Rydułtowy: Chętni do pracy
Dobowe wydobycie zakładu w Rydułtowach osiągnęło 11,5 tys. ton węgla. To dwa razy więcej, niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Jacek Parzyjagła, dyrektor ds. zatrudnienia, podkreśla, że rąk do pracy potrzeba jak nigdy wcześniej. Do końca roku planuje się przyjęcie 683 osób. Braki kadrowe występują praktycznie na wszystkich stanowiskach. Poszukiwani są mechanicy, elektrycy oraz inżynierowie do pracy w dozorze.
Jednak, wbrew pozorom, zostać górnikiem nie jest wcale tak łatwo, jak kiedyś. Od kandydatów wymaga się umiejętności, doświadczenia i wykształcenia. Trudno szukać pracy na dole jedynie z ukończoną podstawówką. Wykształcenie zawodowe to minimum. Oczywiście mile widziane jest specjalistyczne. Szkopuł jednak w tym, że szkoły zawodowe kształcące młodych górników dopiero co ruszyły i na świeżo upieczonych specjalistów trzeba jeszcze w Rydułtowach poczekać. Szkoły w Radlinie i Wodzisławiu Śląskim wypuściły już, co prawda, pierwszych absolwentów, ale to wciąż za mało, aby zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie okolicznych kopalń.
Chętnych do zawodu, którzy w ostatnich tygodniach tłumnie pukali do drzwi działu zatrudnienia, czeka długa droga. Najpierw muszą złożyć dokumenty. Działający w ramach Centrum Wydobywczego Południe zespół ds. przyjęć w pierwszym rzędzie oceni, czy kandydat spełnia wymagane warunki. Największe szanse mają mężczyźni, którzy nie ukończyli czterdziestu lat oraz legitymują się odpowiednim wykształceniem i doświadczeniem zawodowym.
– Kiedyś trzeba było umieć dobrze machać łopatą. W dzisiejszych czasach siła fizyczna nie wystarczy. Nowoczesne technologie wymagają wiedzy – zauważa dyrektor Parzyjagła.
Jak by jednak nie było, górnik krzepę musi mieć. Pozytywne wyniki badań lekarskich są niezwykle istotne. Bez nich nie ma nawet co marzyć o etacie w kopalni. Swoją opinię musi również wyrazić psycholog. Opanowanie, odporność na stres i świadomość odpowiedzialności za siebie i innych – oto sztandarowe cechy współczesnego górnika.
Okazuje się, że najlepiej w pracy sprawdzają się synowie górników, kontynuujący rodzinną tradycję. – Niech ktoś wierzy, albo nie, ale z takimi mamy najlepsze doświadczenia. Nie ma to jak dyscyplina wpojona w domu. Bez niej w tym fachu ani rusz – zauważa dyrektor Parzyjagła.
Dla wielu młodych ludzi dostać pracę w górnictwie to prawdziwe szczęście. – Powiedzieli mi, że mogę liczyć na dwa tysiące do ręki i zamienniki w postaci bonów żywnościowych o wartości około dwustu złotych. To konkretna propozycja. Teraz robię na czarno za tysiąc złotych. Nie ma porównania. Chcę zostać górnikiem – zapewnia Adam, który trzy godziny czekał na złożenie dokumentów. Chciałby też skorzystać z możliwości podwyższenia kwalifikacji, jak wielu jego kolegów, którzy dostali już pracę na „Rydułtowach”.
W ciągu minionego ćwierćwiecza zmieniły się polskie kopalnie, a wraz z nimi mentalność załóg. Licea, technika i studia wyższe kuszą młodych ludzi. Ich ambicje rosną. I trudno się temu dziwić. Nie łatwo bowiem zostać górnikiem, a jeszcze trudniej awansować.