pojazdach uczestników Złombolu. Pieniądze wpłacane są na subkonto Złombolu w Fundacji Nasz Śląsk im. gen. Jerzego Ziętka prowadzącej działalność charytatywną.
Trasa rajdu wiodła przez Niemcy, Holandię, Francję. Złombolowcy przeprawiali się przez kanał La Manche do Anglii, mijali szkockie Highlands, by przekroczyć metę w słynnym Loch Ness w dolinie Great Glen. Na trasie Złombolu królowały fiaty 125 p, pojawiały się też nysy, łady, polonezy, trabanty, można było zobaczyć również zastawę czy tarpana. Warunek był taki, aby wartość zakupu samochodu nie przekraczała 1000 zł.
Rafako Team tworzyli:
• Łukasz Kocurek,
• Mirosław Bołdys,
• Marcin Kania,
• Danuta Cwynar,
• Magdalena Wałejko.
Wszyscy pracują w biurze projektowym Zakładu Elektrofiltrów Rafako. W trasę wyruszyli 28-letnim fiatem, nazywanym pieszczotliwie Kazikiem.
- Nazwa wzięła się stąd, że poprzedni właściciel, od którego odkupiliśmy samochód, miał przy kluczach napis Kazimierz. No to nazwaliśmy go Kazik. Nasz GPS natomiast nazywał się Krzysiu Hołek - wyjaśnia Łukasz Kocurek.
Skąd pomysł na udział w wyprawie?
- Skłoniła nas do tego chęć przeżycia przygody, zareklamowania własnej firmy a także możliwość zrobienia czegoś dobrego - przyznaje Łukasz Kocurek.
Kazik, jako samochód, choć leciwy, spisał się na szóstkę z plusem. Drużyna bez większych usterek pokonała nim ponad 6 tys. km.
- Parę szczegółów na bieżąco udało się zreperować. Generalnie z samochodu jesteśmy bardzo zadowoleni, okazało się nawet, że bardzo mało spalił. Problem w tym, że w ferworze przygotowań zapomnieliśmy zabrać... dowodu rejestracyjnego i ubezpieczenia auta. Obawialiśmy się, że z powodu tego nie wpuszczą nas na prom. Na szczęście znajomy, który akurat leciał do Anglii, podrzucił nam dokumenty – wspomina Łukasz Kocurek.
Wielu załogom nie udało się dojechać do mety, po drodze zdarzały się bowiem najróżniejsze awarie. Były też sytuacje, w których tylko dzięki wytrwałości i determinacji uczestników udało się dojechać do celu. Do takich przypadków zalicza się ekipa, która kiedy samochód odmówił posłuszeństwa, kupiła nowy. Rajdowcy nie zrazili się nawet wtedy, kiedy 7 godzin drogi przed Loch Ness przednia szyba w nowo zakupionym wozie rozsypała się w drobny mak.
Duży fiat z logo Rafako przyciągał sporą uwagę pozostałych uczestników Złombolu.
- Okazało się, że bardzo dużo ludzi kojarzy naszą firmę. Wśród uczestników były osoby, które również pracują w energetyce. Wspominały, że znają Rafako, że ich zakład zamawiał u nas elementy ciśnieniowe. Niektórzy pytali o naszą firmę, mówiliśmy wtedy czym się zajmujemy - opowiada Kocurek.