Rynku wzloty i upadki
Kryzys finansowy na świecie przełożył się na ograniczenie produkcji stali, sytuacja ta odbija się także na kondycji producentów koksu.
Kryzys ma to do siebie, że trzeba się do niego przygotować. Na horyzoncie widać już ograniczenia produkcji i to spore. Produkcja koksu i węgla koksującego to konsekwencja produkcji stali, bowiem przemysł stalowy jest jedynym odbiorcą tych produktów. Są już oznaki spowolnienia, sygnały z rynków ościennych, szczególnie wschodnich są dość niepokojące. Na Ukrainie połowa pieców została wygaszona, ograniczenia produkcji stali rzędu 10-15 proc. mają też miejsce w krajach Unii Europejskiej. Trzeba z tego wyciągać wnioski. Na tę sytuację nakłada się zwiększenie możliwości produkcyjnych przez praktycznie wszystkich producentów węgla, powiększyła się podaż węgla na rynkach – zarówno koksującego, jak i energetycznego.
Sytuacja jest w tej mierze bardzo dynamiczna. Jastrzębska Spółka Węglowa borykająca się dotąd z problemami wydobywczymi odbija się od dna, czy może pojawić się problem z ulokowaniem na rynku jej produkcji?
Problem to może złe słowo, ale możliwe są pewne ograniczenia. Rynek ma to do siebie, że przeżywa okresy wzlotów i upadków i cała sztuka polega na tym, żeby w okresie prosperity przygotować się na gorsze momenty, które na pewno się zdarzą. Szkopuł w tym, jak długo ten dołek będzie trwał, jeżeli to będzie maksimum pół roku, to sytuacja taka jest możliwa do przejścia.
O ile jednak producent węgla ma pewną alternatywę w postaci przekierowania swoich dostaw do innego odbiorcy, na przykład energetyki zawodowej, o tyle producenci koksu mogą znaleźć się w dość trudnej sytuacji.
Ale energetyka zawodowa też może mieć problemy! Jeśli ogranicza się produkcję pozostałych przemysłów ciężkich, przekłada się to także na zapotrzebowanie na energię. To są naczynia połączone. Oczywiście proces taki następuje z pewnym spowolnieniem, ale dotyka także energetyki. Interesującym pytaniem jest, na ile dekoniunktura wpłynie na pojawienie się nadmiaru węgla na rynku. Ja nie przypuszczam, żeby tak było. Główną sprawą będzie kwestia długości trwania tych utrudnień, bo ja nie nazywam tej sytuacji kryzysem. Dla koksowników podstawowym problemem mogą być uwarunkowania technologiczne, związane z ciągłością pracy baterii, które muszą produkować. Nie da się zatrzymać pracy baterii, bo to wiąże się z jej zniszczeniem. Łatwiej jest stalownikom zatrzymać piec, w przypadku baterii koksowniczej wyboru nie ma. Wyprodukowany koks trzeba będzie gdzieś składować i ponieść za to koszty. Jednocześnie koksownie muszą kupować węgiel, przy zmniejszonej sprzedaży swojego produktu. Koksownicy przeżywali już jednak podobne problemy i myślę, że sobie z tym poradzimy.
Prognozy dotyczące długości trwania dekoniunktury są bardzo trudne…
To jest wróżenie z fusów, nawet osoby na najwyższych szczeblach decyzyjnych w bankach też nie potrafią odpowiedzieć, jak to długo potrwa. Wszystko zależy od tego, jak zareaguje system. Żyjemy w dobie globalizacji, kiedy wszystkie instytucje finansowe są ze sobą silnie powiązane różnymi zależnościami.
Czy sytuacja na międzynarodowym rynku koksu wpłynie na tegoroczny eksport surowca z Polski i czy przełoży się to na wyniki kierowanej przez pana firmy?
Kryzys nastąpił gwałtownie, w ciągu dwóch tygodni od rozmów o zwiększeniu dostaw koksu przeszliśmy do negocjacji dotyczących ograniczeń. Takiej sytuacji jeszcze nie było w historii. Jednak ostatnie dwa miesiące roku mają już niewielkie znaczenie, bo kontrakty są pozawierane i w trakcie realizacji. Co do wyników w roku 2008, podobnie jak wszystkie koksownie i Jastrzębska Spółka Węglowa, nie widzimy zagrożeń. Może będą niewielkie korekty co do wielkości eksportu, skorzystamy natomiast na niedawnej koniunkturze cenowej. Głównym problemem będzie magiczna data 1 stycznia i nowa kontraktacja. Na dzisiaj mamy bardzo niewielką wiedzę, jak to będzie się układało. Ja jestem jednak optymistą.
Czy sądzi pan, że w obecnej sytuacji utworzenie grupy węglowo-koksowej byłoby swoistym antidotum na problemy producentów koksu i węgla koksowego?
Odpowiedź jest oczywista – jak najbardziej! Wykazane jest czarno na białym, że gdyby ta grupa już funkcjonowała, łatwiej można by było znaleźć pewną korelację pomiędzy poziomem produkcji a zapotrzebowaniem rynku, szybciej zareagować w momencie pojawienia się trudności. Pewna gra, którą można przeprowadzić na płaszczyźnie grupy węglowo-koksowej jest nie do przecenienia. W czasie dobrobytu ta koegzystencja nie jest aż tak nieodzowna, jednak w momentach dekoniunktury można podzielić między siebie biedę. Dla mnie zawsze było oczywiste, że utworzenie grupy będzie elementem stabilizującym dla rynku. Być może kryzys pogodzi wszystkie strony