Rynek ropy czeka na dane o zapasach
fot: ecotechdaily.com
14-procentowa podwyżka to największy skok cen ropy w ostatnim okresie
fot: ecotechdaily.com
Po drastycznej lipcowo-listopadowej przecenie, podczas której kurs ropy spadł z 147 USD do 36 USD za baryłkę, notowania „czarnego złota” już raz odbiły się od dna i w połowie grudnia dotarły do poziomu 52,60 USD. Na podobnej wysokości kurs ropy zatrzymał się również wczoraj.
Dzisiaj impulsem do większej zmienności na rynku ropy mogą być cotygodniowe dane Departamentu Energii. Według analityków w ubiegłym tygodniu amerykańskie komercyjne rezerwy ropy wzrosły o 0,9 mln baryłek, zapasy benzyny zwiększyły się o 1 mln baryłek, zaś pozostałych destylatów (w tym oleju opałowego i napędowego) miało przybyć 1,1 mln. Rosnące zapasy sygnalizują zmniejszone zapotrzebowanie na paliwa w Stanach Zjednoczonych. Według raportu firmie MasterCard w ubiegłym tygodniu Amerykanie kupili najmniej paliwa od dwóch miesięcy.
- Spadek popytu wciąż jest czynnikiem, który powstrzymuje wzrost cen. Jest wystarczająco dużo ropy, by traderzy mogli ją zmagazynować i sprzedać później. Taką operację możesz przeprowadzić tylko wtedy, gdy nikt inny nie chce kupić ropy – uważa Gerrit Zambo, handlujący ropą w monachijskim BayernLB cytowany przez Bloomberga.
Agencja Bloomberga donosi, że handlujący ropą szukają 5 lub nawet 10 supertankowców, które miałyby służyć tylko do przechowywania surowca sprzedanego na termin. Opłacalność takich transakcji wynika z faktu, że za ropę w kontraktach z dostawą w grudniu płaci się aż 62,20 USD za baryłkę i jest o 13,38 USD droższa niż surowiec z terminem odbioru w lutym.
Tymczasem o godzinie 13:50 za baryłkę amerykańskiej ropy gatunku Light Crude płacono 48,77 dolarów, a więc o 0,6 proc. więcej niż wczoraj. Baryłka ropy Brent była wyceniana na 51,19 USD, po zwyżce o 1,5 proc. .